Michniewicz chciał zamknąć Messiego w klatce. Przypiął mu jedynie kulę u nogi

Plan Czesława Michniewicza zakładał, że Lionel Messi zostanie uwięziony przez polskich obrońców niczym w klatce. Argentyńczyk rozciągał kraty, ale nie na tyle, by się przecisnąć. Nie był pierwszoplanową postacią zespołu, ale jego wycofanie się wywróciło plan do góry nogami.

Czesław Michniewicz nieraz pokazywał, że potrafi planować grę w defensywie. Mecz z Argentyną był jednak pod tym względem największym wyzwaniem naszego selekcjonera. Przede wszystkim trzeba było zatrzymać Messiego. Plan brzmiał w teorii prosto - wsadzić największą gwiazdę Argentyńczyków do klatki, zamknąć na klucz i nie oddać go nikomu. Do pewnego momentu to wychodziło - dopóki Argentyna nie zmieniła stylu gry. Wtedy zabrakło już reakcji.

Zobacz wideo Polska - Argentyna. Oceniamy Polaków po meczu

Messi uwięziony, ale szarpał za kraty

Gdy Messi grał w Barcelonie, dużo się mówiło o "messidependencii", czyli zależności od formy i postawy Argentyńczyka. "Albicelestes" również się z tym zmagają. Akcja nie ma prawa nie przejść przez Messiego. Polska defensywa musiała go zatrzymać za wszelką cenę jeszcze przed polem karnym. Pomysł na to był widoczny gołym okiem.

Michniewicz chciał stworzyć "więzienie" dla lidera Argentyńczyków, piłkarski spacerniak o ograniczonej powierzchni. Messi miał zostać zablokowany między 20. a 30. metrem od bramki Wojciecha Szczęsnego. Środkowi pomocnicy natychmiast do niego doskakiwali, mieli wsparcie wracającego Karola Świderskiego i dwóch innych graczy. Messi nie był w stanie przedrzeć się przez środek. Nie dał rady pograć tam klepką, koronkowo. Nie miał miejsca na dobry strzał z dystansu.

Polska - ArgentynaPOLSKA W 1/8 FINAŁU MŚ 2022! Thriller nad thrillery. Zapamiętamy to na zawsze

Później próbował przedzierać się bliżej lewej strony, czasem urywał się prawą, ale udało się go zatrzymać za każdym razem, także z rzutu karnego. Idealnie wyczuł go Szczęsny, broniąc drugi rzut karny na mundialu.

Agresywny pressing charakteryzował cały polski zespół. Biało-Czerwoni starali się odcinać przestrzeń na krótkie granie. Argentyna od 25. minuty była zmuszona do grania długich piłek, crossów, szukania wysoko ustawionych bocznych obrońców. Gdy "Albicelestes" poszerzali pole gry, narzucali coraz wyższe tempo, które trudno było wytrzymać. Padało coraz więcej strzałów, a przy nich wykazywał się Szczęsny.

Taki sposób gry też był na rękę Messiemu, który bardziej się cofnął, złapał oddech i skupił na rozgrywaniu z głębi pola. On sam nie był już zagrożeniem do końca pierwszej połowy.

Wojciech Szczęsny broni karnegoTak Szczęsny doprowadził Messiego do rozpaczy. Król [WIDEO]

Przedmeczowy plan do kosza

Messi nie podchodził już tak wysoko. Ustawianie się głęboko i dyrygowanie ze środkowej strefy dało mu więcej swobody, a ciężar w ofensywie można było rozłożyć na pozostałych. To zadziałało w drugiej połowie już w pierwszej akcji bramkowej, którą wykończył dość szczęśliwie Alexis Mac Allister. Ten gol pokazuje, że środek pola całkowicie zapomniał o swoich zadaniach. Zabrakło z ich strony asekuracji. Krystian Bielik lub Grzegorz Krychowiak - ktoś z nich musiał doskoczyć do strzelca. Cały dotychczasowy plan można było wyrzucić do kosza.

Poza trzymaniem formacji nie funkcjonowało w defensywie zupełnie nic. Polegaliśmy przede wszystkim na szczęściu. Argentyna zmarnowała kilka sytuacji, a później nie forsowała tempa. Polacy wyglądali tak, jakby w ogóle nie mieli sił do pressingu, biegania, o próbie wyprowadzenia kontry nie wspominając.

Pierwsza połowa była intensywna i nasza gra w obronie musiała się podobać. Dobra organizacja, pilnowanie formacji, agresja i odpowiednie reakcje na wydarzenia i zmianę tempa przez Argentyńczyków, ograniczenie Messiego i założenie mu kuli u nogi. Od początku gra w obronie wyglądała obiecująco, a po zejściu do szatni można było wprost powiedzieć - jest dobrze.

Druga część była po prostu paskudna. Wyglądała, jakby Polacy chcieli po prostu przetrwać i mieli dość. Dopisało szczęście.

Liczby bronią Michniewicza

Defensywne nastawienie Polaków nie mogło zaskakiwać, ale w starciu z Argentyną jeszcze bardziej rzucało się w oczy. Patrząc na statystyki, styl gry się broni.

Udało się wykonać 77 proc. celnych podań, co przy założeniu zasieków przed polem karnym jest całkiem dobrym wynikiem. Polacy wygrali 35 pojedynków, przy 38 Argentyny. W starciach fizycznych nie odstawali od "Albicelestes". Do tego zanotowali aż 17 przechwytów pod własną bramką.

Messi miał być motorem napędowym Argentyny, ale udało się zmniejszyć jego osiągi w tym meczu. Aż 20 razy tracił piłkę, przegrał połowę starć fizycznych.

Michniewicz ma czym się chwalić jako taktyk, mądrze przygotował zespół. Zabrakło lepszego reagowania na zmianę stylu gry Argentyny i jej ustawienia oraz jakości w wykonaniu jego planu.

W meczu z Francją, z którą zagramy w 1/8 finału, musi to wyglądać lepiej. Jednak o poprawę będzie ciężko, bo mistrzowie świata są bardzo efektowni, a jeszcze bardziej efektywni.

Więcej o: