Bolesna lekcja futbolu dla reprezentacji Polski. Holandia wskazała miejsce w szeregu

To była bolesna lekcja futbolu dla reprezentacji Czesława Michniewicza. Holendrzy specjalnie się nie namęczyli, a i tak pewnie ograli Polaków na Stadionie Narodowym 2:0. Wśród biało-czerwonych zawiedli niemal wszyscy. Od Roberta Lewandowskiego po rezerwowych.

- Polskę stać na ćwierćfinał, a może nawet półfinał mundialu w Katarze - mówił przed pierwszym gwizdkiem Louis van Gaal. Ale po tym, co widzieliśmy w czwartek na Stadionie Narodowym, trzeba traktować słowa selekcjonera Holendrów jako czystą kurtuazję. 

Zobacz wideo Lewandowski, Piszczek i Dudek w Alei Gwiazd. "Chciałbym jeszcze tu pograć"

W pierwszej połowie Holendrzy stłamsili Polaków. Bez większych kłopotów potrafili szybko operować piłką na połowie gospodarzy. I już w 14. minucie objęli prowadzenie. Denzel Dumfries zagrał wzdłuż bramki, a Cody Gakpo z bliska pokonał bezradnego Wojciecha Szczęsnego

Polacy grali zbyt ospale i zbyt przewidywalnie. Biało-czerwoni przebudzili się dopiero pod koniec pierwszej połowy. Jedyną składną akcję stworzyli w 38. minucie. Piotr Zieliński podał do Roberta Lewandowskiego, a ten świetnie uruchomił Nicolę Zalewskiego, który mógł szukać podania, ale oddał techniczny strzał. Bramkarz był jednak na posterunku. I przy graczu Romy można się na chwilę zatrzymać, bo nasza lewa strona wyglądała lepiej od prawej, gdzie biegał Przemysław Frankowski. Zalewski jednak miał problemy w fazie defensywnej.

A co się działo po przerwie?

Czesław Michniewicz już w 46. minucie wpuścił Arkadiusza Milika za Karola Linettego, a napastnik Juventusu chwilę później powinien cieszyć się z bramki. Zieliński popisał się cudownym otwierającym podaniem do Frankowskiego, który zagrał wzdłuż bramki, ale Milik przeniósł piłkę nad poprzeczką.

Pudło Arkadiusza MilikaPudło Arkadiusza Milika screen TVP Sport

Kilka minut później Milik znowu uderzał, i znowu niecelnie. Tym razem jednak próbował zaskoczyć bramkarza z dystansu. Po;acy próbowali atakować, tymczasem godzinie gry było już 2:0 dla Holandii. Kamil Glik źle rozpoczął akcję, a piłkę przejęli rywali, którzy przeprowadzili ładną, dynamiczną zespołową akcję zakończoną precyzyjnym strzałem Stevena Bergwijna. Pisząc kolokwialnie, Polacy zostali rozklepani, jak przy pierwszym golu.

Więcej goli nie padło, więc Holandia wygrała 2:0. No i słówko o Lewandowskim. W pierwszej połowie nie zanotował kontaktu z piłką w polu karnym rywali. W drugiej też nic wielkiego nie pokazał. I to łagodnie pisząc. Od najlepszego napastnika świata trzeba wymagać znacznie więcej. Tym bardziej, że w Barcelonie zachwyca.

Bezapelacyjnie najlepszym zawodnik reprezentacji Polski był Piotr Zieliński. Szkoda, że reszta drużyny nie potrafiła równać do jego poziomu.

Tabela grupy 4. dywizji A Ligi Narodów:

  1. Holandia 13 pkt, bramki 13:6
  2. Belgia 10 pkt, 11:7
  3. Polska 4 pkt, 5:12
  4. Walia 1 pkt, 6:10

Już 25 września zakończymy Ligę Narodów meczem wyjazdowym z Walią. Holendrzy zmierzą się z Belgią.

Co musi się stać, by Polacy utrzymali się w najwyższej dywizji?

O wszystkim decydować będzie ostatni mecz. Jeśli zespół Michniewicza chce pozostać w dywizji A, to nie będzie mógł przegrać z Walią na wyjeździe. Do sukcesu potrzebny będzie więc co najmniej remis (w przypadku równej liczby punktów decyduje bilans spotkań bezpośrednich, a następnie bilans bramek, który Walia będzie miała lepszy w przypadku wygranej). Co ciekawe, nawet gdyby Walia pokonała w czwartek Belgię (było 1:2), to by nie zmieniło sytuacji Walijczyków ani Polaków - nadal zwycięstwo w ostatnim meczu dawałoby Walii trzecie miejsce, a Polakom wystarczyłby remis.

Więcej o: