Brytyjczycy ostro komentują awans Polaków. "Bierna Polska jedzie na szczęściu"

Brytyjskie media surowo oceniły występ reprezentacji Polski w meczu z Argentyną. BBC wprost napisało, że Polska była "bierna" i "jedzie na szczęściu". Z kolei "The Guardian" stwierdził, że Polacy wyszli z grupy tak, jak polscy kibice ze stadionu - "wymykając się po cichu".

Reprezentacja Polski awansowała do 1/8 finału mistrzostw świata w Katarze. Polacy zaprezentowali się fatalnie w ostatnim meczu grupowym z Argentyną i przegrali 0:2. Jednak dzięki temu, że w drugim spotkaniu Meksyk wygrał z Arabią 2:1 to Polacy zajęli drugie miejsce w grupie i dzięki temu znajdą się w fazie pucharowej.

Zobacz wideo Czy zagramy ofensywnie z Francją? „To jakby ułani jechali na czołgi"

Katar 2022. Czesław Michniewicz z zawodnikami po meczu Polska - ArgentynaMichniewicz zostaje w reprezentacji Polski? Mamy komentarz prezesa PZPN

W Polsce cieszymy się z awansu, natomiast za granicą dziennikarze zwracają uwagę na bardzo złą grę Polski. Na "Biało-Czerwonych" suchej nitki nie zostawił chociażby dziennikarz "The Independent" Miguel Delaney.

Brytyjskie media skomentowały awans Polaków

Pozostałe brytyjskie media też nie były łaskawe dla Polaków. "The Guardian" pisze, że Lewandowski "po raz pierwszy zbliżył się do Messiego w 94. minucie", kiedy próbował mu zabrać piłkę, faulując przy tym rywala. "Pod każdym innym względem był daleko" – oceniono.

"Polska i ich kapitan znajdowali się w bardzo dziwnym miejscu, napięcie targało nimi, wątpliwości wkradały się w każdy ruch, w każdej sekundzie. Lewandowski nie zanotował ani jednego strzału i przez cały wieczór prawie nie widział piłki. Więc bronił się razem z resztą. Ale jak bronić się w meczu o życie, starając się nie atakować? Jak marnować czas, jeśli nie można faulować, nurkować i wszczynać bójek? To była wątpliwość, z którą Polska musiała się teraz uporać. Wiedzieli, że zostali pobici, ale nie odpadli. Jakimś cudem wciąż wisieli na włosku. Los Polski ważył się i leżał w wielu rękach, z których większość nie należała do nich. Meksyk wygrywał 2:0 w Lusail i prawie wszystko mogło zepchnąć ich w przepaść. Gol tu, gol tam albo jeszcze dwie żółte kartki" – relacjonował serwis.

"Byłoby wspaniale oglądać strzelaninę między dwoma zespołami, w samo południe o miejsce w 1/8 finału. Zamiast tego po prostu próbowali dotrwać do końca bez wpadania w bałagan. Ostatecznie Lewandowski i Messi zakończyli noc świętowaniem. Kibice Argentyny wciąż śpiewali po gwizdku. Polacy wyszli, wymykając się po cichu. Co w jakiś sposób wydawało się właściwe" – podsumowano.

Czy Michniewicz będzie prowadził kadrę po MŚ? Czy Michniewicz będzie prowadził kadrę po MŚ? "Demony wrócą"

Z kolei BBC stwierdziło, że Argentyna zagrała najlepszy jak do tej pory mecz na mundialu, "deklasując rozczarowującą Polskę". Dziennikarze wprost napisali, że "bierna Polska jedzie na szczęściu". "Symbolem tego słabego występu Polski było to, że ich największy pokaz pasji przez cały wieczór miał miejsce po zakończeniu meczu, kiedy wystrzelili w powietrze, gdy wiadomość o golu Arabii Saudyjskiej przeciwko Meksykowi, który potwierdził ich miejsce w 1/8 finału, dotarła na boisko. Polscy piłkarze rozkoszowali się dobrą nowiną, wymachując biało-czerwonymi flagami na boisku, ledwie wierząc, że awansowali do meczu z Francją. Mogą uważać się za szczęściarzy, że są tam po tym słabym występie, w którym nie sprawiali kłopotu Argentynie, a wspaniały napastnik Robert Lewandowski nie zrobił nic, żeby zapracować na to miano. Jedynym wyjątkiem był były bramkarz Arsenalu Szczęsny, który był wspaniały przez cały czas, broniąc rzut karny Messiego i dokonując innych interwencji w bezbłędnym występie. Polska będzie musiała awansować o kilka poziomów, aby niepokoić Francję.

Podobnie mecz ocenili dziennikarze "Daily Mail". "To jedyny polski zawodnik, który mógł zejść z boiska z jakąkolwiek zasługą. Niefortunnie sprokurował rzut karny, ale mimo to obronił go i dokonał wielu innych decydujących obron" – tak angielska gazeta podsumowała występ Szczęsnego. Z kolei o Lewandowskim napisali, że był to "anonimowy występ", ale podkreślono, że "zawiedli go koledzy z drużyny, którzy nie oferowali żadnego wsparcia".

Jan TomaszewskiTomaszewski ocenia grę Polaków. Bez litości. "Ja mógłbym stać w bramce Argentyny"

Więcej o: