Sensacyjny bohater Polaków. Wyciągnął nas z piekła. Wybór piłkarza meczu dziwi

Dawid Szymczak
Bez Wojciecha Szczęsnego nie byłoby w tym meczu ani gola na 1:0, ani trzech punktów, ani też przejęcia przez Polskę trybun w ostatnich minutach, czy radości na koniec. Polski bramkarz zaczął akcję bramkową, a broniąc karny i dobitkę, wyciągnął Polaków z piekła. Nagroda za interwencję mistrzostw - niemal pewna. Ale jest coś jeszcze: tę interwencję zachowa w ramce już na zawsze.

Sięgając prehistorii: Jan Tomaszewski zatrzymał Anglię, a patrząc na ostatnich bramkarzy kadry - Artur Boruc miał swoje pajacyki, Łukasz Fabiański mecz ze Szwajcarią na Euro z kilkoma genialnymi paradami. Wojciech Szczęsny półgębkiem narzekał, że nie ma w reprezentacji jednej akcji, z którą kojarzyliby go kibice i która zostałaby z nim na zawsze. No to właśnie taką wykonał: arcyważną, arcytrudną, arcyefektowną. Taką w sam raz do oprawienia w ramkę. Jeśli naprawdę to jego ostatni mundial - to tym bardziej. 

Zobacz wideo Ile kosztuje kebab w Katarze i jak smakuje? Recenzja od dziennikarza Sport.pl

Salem Al Dawsari uderzył blisko środka bramki, ale Szczęsny rzucił się w odpowiednią stronę. A to nie był koniec, najtrudniejsze nadchodziło, bo pierwszy do odbitej piłki dobiegł Mohammed Al Breik i mocno kopnął w przeciwną stronę. Szczęsny odbił się jednak od ziemi, jakby zamiast nóg miał sprężyny i zdołał tę piłkę podbić tak, że poleciała nad poprzeczką. To Himalaje bramkarstwa. Definicja bohaterstwa.

Waga tej interwencji była identyczna, jak gola Piotra Zielińskiego, bo pozwalała utrzymać dopiero co wywalczone prowadzenie, po którym znów mruczeliśmy pod nosami, że wynik jest lepszy niż gra. To właśnie Szczęsny zaczął bramkową akcję bardzo przytomnym podaniem do wolnego Matty'ego Casha. I to do niego zaraz po golu zwrócił się szalejący przy bocznej linii Czesław Michniewicz, krzycząc: "Brawo, Szczena! Świetne podanie! Brawo, Wojtek!". A on swój pomnik rzeźbił jeszcze w drugiej połowie, gdy w olbrzymim zamieszaniu w polu karnym odbił nogą strzał z bliska Salema Al Dawsariego. Gdy zagrożenie minęło, z radości aż podskoczył. Strzały z dystansu? Łapał je z uśmiechem. Dośrodkowania? Tylko nadstawiał koszyczek. W całym meczu nie zafałszował ani razu i dorzucił kilka imponujących solówek.

Wojciech Szczęsny po obronieniu rzutu karnegoZieliński, Lewandowski, SZCZĘSNY! Triumf Polski po thrillerze na MŚ 2022

"Są rzeczy, których nie widać, a które Wojtek robi. Nie chwali się nimi, woli powiedzieć, że podjada słodycze"

Niektórzy widzieli w nim pechowca, któremu podczas wielkich turniejów zawsze przytrafia się jakaś wpadka. On tylko powtarzał, że nie przygotowuje się do mistrzostw rozpamiętując stare błędy - karnego i czerwoną kartkę na Euro 2012, kontuzję podczas kolejnego Euro, parszywe wyjście do piłki z Senegalem na ostatnim mundialu czy nawet meczu ze Słowacją na Euro 2020, gdy skutecznej interwencji nie ułatwił mu rykoszet. On sam przyznawał, że nie dziwi się marudzącym kibicom i chcącym go kimś zastąpić. Mrugał okiem, ale trochę prawdy w tym było. W klubach od lat gra na najwyższym poziomie, a w reprezentacji bohaterami zostawali inni bramkarze - bez takiej europejskiej renomy. 

Michniewicz jest kolejnym selekcjonerem, który na niego postawił. Każdy poprzedni w końcu też decydował się na niego - Adam Nawałka zastanawiał się dłużej, Paulo Sousa podjął decyzję od razu, ale do wniosków dochodzili podobnych.

Dopiero dowiemy się, czy do rzutu karnego Szczęsny rzucił się na wyczucie, czy analizował uderzenia Al Dawsariego. Szczęsny w tej kwestii tylko zgrywa lekkoducha i niechętnie wypina pierś do orderów. Może nawet rzuci w pomeczowych wywiadach, że tak akurat wyszło i nie ma o czym rozprawiać. Nigdy nie chciał pozować na superpiłkarza. Nie krył też słabości do słodyczy, zapraszał prezydenta na papierosa i śmiał się, że jak kiedyś poszedł do siłowni, to złamał obie ręce. 

Jego brat - Jan, o tej nieznanej stronie Wojciecha opowiedział w wywiadzie dla Sport.pl. - Mało kto wie, że Wojtek więcej czasu niż na treningach spędza na analizie gry: swojej, całego zespołu, następnego przeciwnika, napastników rywala. Każdy mecz analizuje: co można było zrobić lepiej, co zrobił dobrze, co należy zrobić, żeby wyeliminować pewne błędy. I dalej: każdy napastnik ma inny styl gry, inaczej się zachowuje w różnych sytuacjach, inaczej wykonuje rzuty karne. Wojtek chce to wszystko wiedzieć przed meczem. Chce być gotowy na wszystko. Mecze rozgrywa w głowie długo przed pierwszym gwizdkiem. Na najwyższym poziomie praca bramkarza to przede wszystkim praca mentalna, ciągła analiza. Może bramkarzowi bliżej dzisiaj do intelektualisty niż pracownika fizycznego? - uśmiechał się starszy z braci. 

- Są rzeczy, których nie widać, a które on robi. Nie chwali się nimi, woli powiedzieć, że podjada słodycze. Wojtek nigdy nie chciał być wyciągany na piedestał jako wzór do naśladowania, bo za taki się nie uważa. Z tymi słodyczami to prawda. Straszną ma słabość! Na szczęście żona go pilnuje. Jakby Wojtka zostawić samopas na trzy tygodnie, to trzy kilogramy by mu mogły przyjść. Wracając: może o tym wszystkim nie mówi, bo kanon sportu to dzisiaj piękne ciało, znakomita kondycja, dieta i ciężki trening. Trudniej opowiadać, że siedzi się przed monitorem i analizuje. Jego sukces jest w głowie, więc trudnej to pokazać. Poza tym, to jego know-how. Nie musi nikomu ułatwiać - mówił.

Robert Lewandowski płacze po goluRobert Lewandowski strzelił wymarzonego gola i poleciały łzy. Coś pięknego [WIDEO]

Robert Lewandowski piłkarzem meczu. Ale Szczęsny może być polskim piłkarzem tego mundialu 

Ale nawet jemu - rozkochanemu w ironii - trudno będzie zaprzeczyć, że jest jednym z ojców tego sukcesu. Polsce pierwsze pół godziny wybitnie się nie układało. Piłkarze wydawali się nie nadążać za Saudyjczykami, to oni lepiej radzili sobie z rozgrywaniem piłki, mieli inicjatywę i kręcili się z piłkę bliżej pola karnego. Już wtedy Szczęsny wybronił pierwszy groźny strzał.

Gol Zielińskiego wziął się z pierwszej dobrej akcji Polaków. Gdyby został zaprzepaszczony już po kilku minutach niefortunnym rzutem karnym, Saudyjczycy - napędzani oszałamiającym dopingiem - najpewniej złapaliby wiatr w żagle. Szczęsny to uniemożliwił. Dzięki niemu Polska schodziła do szatni z prowadzeniem. Dzięki niemu nie straciła go już dziesięć minut po przerwie. Wszystkie te udane interwencje przychodziły w kluczowych momentach.

Reakcja samych reprezentantów też jest znamienna. Wielu zaraz po końcowym gwizdku ruszyło z gratulacjami prosto do niego. Dziwi wybór Roberta Lewandowskiego na piłkarza meczu, ale to didaskalia. Szczęsny może jeszcze zostać polskim piłkarzem całego mundialu. Nadchodzi mecz z Argentyną, roboty mu nie zabraknie.

Więcej o: