Szczęsny zdradza, jak przygotowuje się do karnych. Wiedział, gdzie uderzy Messi. "Większość"

Dawid Szymczak
Bez Wojciecha Szczęsnego nie byłoby awansu, uciekłyby też Polakom najpiękniejsze momenty tego mundialu. Jest on dopiero trzecim bramkarzem świata w historii mistrzostw, który obronił dwie jedenastki na jednym turnieju. - Messi? Ma dwa rodzaje karnych. Wszystko zależy od tego jak nabiega - tłumaczy i zdradza, jak rozpracowuje strzelców.

Argentyńczycy oddali na bramkę Szczęsnego aż trzynaście strzałów, z karnego strzelał Leo Messi, skończyło się na dwóch wpuszczonych golach, które jednak nie zabrały reprezentacji Polski pierwszego od 36 lat awansu do fazy pucharowej. - Miłe uczucie, jeszcze nie żyłem, gdy Polska wychodziła z grupy na mundialu, więc dobrze być częścią tej historii - powiedział Szczęsny w mixed zonie, gdzie piłkarze tuż po meczu udzielają krótkich wywiadów.

Zobacz wideo Od wiecznego rozczarowania do bohatera kadry. "Ten turniej należy do Szczęsnego"

Jeden z dziennikarzy stwierdził, że ten karny Messiego był łatwiejszy do obronienia niż ten z Arabią Saudyjską. - To idź obroń - śmiał się bramkarz, który jest polskim bohaterem tego mundialu. Dwa obronione rzuty karne - to jedno. Docenić należy też czyste konto z Meksykiem i kilka dobrych interwencji z Argentyną, bez których nie byłoby awansu. 

Czasem mówi się, że najtrudniejsze mecze dla bramkarza to te, w których rzadko uczestniczy w grze. Dla Szczęsnego spotkanie z Argentyną było tego zaprzeczeniem. Co chwilę miał coś do roboty, bo rywale rzadko odchodzili od jego pola karnego, co chwilę nękając go centrami i strzałami. - Nie lubię takich meczów, w których ciągle mam coś do roboty. Za stary już na to jestem. Wszystko mnie później boli, więc wolę mieć mało pracy, najlepiej jak nic się nie dzieje - uśmiechał się i bardziej poważnie dodał: - Ale akceptuję to, że graliśmy z zespołem, który nie jest na naszym poziomie i nie jesteśmy w stanie uniemożliwić mu na tworzenia sytuacji bramkowych. W takich meczach przydaje się bramkarz, który jest w formie. Z Argentyną trafiło na dobrego Szczęsnego.

Nie umiemy grać w piłkę. Cały świat poznaje, że to my. Ale Michniewicz znów wygrałNie umiemy grać w piłkę. Cały świat poznaje, że to my. Ale Michniewicz znów wygrał

"Obejrzałem po kilkanaście rzutów karnych trzech argentyńskich zawodników, którzy mogli do tego karnego podejść"

Jak z jego perspektywy wyglądał ten mecz? - Tuż po przerwie straciliśmy niefajną bramkę. Podcięła nam skrzydła i odebrała pewność siebie. Wiedzieliśmy, że w meczu Arabii Saudyjskiej z Meksykiem jest bezbramkowy remis, więc chcieliśmy jak najdłużej nie stracić gola. Najlepiej wcale. Sam mogłem się przy tej bramce trochę lepiej zachować. Ale teraz już mnie kompletnie to mnie nie obchodzi - uśmiechnął się i wspomniał o sytuacji z pierwszej połowy, gdy Angel Di Maria, jego klubowy kolega, próbował strzelić mu gola bezpośrednio z rzutu rożnego. - Chciał mnie zaskoczyć! Niech w Juventusie zacznie tak uderzać, bo się tego nie spodziewałem. Uśmiechnąłem się do niego, bo niefajnie byłby dostać gola z rożnego od kolegi z klubu. W ramach rewanżu go okiwałem? Niech będzie - powiedział.

Jeszcze przed mistrzostwami Szczęsny miał refleksję, że w kadrze brakuje mu jednego doskonałego występu w ważnym meczu, którym zapadłby w pamięci kibiców. Sygnalizował też, że może już nie mieć wielu okazji, by taki zaliczyć, bo zakłada, że mundial w Katarze będzie jego ostatnim. Szczęsny może być już pewny, że pierwszym skojarzeniem z nim od teraz będą obronione rzuty karne w spotkaniach z Arabią Saudyjską i Argentyną. Polak stara się ograniczać rolę przypadku i do obrony jedenastek skrupulatnie się przygotowuje. Zdradził, że dzień przed meczem analizuje strzały rywali. - Obejrzałem po kilkanaście rzutów karnych trzech argentyńskich zawodników, którzy mogli do tego karnego podejść. Nie zapisuję tego, ale analizuję i zapamiętuję. Patrzę, jak podbiegają do piłki, jak uderzają, jak się zachowują przed karnym. Ważne jest też rozgraniczenie na karne z presją i bez presji, bo to bardzo zmienia analizę - zaznacza i przechodzi do konkretów. - Messi ma dwa sposoby nabiegania na rzut karny: w jednym patrzy na bramkarza i biegnie powoli, a w drugim nie spogląda i podbiega szybko. Przy tym szybszym zdecydowaną większość uderza w lewy górny róg bramkarza, więc jak zobaczyłem, że biegnie pewnie i się nie zatrzymuje, to poszedłem tam, gdzie kopie najczęściej i to się opłaciło. Raz już Messi strzelił mi gola z karnego, więc teraz mamy remis. 

- Zieliński powiedział, że zrobią dla mnie zrzutkę i kupią mi prezent? Super! Nie mam nic przeciwko. Im więcej, tym lepiej - uśmiechał się. A jak udało mu się wypracować na mundial tak wysoką formę? - Niczego nie zmieniałem. Straciłem sporo na wadze, ale to ze stresu, nie przez dietę czy trening. I dobrze się teraz czuję. Efekty tego widzimy na boisku - mówił.

Czesław MichniewiczMichniewicz na konferencji wypalił do "Argentyńczyka": Trzeba było wygrać z Arabią

Na Francję taka gra nie wystarczy

Szczęsny jest jednym z wielu polskich piłkarzy, którzy nie starał się tego awansu dodatkowo ubarwiać. - Na pewno to, co widzieliśmy z Argentyną nie wystarczy na Francję - stwierdził. - Przyznam też, że dziwnie się gra ze świadomością, że drobna porażka pozwoli ci zrealizować cel. I to też trochę hamuje w grze do przodu. Teraz sytuacja jest inna. Jakkolwiek wielkim faworytem nie byłaby Francja, to duma nakazuje nam spróbować z nimi wygrać i dać z siebie wszystko. Zeszło z nas teraz ciśnienie, bo wiemy, jakim jesteśmy zespołem, jaka jest nasza klasa i gdzie jest nasz szklany sufit. Bycie wśród 16 najlepszych zespołów na świecie jest dla nas wielką robotą, ale poza planami mamy też marzenia. Plan wykonaliśmy i właśnie teraz powalczymy o marzenia zapowiedział. 

Na koniec dziennikarze zapytali go, czy z jego perspektywy rzut karny na Messim w ogóle powinien zostać podyktowany. Przypomnijmy - Szczęsny wyszedł do dośrodkowania i uderzył ręką w twarz Messiego. Sędzia został wezwany przez VAR do monitora i zdecydował, że rzut karny się należy. - Skoro bronie, to niech gwiżdżą, mogę się wykazać - zaśmiał się raz jeszcze.

Więcej o: