Słowa Szczęsnego szybko zostały zweryfikowane. Michniewicz aż machnął ręką

Bartłomiej Kubiak
Robert Lewandowski w końcu się doczekał. W drugim z siedmiu meczów za kadencji Czesława Michniewicza kadra zaczęła spotkanie w ustawieniu z dwójką napastników. Długo nie wyglądało to dobrze, ale w 58. minucie to Lewandowski i Karol Świderski przeprowadzili akcję, która dała Polsce zwycięstwo z Walią (1:0) i zapewniła utrzymanie w najwyższej dywizji Ligi Narodów.

- Walia to drużyna na naszym poziomie - przekonywał dzień przed meczem Wojciech Szczęsny. Jego słowa szybko zostały zweryfikowanie. Niestety cała pierwsza połowa - a nawet bardziej sam początek meczu, jego pierwsze minuty - wskazywały, że to będzie negatywna weryfikacja. Bo to znowu długimi fragmentami było spotkanie, w którym męczyła nas piłka. Więcej było w nim łokci niż składnych akcji.

Zobacz wideo

U-18: Polska - FrancjaSkandal w meczu polskiej młodzieżówki. Jatka na boisku. Cztery czerwone kartki [WIDEO]

75 proc. - tyle posiadania piłki po 10 minutach mieli Walijczycy. Reprezentacja Czesława Michniewicza została zdominowana i to było widać nie tylko po statystyce posiadania piłki, ale także po reakcji selekcjonera, który w 8. minucie bił brawo Piotrowi Zielińskiemu po tym, jak w środku pola pomocnik Napoli w końcu dłużej utrzymał się przy piłce.

Ale to nie była dobra gra, bo Zieliński może i piłki nie stracił - znowu, podobnie jak w czwartek przeciwko Holandii (0:2), był najlepszy na boisku - ale też nie napędził wtedy akcji Polaków, bo przy Robercie Lewandowskim, który zbiegł w jego kierunku i pokazywał się do podania, od razu było dwóch Walijczyków skutecznie odcinających go od gry.

Lewandowski w końcu się doczekał

To żadna tajemnica, że Lewandowski w kadrze chce mieć na boisku obok siebie drugiego napastnika. Mówił o tym między wierszami dziennikarzom po meczu z Holandią (0:2), kiedy chwalił grę Polski po wejściu Arkadiusza Milika. Mówił o tym też wprost podczas tego zgrupowania Michniewiczowi.

No i doczekał się, choć selekcjoner jeszcze w sobotę wieczorem rozważał wariant z jednym napastnikiem. Z siedmiu meczów za jego kadencji Polska zagrała w ten sposób w pięciu. Lewandowski wcześniej partnera w ataku miał tylko raz - w pierwszym meczu z Walią. No i teraz w rewanżu.

W czerwcu, we Wrocławiu, był to Adam Buksa. W niedzielę obok Lewandowskiego zagrał Karol Świderski. W tym pierwszym meczu współpraca obu napastników wyglądała słabo i teraz też długo nie wynikało z niej nic dobrego. W zasadzie przez całą pierwszą połowę, podczas której Lewandowski wymienił może jedno podanie ze Świderskim.

Ale to już nawet nie chodziło o same podania, a w ogóle - o brak jakiejkolwiek współpracy, która w niedzielę długo nie istniała. Aż do 58. minuty, kiedy w końcu udało się obu napastnikom rozegrać razem dobrą akcję, bo to Lewandowski odgrywał z pierwszej piłki do Świderskiego, który strzelił zwycięskiego gola. Niby tylko jedna akcja, ale ważna, bo też dająca selekcjonerowi poważny argument, że chyba warto słuchać kapitana i w kolejnych meczach też wystawiać obok niego drugiego napastnika.

Krychowiak dał sobą zakręcić Bale'owiKrychowiak kontra Bale. Piłkarskie jaja [WIDEO]

Ten hałas przeszkadzał też na boisku

Kiedy na 40 minut przed meczem reprezentacja Polski pojawiła się na rozgrzewce, przywitały ją gwizdy. Wtedy jeszcze na Cardiff City Stadium dominowali Walijczycy, ale 10 minut później siły były już zdecydowanie bardziej wyrównane. - Gramy u siebie! - krzyknął polski sektor w narożniku jednej z bramek i za ten okrzyk dostał brawa od piłkarzy Michniewicza.

W trakcie meczu polscy kibice dalej próbowali przekrzykiwać się z walijskim, ale to wcale nie było takie proste. Przekonaliśmy się o tym już w trakcie hymnu, który Walijczycy zaśpiewali tak głośno, że sami mieliśmy problem, by usłyszeć własne myśli. Ten hałas przeszkadzał też później na boisku, o czym przekonał się już na samym początku Zieliński, który też nie usłyszał gwizdka sędziego sygnalizującego, że jest na pozycji spalonej.

Michniewicz aż machnął ręką

Michniewicz w trakcie hymnu też sprawiał wrażenie przytłoczonego głośną atmosferą na stadionie. Ale po chwili zaczął się mecz i również nie wyglądał na szczęśliwego. Często ze spuszczoną głową przechadzał się wzdłuż bocznej linii, a kiedy ją podnosił, na boisku nie widział zbyt wiele dobrego.

Mimo to w niedzielę selekcjoner był spokojny. Bardzo spokojny, bo nawet po golu Świderskiego nie było widać po nim wielkiej radości. I w ogóle - niewiele emocji, bo Michniewicz rzadko denerwował się na swoich piłkarzy. W zasadzie zauważyliśmy, że zrobił to tylko raz - w 5. minucie na Szymona Żurkowskiego, kiedy pomocnik Fiorentiny zaliczył prostą stratę w środku pola, po której Michniewicz aż machnął ręką.

Niewiele powodów do optymizmu

- Co w was tak mało optymizmu? - dziwił się taksówkarz, z którym jechaliśmy na stadion. - Lewandowski to najlepszy piłkarz na świecie. Spokojnie, wygracie - przekonywał i dodawał otuchy. Ale faktycznie optymizmu było w nas niewiele. Zresztą nie tylko w nas - dziennikarzach, bo wśród polskich kibiców również.

- To co, może od razu do połowy? - rzucił ironicznie jeden z fanów reprezentacji Polski, który w sobotę pojawił się w Cardiff pod hotelem, gdzie obsługa - czekając na autokar z drużyną Michniewicza - wciągała polską flagę na maszt. Tłumów wtedy nie było, ale nie najlepsze nastroje - po czwartkowej porażce 0:2 z Holandią - były wyczuwalne wyraźnie. - Wszędzie jeździmy, tylko się za was wstydzimy - krzyknął ktoś chwilę przed tym, jak autokar kadry zatrzymał się przed wejściem do hotelu.

- Rozumiemy to, że kibice są źli. Sami jesteśmy - mówił w sobotę Michniewicz, który doskonale zdawał sobie sprawę, że atmosfera wokół kadry w ostatnich dniach nie była najlepsza. I że jedyne, co mogło ją naprawić, to wynik i dobra gra w meczu z Walią. Dobrej gry nie było zbyt wiele, ale wynik się zgadzał, a to przecież on na końcu jest w sporcie najważniejszy. Był istotny w niedzielę, kiedy Polska wygrała 1:0 z Walią i zrealizowała cel, czyli utrzymała się w najwyższej dywizji Ligi Narodów. I będzie jeszcze istotniejszy za dwa miesiące - na mundialu, gdzie drużyna Michniewicza w grupie zmierzy się z Meksykiem, Arabią Saudyjską i Argentyną.

Więcej o: