Michniewicz na konferencji wypalił do "Argentyńczyka": Trzeba było wygrać z Arabią

Bartłomiej Kubiak
- My z Arabią wygraliśmy, a wy przegraliście. Może częściej powinniście z nią grać - zdenerwował się Czesław Michniewicz, gdy zagraniczny dziennikarz przytoczył mu statystyki posiadania piłki czy strzałów w meczu z Argentyną (0:2) i zarzucił, że Polska awansowała dalej tylko dzięki Arabii Saudyjskiej.

 - Chciałbym panu przytoczyć kilka statystyk z tego meczu: Argentyna miała 73 procent posiadania piłki, wymieniła 877 podań, oddała 17 strzałów. W związku z tym zastanawiam się, jaki był wasz plan na ten mecz? Myślę, że chyba powinniście teraz bardzo dziękować Arabii Saudyjskiej, bo tylko dzięki niej awansowaliście do 1/8 finału - powiedział już na wstępie brazylijski dziennikarz z Sao Paulo.

Zobacz wideo Katarskie metro - przepych, bogactwo i śpiewający kibice, a motorniczego nie ma!

Wojciech Szczęsny broni rzut karny i argentyńscy kibice na trybunachLewandowski nawet nie spojrzał na Messiego. A później się zaczęło. Dramatyczne sceny

Czesław Michniewicz chyba nie dosłyszał, że dziennikarz jest z Brazylii, bo wziął go za Argentyńczyka. Od razu wypalił: - My pomogliśmy sobie sami. Wy nie potrafiliście nawet wygrać z Arabią Saudyjską [Argentyna w meczu otwarcia przegrała 1:2]. I te pańskie liczby na nic się zdają. Dlatego moja odpowiedź jest krótka, ale treściwa - gra się na bramki, a nie na posiadanie. Oczywiście chcielibyśmy mieć 500 podań i wymieniać ich jak najwięcej, ale nie udało nam się tego zrobić. Ale my z Arabią wygraliśmy, a wy przegraliście. Może częściej powinniście z nią grać - zdenerwował się Michniewicz.

Michniewicz chwali Szczęsnego

Zanim jednak brazylijski dziennikarz wyprowadził Michniewicza z równowagi selekcjoner przez kilka minut - bez żadnego pytania - podsumowywał środowe spotkanie z Argentyną. - Przegraliśmy mecz, to w sporcie jest najważniejsze, ale czasem te porażki bywają słodko-gorzkie. W naszym przypadku tym razem bardziej słodkie - zaczął Michniewicz. 

I od razu mówił dalej: - Chciałbym z tego miejsca złożyć serdeczne gratulacje całej drużynie, ale też wszystkim współpracownikom i ludziom, którzy są tutaj z nami, na czele z władzami PZPN. To jest nasz wspólny sukces, bo mimo porażki z Argentyną - co też chciałbym podkreślić - uważam, że zapracowaliśmy na ten awans. Zdobyliśmy cztery punkty. Regulamin był dla nas jasny od początku do końca. Wiedzieliśmy, że będą liczyły się bramki, a być może nawet kartki. W drugiej połowie kontrolowaliśmy to wszystko, co działo się w meczu Meksyku z Arabią. Było nerwowo. Do przerwy nie graliśmy najlepiej, Argentyna stworzyła kilka okazji, najlepszą miał Leo Messi. Żałuję bardzo, że w kolejnym meczu jest rzut karny. Kolejny problematyczny - przynajmniej z mojej perspektywy - po interwencji VAR, co już samo w sobie pokazuje, że wcale nie był ewidentny - dodał Michniewicz i pochwalił Wojciecha Szczęsnego, który obronił strzał Leo Messiego z rzutu karnego. - Wojtek jest w fantastycznej formie na tym mundialu. Dziś po raz kolejny to potwierdził.

I krytykuje boisko na stadionie 974

Później Michniewicz więcej mówił już o drugiej połowie, ale też o boisku, które na stadionie 974 nie było w najlepszym stanie. - W przerwie rozmawialiśmy o tym, co nie funkcjonowało. Co prawda nie straciliśmy wtedy bramki, ale łatwo napędzaliśmy ataki Argentyny. Myliliśmy się w prostych sytuacjach, zbyt często graliśmy piłkę w kozioł. Ale tutaj też chciałbym podkreślić, że to nie jest przypadek, iż Brazylia złożyła protest i nie chce grać na tym stadionie. Boisko tutaj jest bardzo trudne - twarde, nierówne, piłka skacze na nim w nienaturalny sposób. To też nam nie ułatwiało zadania. Niemniej jednak w niektórych sytuacjach sami sobie komplikowaliśmy grę. Poprzez złe przyjęcie, które powodowało złe podanie, a złe podanie - stratę, co napędzało ataki Argentyny.

- W przerwie zrobiliśmy dwie zmiany, bo odbieraliśmy piłkę w środku pola, ale brakowało nam piłkarzy, którzy by wybiegali na wolne pole i oskrzydlali akcje. Argentyńscy stoperzy zostawiali sporo miejsca Robertowi Lewandowskiemu i Karolowi Świderskiemu, ale nie miał im kto tych piłek dogrywać, bo Przemek Frankowski mocno angażował się w defensywę, gdzie musiał pilnować Angela Di Marię. Podobnie było z prawej strony, gdzie biegał Piotrek Zieliński i czasem Świderski, który się z nim zmieniał. Próby powstrzymywania Argentyńczyków sprawiały, że sami nie tworzyliśmy sobie sytuacji. Wiedzieliśmy, że w ten sposób grać nie możemy i musimy dokonać zmian, kiedy ten wynik jest jeszcze dla nas korzystny. Nieszczęśliwie szybko straciliśmy gola po przerwie. Było widać, że wkradła się nerwowość - opisywał mecz Michniewicz.

I kontynuował: - Umówiliśmy się z zawodnikami przed meczem, że tylko ja i sztab na ławce będziemy kontrolować równolegle rozgrywane spotkanie Meksyku z Arabią i dopóki nic złego tam się nie będzie działo, to nikogo nie będziemy informować. W którymś momencie jednak - raz czy dwa - przekazałem te wieści Robertowi Lewandowskiemu i innym zawodnikom, którzy byli przy linii. Serce zadrżało mocniej w momencie, kiedy Grzesiek Krychowiak zobaczył żółtą kartkę [79. minuta]. Wiedzieliśmy, że kolejna sprawia, że przy równym bilansie bramek z Meksykiem mamy trzy punkty mniej. Dlatego szybko dokonaliśmy zmiany. Innej niż zakładaliśmy, bo z boiska miał zejść nie Grzesiek, a Piotrek Zieliński, którego miał zmienić Piątek. Chcieliśmy, tak czy siak, wprowadzić go na boisko, by mieć drugiego napastnika. Tym bardziej takiego jak "Piona", który zawsze może coś strzelić. Niestety nie udało nam się go nawet podprowadzić pod pole karne, co oczywiście nie jest jego winą, a sposobu, w jakim graliśmy w końcówce. Argentyna zepchnęła nas do defensywy, gdzie też mieliśmy szczęście, bo błąd Kuby Kiwiora [87. minuta] mógł sprawić, że teraz jechalibyśmy do hotelu i się pakowali. Ale Bozia czuwała i... zostajemy mundialu. Gramy teraz z Francją. Wiem, że trochę przydługi ten mój wywód, ale już chyba więcej pytań nie będzie - zasugerował Michniewicz.

Ale później dostał jeszcze wiele pytań. Nie tylko od brazylijskiego dziennikarza, ale też od argentyńskich, francuskich czy polskich.

Więcej o: