Dlatego Michniewicz jest niezwalnialny. Cztery mln dolarów i immunitet

Dawid Szymczak
Nie ma znaczenia, czy umowa Czesława Michniewicza zostanie przedłużona automatycznie, czy PZPN zostawił sobie w kontrakcie furtkę do ucieczki nawet w przypadku awansu do 1/8 mundialu. Awans to immunitet selekcjonera. Ani w PZPN prędko nie zamarzą o pięknej grze, bo niedługo FIFA wyśle przelew za wyniki w mistrzostwach, ani prezes Cezary Kulesza nie zechce pójść drogą poprzednika, który zwolnił selekcjonera brzydko realizującego cele - pisze Dawid Szymczak ze Sport.pl.

Polska zakończyła zmagania w grupie na mistrzostwach świata, w niedzielę zagra z Francją w 1/8 finału i - jak mówi Wojciech Szczęsny - powalczy o marzenia. Cel już zrealizowała, zatem pytania, co dalej - także z selekcjonerem - są zasadne. Emocje jeszcze trzymają, debata nad stylem, w jakim ten awans został wywalczony, trwa w najlepsze, co pokazuje, że Polacy chcą czegoś więcej niż odhaczania kolejnych celów. A pytanie, czy czegoś więcej można oczekiwać z Czesławem Michniewiczem trzymającym ster, nasuwa się naturalnie.

Zobacz wideo Dominik Wardzichowski po zwycięstwie Polski z Arabią Saudyjską: Ten mecz dał odpowiedź na jedno ważne pytanie

Awans jak immunitet

Prezes Cezary Kulesza nie podejmie decyzji już teraz - w biegu między meczami z Argentyną a Francją, dlatego na razie powstrzymuje się od komentowania tej sprawy. Ale co by się w niedzielę nie wydarzyło, po tym mundialu będzie w Polsce spokojniej niż po poprzednich, kończonych w rozpaczy. Nie zapowiada się, by tłum żądał głów, bo cel został zrealizowany, a klątwa przełamana. Co najwyżej kibice, dziennikarze i eksperci mogą pragnąć ewolucji, pójścia naprzód, wyciśnięcia z tej kadry więcej, póki jeszcze jest w niej Robert Lewandowski - piłkarz, którego prędko nikt nie zastąpi. Stąd też ochota, by w tych ostatnich latach jego kariery osiągnąć więcej i w przyjemniejszy dla niego i wszystkich wokół sposób. To pragnienie jest silne już na tym mundialu, ale z każdym kolejnym - po przełamaniu największej bariery - będzie rosło. Odczujemy to już podczas Euro 2024

Może wszyscy jesteśmy nieco zdezorientowani? Reprezentacja zawsze była konsekwentna: słaba gra dawała słabe wyniki. Teraz jednak dała wynik, który pozwolił wyjść z grupy po 36 latach, kosztem Meksyku, który wychodzi z niej niemal zawsze i mając w grupie Argentynę - faworyta całego turnieju, dla której to pierwsze miejsce wszyscy rezerwowali już w trakcie losowania. Dobrze będzie spojrzeć na ten mundial z dystansu. Przełom roku sprzyja refleksjom. 

Dyskusja o stylu, okolicznościach - choć chwilami histeryczna - jest potrzebna. Choćby po to, by dostrzec zmieniające się oczekiwania ludzi, a przede wszystkim samych piłkarzy. Wydaje się jednak, że dla Michniewicza ten awans będzie immunitetem. Jest właściwie niezwalnialny. Zmiana selekcjonera byłaby dzisiaj nie tyle pójściem pod prąd, co wręcz fanaberią, a Kulesza ma do takich decyzji mniejszą ciągotkę niż Zbigniew Boniek, który po awansie na Euro pogonił Jerzego Brzęczka. Kontraktu Michniewicza nie widziałem, ale domyślam się, że nie ma tam wzmianki o ładnej grze. Gdyby była, ten kontrakt z Michniewiczem w ogóle nie zostałby podpisany. Przecież prowadząc kadrę, robi dokładnie to, czego wszyscy się spodziewali. I czego początkowo wręcz sobie życzyli: brzydko realizuje cele.

Polska - Argentyna, Wojciech Szczęsny broni karnegoApel po meczu Polski. Chcą wykluczyć sędziego. "Największy błąd"

Czesław Michniewicz zrealizował wszystkie cele

Okoliczności są ważne: Paulo Sousa pod koniec grudnia zostawił Polskę na lodzie i w barażach. Następny selekcjoner miał mieć kilka dni treningów przed meczami z Rosją i Szwecją. Nikt nie miał wówczas wątpliwości, że awansować na mundial będzie szalenie trudno. Sprawę nieznacznie ułatwiło to, że Rosja rozpętała wojnę na Ukrainie i mecz z nią został odwołany. Polska ze Szwecją wygrała, Michniewicz się wzruszył, ucałował ziemię i dopiekł wszystkim, którzy mu dokuczali. Zrealizował pierwszy cel. Na mundialu też niczym nie zaskoczył, może bardziej naiwni liczyli co najwyżej, że będzie w swojej ostrożności mniej radykalny. Znów jednak - zrealizował cel i zarobił dla federacji 4 mln dolarów, którymi FIFA nagradza wyjście z grupy.

Trudno znaleźć logiczny argument za jego zwolnieniem. Okoliczności są zupełnie inne niż u Brzęczka. On realizował cele znacznie łatwiejsze, a atmosfera wokół kadry i w samej kadrze była bez porównania gorsza. Boniek miał też pomysł, kim go zastąpić. Kulesza znów miałby przeglądać te wszystkie CV od trenerskich nowicjuszy, wypalonych trenerów z zagranicy i selekcjonerów-podróżników? Polska nie jest szczególnie interesująca dla zagranicznych trenerów, co dobitnie pokazał Sousa.  

Należy przyjąć, że Michniewicz będzie pracował dalej i zastanowić się, czy jest on gotowy popchnąć polską drużynę do odważniejszej i ciekawszej gry niż zaproponowana w Katarze i czy poza realizowaniem celów będzie potrafił zaspokoić rosnące ambicje piłkarzy i kibiców. Natura człowieka - jedno, presja i oczekiwania - drugie. Mundial to ciężar, z którym piłkarze i trenerzy spotykają się najczęściej jedyny raz w karierze. Lewandowski nie płakał po golach w Lidze Mistrzów dla Bayernu Monachium czy FC Barcelony, ale po trafieniu z Arabią Saudyjską. Michniewicz za wszelką cenę chciał odejść od jedynego w ostatnich latach mundialowego scenariusza Polaków. Tak bardzo pragnął wyjść z grupy, że cel uświęcał środki.

Katar 2022. Czesław Michniewicz z zawodnikami po meczu Polska - ArgentynaMichniewicz zostaje w reprezentacji Polski? Mamy komentarz prezesa PZPN

Niech celem będzie odważniejsza gra. Polacy i tak mają 96,1 proc. szans na awans 

Okoliczności się zmieniają, inna będzie presja podczas Euro, a tym bardziej w eliminacjach, w których statystycy przyznają Polakom 96,1 proc. szans na awans. Wreszcie selekcjoner może pogodzić doraźne punktowanie z rozwijaniem się i budowaniem czegoś przyszłościowego. Na razie Michniewicz działał jedynie tu i teraz. W przyszłość nie zaglądał, bo po klęsce na mundialu, mogłoby go w PZPN nie być. Wylosowani rywale - Czechy, Albania, Wyspy Owcze i Mołdawia - pozwalają grać ofensywniej, odważniej, przejmować inicjatywę, a także zastąpić weteranów młodszymi zawodnikami, którzy do takiej gry będą nadawali się bardziej. To zbyt łatwa grupa, by zadowalać się jedynie awansem, z którego później niewiele wyniknie, bo silniejsi rywale znów zabiorą nam piłkę, zepchną do defensywy i ograniczą nasz pomysł na mecz do wybijania piłki. To idealny czas na metamorfozę. A Michniewicz zasłużył, by się jej podjąć. Niech ciekawa i odważniejsza gra będzie jego celem obok awansu na Euro. Przecież cele realizuje.

Więcej o: