"Ile razy, po co?". Smuda dał się namówić na rozmowę o MŚ 2022. Łatwo nie było

Bartłomiej Kubiak
- Ile razy już się sparzyliśmy? Po co teraz mówić, że wyjdziemy z grupy, skoro później z niej nie wychodzimy? Mamy fajny zespół, dobrą drużynę, ale ta impreza to jedna wielka niewiadoma. Dla każdego, ale przede wszystkim dla nas, Europejczyków, bo nie jesteśmy przyzwyczajeni do gry w takim klimacie - mówi Franciszek Smuda, były selekcjoner reprezentacji Polski, którego wcale nie było łatwo namówić na rozmowę o zbliżającym się mundialu w Katarze.

- Proszę zadzwonić za tydzień, muszę się przygotować - powiedział Franciszek Smuda pod koniec września, kiedy wykonaliśmy pierwszy telefon z pytaniem, czy porozmawia z nami na temat reprezentacji Polski. Drugi był za tydzień. - Wie pan co? Ja nie wiem, czy powinienem wypowiadać się na temat kadry. Tylu jest teraz trenerów, specjalistów, ekspertów, że mnie aż chyba nie wypada - wzbraniał się były selekcjoner. Ale w końcu porozmawiał. I na temat zwolnienia z Wieczystej Kraków, i na temat reprezentacji Polski oraz zbliżających się mistrzostw świata w Katarze, które startują już 20 listopada.

Zobacz wideo Dramat reprezentanta Polski. Dostał w oko, a potem drugi raz. Bez szans na MŚ 2022

- To wcale nie będą łatwe mistrzostwa. Jeśli zaczniemy pompować ten balonik, zaraz znowu może skończyć się źle - przestrzega Smuda. I tłumaczy: - Mnie wcale nie chodzi o to, że w ostatnich latach pompowaliśmy go regularnie i praktycznie za każdym razem kończyło się klapą. Teraz mamy naprawdę fajny zespół, dobrą drużynę, ale ta impreza to będzie jedna wielka niewiadoma. Dla każdego, ale przede wszystkim dla nas, Europejczyków, bo nie jesteśmy przyzwyczajeni do gry w takim klimacie.

- Przecież tam jest ze 40 stopni, żar leje się z nieba. Duchota. Nawet późnym wieczorem nie ma czym oddychać. Za miesiąc pewnie będzie trochę chłodniej, ale o ile stopni? Trzy, cztery? - dodaje od razu "Franz".

- Czyli co? Jak zwykle? Znowu mecz otwarcia, mecz o wszystko i na końcu o honor? - pytamy pół żartem. - Nie, nie. To znaczy: oby nie! Ja życzę tej drużynie jak najlepiej. Po prostu chcę zwrócić uwagę na to, że przed nami specyficzne mistrzostwa. Pierwsze w tamtym regionie świata i w takim czasie, czyli rozgrywane w połowie sezonu, co jest dla mnie absolutnie zrozumiałe, bo przecież latem to w ogóle nie idzie tam żyć, a co dopiero grać w piłkę - mówi Smuda o zbliżającym się mundialu.

Smuda ostrożny przed mundialem. "Już wystarczy"

Od 1986 r. Polacy na mundialach zawsze odpadali po fazie grupowej, o ile w ogóle zdołali się zakwalifikować na mistrzostwa, bo przez 36 lat udało nam się to czterokrotnie: w 2002, 2006, 2018 i 2022 roku.

- Mamy bardzo doświadczony zespół. Przecież wielu z tych piłkarzy pamięta ostatni mundial w Rosji, nie wspominając już o zeszłorocznych mistrzostwach Europy, na które pojechali prawie wszyscy, którzy teraz pojadą na mundial. To nie jest reprezentacja, która dopiero się buduje. Ona jest już zbudowana od lat. Szczęsny, Glik, Krychowiak, Lewandowski - to trzon tej drużyny. Dla nich to może być też ostatni mundial, ale obok nich jest całe grono młodych i utalentowanych piłkarzy. Już obytych z tą reprezentacją, ale też wchodzących do niej z przytupem. Jak choćby Kiwior, o którym rok temu przecież w ogóle nikt nie słyszał - wskazuje Smuda na 22-letniego obrońcę Spezii Calcio, który w reprezentacji Polski zagrał cztery razy, a debiutował w czerwcu, w meczu przeciwko Holandii (2:2).

- Tak samo, jak jestem pod ogromnym wrażeniem umiejętności Kiwiora, tak samo dziwi mnie, że nikt nie wychwycił go wcześniej. Od razu widać, że to duży talent. Ale takich w tej drużynie jest więcej. Można teraz też ich dalej wymieniać, ale może już wystarczy. Przynajmniej na razie, chociaż do grudnia. Wolałbym wtedy ich chwalić, a nie teraz. Lepiej poczekajmy - śmieje się Smuda.

Smuda: Ile razy już się sparzyliśmy?

- Jest pan bardzo ostrożny w opiniach przed mundialem - wtrącamy. - A ile razy już się sparzyliśmy? Po co teraz mówić, że wyjdziemy z grupy, skoro później z niej nie wychodzimy? - kontruje Smuda.

Były selekcjoner doskonale wie, co mówi, bo przekonał się o tym na własnej skórze. W 2012 r., kiedy Polska wspólnie z Ukrainą organizowała mistrzostwa Europy. Dla nas nieudane, bo jako gospodarz zajęliśmy ostatnie miejsce w grupie - za Czechami, Grecją i Rosją - choć przed losowaniem wszyscy odtrąbili nasz rychły sukces. Włącznie ze Smudą, który też powtarzał w wywiadach, że jest "farciarzem".

O Czesławie Michniewiczu, obecnym selekcjonerze reprezentacji Polski, też wiele osób w PZPN mówi, że jest w czepku urodzony. Tym bardziej po ostatnim losowaniu grup eliminacyjnych do Euro 2024, gdzie Polska znowu miała szczęście. W przyszłym roku o wyjazd na mistrzostwa Europy powalczy z Czechami, Albanią, Wyspami Owczymi i Mołdawią. Nie oszukujmy się: żaden z tych rywali nie wywołuje strachu ani dreszczy. To my jesteśmy faworytem.

- Wielokrotnie wygrywaliśmy losowania, dlatego spokojnie. Tym bardziej że na razie przed nami mundial, a to wcale nie jest łatwa grupa. To jest to, o czym już mówiłem, bo dla takiego Meksyku czy Argentyny warunki panujące w Katarze wcale nie muszą być aż tak uciążliwe, jak dla Europejczyków. Południowcy też powinny mieć łatwiej, nie mówiąc już o szejkach, czyli Saudyjczykach, z którymi gramy w drugim meczu, a to też nie będzie spacerek - przestrzega znowu Smuda.

Najważniejszy jest Meksyk. "Reszta to rozmowa o niuansach"

47 nazwisk. Tyle znalazło się na szerokiej liście powołanych, którą Michniewicz przedstawił dwa tygodnie temu w Zakopanem. Selekcjoner ma teraz czas do 10 listopada, by wytypować ostateczną 26-osobową kadrę na mundial. Większość miejsc w samolocie jest już jednak zajęta. Od dawna. I selekcjoner mówi o tym otwarcie, że wie, kogo chce zabrać ze sobą. Tak samo, jak o tym, że do Kataru poleci nie trzech a czterech bramkarzy.

- Ja bym wziął trzech i kosztem jednego bramkarza, bo przecież trzech z nich - poza Wojtkiem Szczęsnym, który jest pewniakiem - i tak będzie marudzić, że nie gra, wolałbym zabrać jednego napastnika, pomocnika lub obrońcę. Ale to nie ja wybieram, więc nie ma co dyskutować. Tym bardziej że to rozmowa o niuansach. Najważniejsze i tak będzie to, jak selekcjoner przygotuje zespół. Przede wszystkim na ten pierwszy mecz, który co byśmy nie mówili, zawsze albo prawie zawsze potrafi ustawić cały turniej - kończy Smuda.

Mundial w Katarze rozpocznie się 20 listopada i potrwa do 18 grudnia. Polska pierwszy mecz w fazie grupowej - z Meksykiem - zagra 22 listopada. A później 26 listopada zmierzy się z Arabią Saudyjską i 30 listopada z Argentyną. By awansować do 1/8 finału, zespół Michniewicza musi zająć przynajmniej drugie miejsce w grupie.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.