Polska wykorzystała 12 proc. szans. Michniewicz posłuchał Lewandowskiego. Akcja-wybryk

Dawid Szymczak
Zwycięstwo to najlepszy makijaż dla słabej gry. A już zwycięstwo 1:0 z Walią, które daje utrzymanie w najwyższej dywizji Ligi Narodów, zapewnia pierwszy koszyk w eliminacjach kolejnego Euro i pozwala piłkarzom nieśmiało uśmiechnąć się do kamer osiem tygodni przed mundialem w Katarze, maskuje naprawdę wiele problemów. Oby tylko mistrzostwa znów nie były, jak wacik z micelarnym płynem.

Ostatnie przedmundialowe zgrupowanie rozjaśniło obraz. Wiadomo, jakim ustawieniem reprezentacja Polski zagra w Katarze, jakie będą jej słabe i mocne strony, kogo spodziewać się w wyjściowym składzie, a kogo na ławce rezerwowych. Na niecałe dwa miesiące przed meczem z Meksykiem o kadrze Czesława Michniewicza wiadomo też to, że nie potrafi ogrywać zespołów o wyższych umiejętnościach indywidualnych, za to pokonuje słabszych i równych sobie, co jest czytelną przedmundialową prognozą. 

Zobacz wideo Najlepsze podsumowanie reprezentacji Polski. "Wciąż nie dowierzam"

Najczęściej wygrywa i remisuje w siermiężnym stylu, niezbyt zgrabnie, choć akurat bramkowa akcja z Walią zasługuje na oprawienie w ramkę: trwała ponad minutę, każdy zawodnik z wyjątkiem Szczęsnego i Zalewskiego dotknął w niej piłkę, a strzał Świderskiego poprzedziło dziewiętnaście podań od nogi do nogi - ze świetnym zagraniem od Kiwiora do Lewandowskiego i jego piękną asystą na koniec. Był to jedyny moment podczas tego zgrupowania, w którym Polak z Barcelony mógł poczuć się, jak w klubie.

Czesław MichniewiczMichniewicz zdradził, co po meczu z Walią usłyszeli piłkarze. "Co najmniej dwóch"

Reprezentacja Polski za Czesława Michniewicza? Konsekwentna

Ale ta akcja była wybrykiem. Powtarzalność w grze reprezentacji Polski wciąż łatwiej znaleźć w sytuacjach, w których obrońca najpierw bezradnie się rozgląda, widzi pochowanych kolegów, więc kopie przed siebie, modląc się pod nosem, by piłkę przejął któryś z napastników, a nie rywal. W memach to już popularna "laga na Robercika", w Cardiff często z łokciami Walijczyków spotykał się jeszcze Karol Świderski, bo selekcjoner wysłuchał próśb kapitana wygłoszonych po spotkaniu z Holandią i zapewnił mu towarzystwo w ataku. Przydało się raz - w 58. minucie. Do mundialu pewnie już w takim układzie zostaniemy. Ale przez resztę czasu ten mecz bolał. Piłkarzy i kibiców, bo wielu lat zaniedbań w szkoleniu nie da się nadrobić w kilka miesięcy, więc piłka nadal Polaków parzy. I parzyć będzie również w Katarze, bo jeden zawodnik przyjaźniący się z piłką na formację to za mało, by prowadzić grę. 

Reprezentacja znajduje zatem satysfakcję gdzie indziej - w niskiej obronie, paru pressingowych wypadach, ofiarnych interwencjach, wygranych pojedynkach powietrznych i atakach rozbitych wślizgiem. Bezpardonowo i ostro. Z walką i zaangażowaniem na sztandarach. Nacierpieć się i triumfować - to przepis na piłkarskie spełnienie Polaków. Znamienne, że nawet po meczu, w którym polscy piłkarze strzelili gola po naprawdę świetnej akcji, w wywiadach wolą napawać się skuteczną obroną i podkreślać, że nie straciliby gola, nawet gdyby mecz trwał dodatkowe pół godziny. 

Większości taka gra pasuje. Kamil Glik w ostatnich minutach, gdy Walijczycy ostrzeliwali pole karne, znów był skałą. Tuż przed bramką znikają bowiem jego szybkościowe problemy, a na wierzch wychodzi siła i waleczność. Jan Bednarek jest panem przestworzy, ale kiepsko u niego z rozegraniem piłki. Szymon Żurkowski, środkowy pomocnik, też woli za piłką biegać niż ją podawać. I to też lepiej mu wychodzi - pierwszą połowę miał fatalną, ale po przerwie, gdy głównie walczył o odzyskanie piłki i nie musiał martwić się co dalej, był pożyteczny. Grzegorz Krychowiak podobnie - w pierwszej połowie zaliczył swój reprezentacyjny hat-trick: niecelne podanie, faul, żółta kartka, a w pamięci zostanie jeszcze jego kuriozalne zachowanie przy aucie Walijczyków. W pozostałych sytuacjach nieźle się ustawiał, o piłkę walczył na całego i z reguły wybierał bezpieczne podania, więc ponad 90 proc. było celnych. Na koniec selekcjoner go pochwalił. 

Dopóki będą dobre wyniki, niewielu zawodnikom taka gra będzie przeszkadzać. Doczepi się Lewandowski, który w kolejnym meczu nie miał okazji do zdobycia bramki, ale i on stanie przed kamerami z zaciągniętym hamulcem. - W ofensywnie nasz potencjał nie jest jeszcze wykorzystywany, mamy problemy, żeby stworzyć klarowne sytuacje, przejść większością zawodników na połowę rywala. Fajnie pressujemy, potrafimy odebrać piłkę, ale dalej mamy pole do rozwoju. Z perspektywy boiska czuć, że wychodzimy do ataku zbyt małą liczbą zawodników i brakuje nam opcji. To jest rzecz, nad której poprawą powinniśmy myśleć - mówił dla "TVP Sport" kilka minut po meczu. 

Do mistrzostw świata niewiele się nie zmieni. Może do środka pola nieco więcej spokoju i umiejętności rozegrania wniesie Krystian Bielik, a na prawym wahadle lepiej od Bartosza Bereszyńskiego zagra Matty Cash. Ale rewolucji nie będzie. Solidność z tyłu podlana kreatywnością Piotra Zielińskiego, odwagą Nicoli Zalewskiego, techniką Jakuba Kiwiora i klasą Lewandowskiego, który nawet grając słaby mecz, zalicza cudowną i ważną asystę, wystarcza na słabszych przeciwników. Polska nie doskakuje do najlepszych (z 12 meczów z Belgią, Holandią, Portugalią i Włochami nie wygrała ani jednego), wciąż nie ma na nich sposobu, w każdym z tych meczów się gubi i pozostaje bezradna, ale na równych sobie znajduje sposób. Zwycięstwo ze Szwecją dało awans na mundial, a wygrane mecze z Walią pozwoliły się utrzymać w Lidze Narodów. Co więcej - reprezentacja Michniewicza ma też szczęście. Od sytuacji małych - jak poprzeczka w końcówce meczu po strzale głową Garetha Bale’a czy przestrzelony rzut karny Memphisa Depaya, po absolutnie duże - jak wywalczenie pierwszego koszyka w eliminacjach Euro 2024. Szanse, że Polska wygra z Walią, a wyniki pozostałych meczów ułożą się w odpowiedni sposób, wynosiły raptem 12 proc. 

Nie znamy nazwisk, ale znamy ograniczenia

Nie nazywajmy bolączek polskiego piłkarstwa znakami zapytania. Pytań przed mundialem - jak na 57 dni przed meczem z Meksykiem - jest niewiele. Wrześniowe zgrupowanie było spójne z poprzednimi. Pokazało, że wciąż nie ma zastępców dla Glika i Krychowiaka, że ustawienie z trzema obrońcami i wahadłowymi będzie bazowym, bo choć idealne nie jest, to zasłania wiele mankamentów, a miejsce Polski jest wśród średniaków.

Można wróżyć, że reprezentacja nie zabłyśnie na mundialu piękną grą, bo w środku pola kreatywność wciąż jest bliska zeru, ale powinna nadążyć za rywalami o podobnych umiejętnościach i stworzyć dwie-trzy akcje pod ich bramką. Tym istotniejsza jest skuteczność Świderskiego, który najpewniej poleci do Kataru jako drugi napastnik w hierarchii. Cieszy też seria dobrych meczów Zielińskiego i świetny występ Szczęsnego, który pomoże ostudzić dyskusję wokół polskiej bramki. Wydaje się też, że Michniewicz znalazł odpowiednich kandydatów do gry na lewym wahadle i stoperze - Zalewski i Kiwior zdali egzamin. 

Niewiadoma w środku pola jest pozorna. Owszem, nie wiadomo, kto tam zagra, bo znów najwięcej zyskali ci zawodnicy, których nie było na zgrupowaniu, ale niezależnie kto to będzie, trzeba się liczyć z jego ograniczeniami - najpewniej w kreacji i rozegraniu. To zaniedbanie, którego nie da się już nadrobić. Polska do listopada nie doczeka się zbawcy. Może podostrzy Góralski, a może - mimo braku gry w Fiorentinie - powalczy Żurkowski. Linettemu i Klichowi selekcjoner raczej już nie zaufa. To przegrani tego zgrupowania, którzy mecz z Walią oglądali z trybun.

Mogą jeszcze ujawnić się problemy, które nie kłuły w oczy we wrześniu, ale w listopadzie mogą dokuczyć. Na dziś trudno przewidzieć konsekwencje tego, że Krychowiak i Świderski skończą sezony już za kilkanaście dni i do mundialu będą przygotowywać się, grając sparingowe mecze i nieważne turnieje. Bednarek wciąż może mieć problemy z grą w Aston Villi, bo okoliczności nie sprzyjają rychłemu debiutowi. Na razie skutków braku gry nie było, ale do mundialu jeszcze daleko. Z kolei sytuacją Żurkowskiego rozczarowany jest sam Michniewicz. I po nim akurat brak regularnych występów było w Walii widać. Ale to i tak drobnostki w porównaniu z 2018 r., gdy Polska jechała na mistrzostwa po taktycznej rewolucji w ustawieniu ani Euro 2020, które wypadło w środku przebudowy pod okiem Paulo Sousy. 

Chociaż Michniewicz pierwszy mecz kadry poprowadził w marcu, a później spotkał się z piłkarzami tylko na dwóch zgrupowaniach, zdążył wylać fundament i postawić ściany. Kończy montaż dachu. Budowla wrażenia nie robi, trudno zachwycać się wizjonerstwem architekta, ale najważniejsze, że byle wiaterek nie doprowadza jej do ruiny. Strach jedynie przed ulewą i poważną zawieruchą, ale taka zapowiada się w Katarze dopiero w trzecim meczu z Argentyną. Patrząc na wyniki kadry Michniewicza, jeszcze ważniejszy niż w poprzednich turniejach wydaje się mecz z Meksykiem. Dzięki wyszarpanej wygranej z Walią reprezentacja poczeka na niego we względnym spokoju - bez napompowanego balonika, ale nie bez nadziei. 

Wojciech Szczęsny i Czesław MichniewiczMichniewicz przyłapał Szczęsnego w toalecie. "Wojtek, co się dzieje?"

Więcej o: