Dwóch piłkarzy odciążyło Lewandowskiego. "Bardzo dobre wejście"

- Mamy duże szanse na awans. Czuję, że z Argentyną też będzie dobry mecz - mówi Sport.pl Adam Matysek. Były bramkarz reprezentacji Polski podstaw do wiary upatruje w jednej formacji drużyny trenera Czesława Michniewicza. - Gwarantują wygraną lub remis - ocenia.

Jedni mówili, że "zrobił Jerzego Dudka", inni, że jego wyczyn był jeszcze efektowniejszy niż ten z finału Ligi Mistrzów 2005. W zasadzie wszyscy są jednak pewni co do jednego - to Wojciech Szczęsny był bohaterem spotkania z Arabią Saudyjską (2:0).

Zobacz wideo Jak Wojciech Szczęsny obronił karnego? Wyjaśnia Paweł Kieszek w Sport.pl Live

Polacy po dużej metamorfozie. "Szczęsny długo szukał formy"

To w dużej mierze dzięki niemu Polacy w ostatnim meczu grupowym - wbrew temu, do czego przyzwyczajeni są młodsi kibice - nie zagrają jedynie o honor, a będą walczyć o awans do fazy pucharowej. Choć przed meczem panował sceptycyzm, zwłaszcza po szarym remisie z Meksykiem (0:0).

- To była weryfikacja tego wszystkiego, co się wydarzyło z Meksykiem. Duża metamorfoza drużyny, trafne decyzje trenera odnośnie do składu oraz Wojtek Szczęsny, który kapitalnie obronił rzut karny i dobitkę. To były dwie kluczowe interwencje w tym meczu - mówi Sport.pl Adam Matysek. - Nie tracimy bramek, wygrywamy i czekamy na Argentynę. Oczywiście, na awans musimy jeszcze poczekać, ale czuję, że to również będzie dobre spotkanie. Mamy duże szanse na 1/8 finału i to jest zasługa nie tylko Wojtka, ale i całej drużyny - podkreśla Adam Matysek.

W piłkarskim CV Szczęsnego podwójna obrona pod koniec pierwszej połowy powinna znaleźć się na czołowym miejscu. Bramkarz Juventusu uchronił tym samym zespół od straty prowadzenia 1:0. Interwencje klasy światowej? Były reprezentant Polski nie ma wątpliwości.

- Jedna sytuacja pociągnęła drugą. Nasza drużyna trochę zaspała przy tej dobitce i zawodnik z Arabii Saudyjskiej został sam na sam z Wojtkiem. To nie była łatwa piłka. Szczęsny szybko się pozbierał. Kapitalne interwencje. A sama obrona karnego podczas mistrzostw świata to dla Wojtka bardzo ważna sprawa. Długo szukał formy, do barażu ze Szwecją wiosną. I teraz potwierdza, że jest w doskonałej dyspozycji - ocenia ekspert.

Wojciech Szczęsny broni rzut karny screenWojciech Szczęsny obronił karnego, a potem poczarował przy dobitce [WIDEO]

Szczęsny odczarował mistrzowskie turnieje. "Wymagaliśmy tego od niego od wielu miesięcy"

A udane interwencje na imprezie rangi mistrzowskiej dla Szczęsnego mogą mieć nawet nie podwójną, a potrójną wartość. Wszystko za sprawą pecha, który dotychczas mu towarzyszył w najbardziej prestiżowych turniejach. Przede wszystkim w meczach otwarcia. W Euro 2012 dostał czerwoną kartkę, podczas kolejnej edycji doznał kontuzji, w mundialu sprzed czterech lat popełnił błąd, a w ubiegłorocznych mistrzostwach Europy zanotował bramkę samobójczą.

- Wielokrotnie to omawialiśmy, ja sam też się wypowiadałem nieraz na ten temat. Każdy się zastanawiał, jak te kolejne mistrzostwa się zaczną dla Wojtka. Mieliśmy w pamięci te pechowe początki. Nie wyglądało to dobrze, zawsze coś się działo. Ale teraz wychodzi na to, że ten turniej zaczął się dla niego bardzo dobrze - podsumowuje Matysek.

Szczęsny w sobotę zasygnalizował formę jeszcze zanim uratował drużynę przed stratą gola przy "jedenastce" Saudyjczyków. Wykazał się czujnością już w 13. minucie przy potężnym strzale z dystansu.

- To jest to, czego wymagaliśmy od Wojtka od wielu miesięcy. Mamy solidną obronę, która w połączeniu z Wojtkiem między słupkami gwarantuje nam zwycięstwo lub punkt. A to bardzo dużo - zwraca uwagę były kadrowicz.

Lato liczy, że Lewandowski rozwiązał worek z bramkami. Lato liczy, że Lewandowski rozwiązał worek z bramkami. "W końcu"

Duże szczęście Polaków w meczu z Arabią Saudyjską. "Turniej toczy się po naszej myśli"

Był jednak w sobotnim meczu moment, w którym można było mieć pewne zastrzeżenia do ekipy Michniewicza, w tym przedstawicieli defensywy. Między 15. a 19. minutą niebezpiecznie zaostrzyli grę, czego konsekwencją były trzy żółte kartki. Pierwszy zarobił ją Jakub Kiwior, chwilę po nim Matty Cash, a na koniec Arkadiusz Milik. Zdaniem byłego arbitra międzynarodowego Marcina Borskiego faule dwóch pierwszych były na tyle niebezpieczne, że mogły skutkować wykluczeniem z gry. Dodatkowo Cash po chwili zaliczył przewinienie, za które nie został ukarany, choć - zdaniem wielu oglądających mecz - zasłużył na kolejną żółtą kartkę.

- Trudno powiedzieć, czy była to przesada, czy nie. Zawodnicy podczas meczu nie kalkulują, czy po danym zagraniu dostaną kartkę. Miałem wrażenie, że w tym meczu sędzia zbyt pochopnie karał. W pierwszej połowie wyraźnie chciał utemperować graczy. Gdy na początku spotkania kartki dostało dwóch naszych czołowych graczy z linii defensywy, to powodowało pewien niepokój. Ale widzieliśmy, że nic złego się potem nie wydarzyło. Oprócz tej jednej sytuacji Casha, który mógł dostać drugą żółtą kartkę i gralibyśmy w osłabieniu. Mieliśmy w tej sytuacji dużo szczęścia - nie kryje Matysek.

Pozostaje on optymistą, choć po dwóch meczach radość z sytuacji Polaków w tabeli miesza się wciąż z głosami niezadowolenia odnośnie do stylu gry. 

- Turniej toczy się po naszej myśli. Mimo tych wszystkich nieporozumień na linii trener-dziennikarze czy krytyki taktyki. Szkoleniowiec musiał zareagować po meczu z Meksykiem. Bardzo dobre wejście Arka Milika i Krystiana Bielika. Odciążyli trochę Roberta Lewandowskiego w środkowej strefie. Piotr Zieliński również trochę inaczej się prezentował w tym spotkaniu. Dlatego wypada się z tego cieszyć - rzuca na koniec były bramkarz.

Mecz Polaków z Argentyną odbędzie się w środę o godz. 20. Relacja w Sport.pl.

Więcej o: