Jasny obraz reprezentacji Polski przed mundialem. Tego należy się spodziewać w Katarze

Dawid Szymczak
Jak to po meczu reprezentacji Polski - niemal wszystkimi targają emocje. Ale wśród nich raczej nie ma zdziwienia. Porażka 0:2 z Holandią jest przecież logiczna, bo to zespół o klasę lepszy, a słaby styl nie dziwi, bo widzieliśmy już w czerwcu, co z Polakami robili Belgowie. Nie ma też radości. Ona pojawiłaby się tylko wtedy, gdyby Polakom udało się odnieść zaskakujące zwycięstwo.

Był to mecz budzący wakacyjne wspomnienia. Choć w kurtkach i ze zziębniętymi policzkami, w głowach odtwarzaliśmy czerwcowe mecze z Belgią, gdy rywale też obnażali nasze piłkarskie braki i pokazywali miejsce w szeregu. Raz szedł za tym wynik - 6:1 dla rywali w Brukseli, a raz rezultat (0:1) pozostawiał złudzenie, że byliśmy blisko. Gra jednak nie różniła się znacząco. I Holendrzy zagrali podobnie - gdy przyspieszali, trudno było za nimi nadążyć. W 14. i 60. minucie po kilku błyskawicznych podaniach trafiali do siatki, a przez resztę meczu rzadko schodzili z naszej połowy i mieli przewagę, której nie powiększali kolejnymi golami przez słabą skuteczność.

Zobacz wideo Lewandowski wrócił do domu. Reakcja kibiców podzielona

Za to rozgrywającym piłkę Polakom wychodziła może co dziesiąta akcja. Były strzały Zielińskiego, Zalewskiego i okazja Milika, ale niewiele więcej. Najlepsza wielopodaniowa akcja, to ta z początku meczu, gdy na boisku leżał Teun Koopmeiners, a Polacy zaczęli się dogrzewać. Później już podania znacznie rzadziej docierały do adresata. Denerwował się Lewandowski, psioczyli też Szymański i Zieliński. Na siebie nawzajem, bo każdemu z nich w kluczowych momentach brakowało precyzji lub porozumienia z kolegą. Próbowali podawać prostopadle, za plecy holenderskich obrońców, ale tylko jedna taka akacja pozwoliła stworzyć zagrożenia pod bramką Remko Pasveera - po świetnym podaniu Zielińskiego i dośrodkowaniu Przemysława Frankowskiego w bramkę nie trafił Arkadiusz Milik. W ataku Polacy byli aż nadto ubodzy, choć przecież indywidualnie wszyscy trzej ofensywni zawodnicy potrafią grać pod presją rywali i wyróżniają się dobrą techniką. Zawodziła ich współpraca, brakowało między nimi porozumienia i precyzji każdemu z osobna.

Bezapelacyjnie najlepszy piłkarz reprezentacji Polski. I długo, długo nikt [OCENY]Bezapelacyjnie najlepszy piłkarz reprezentacji Polski. I długo, długo nikt [OCENY]

Bardzo logiczna reprezentacja Michniewicza. Wciąż nie ma meczu potwierdzającego jego mit

Odkąd Louis van Gaal ponownie został selekcjonerem, Holandia jeszcze nie przegrała. Wygrała dziesięć meczów, a cztery zremisowała. Dla Polski była ostatnim tak silnym rywalem przed mistrzostwami w Katarze. Oglądając ten mecz trudno było nie patrzeć na boisko przez pryzmat mundialu - jak gra z Narodowego przełoży się na starcia z Argentyną i Meksykiem, jaki pomysł na silniejszych rywali ma Czesław Michniewicz i jak polscy piłkarze przeciwko takim prezentują się na kilka tygodni przez wylotem do Kataru. Był to sprawdzian najtrudniejszy z możliwych. Jeśli miał nastroić publiczność przed mundialem, ostudził ewentualny optymizm i odebrał wiarę w cuda. 

Gdy Michniewicz obejmował kadrę ciągnął się za nim mit powstrzymywania znacznie silniejszych rywali. Dzięki wnikliwiej analizie i skrupulatnie realizowanej taktyce potrafił ogrywać zespoły, które w składzie miały lepszych piłkarzy. Te mecze - choć rozgrywane przez jego różne zespoły - miały wspólny mianownik. Zazwyczaj Michniewicz dążył do tego, by wyłączyć z gry indywidualności rywali i utrudniać im prowadzenie akcji w najważniejszych obszarach, a do tego sprytnie ich kontratakował. W reprezentacji Polski wciąż czeka na taki mecz. W obu spotkaniach z Belgią i w obu z Holandią się to nie udało. Najbliżej było w Rotterdamie, bo już remis należy uznać za niespodziankę. Ale i to nie był mecz wpisujący się w schemat. Zabrakło wówczas wyrachowania i lepszego zarządzania dwubramkowym prowadzeniem. 

Na razie reprezentacja Polski prowadzona przez Michniewicza osiąga bardzo logiczne wyniki: zazwyczaj przegrywa z mocniejszymi rywalami - jak Belgia i Holandia, a wygrywa lub remisuje ze słabszymi i równymi sobie - Szkocją, Szwecją i Walią. Najlepszy mecz pod każdym względem zagrała ze Szwecją. I dobrze, bo było to spotkanie najważniejsze - decydujące o awansie na mistrzostwa świata. Stylem zazwyczaj rozczarowuje, ale nawet w słabych meczach ma dwie-trzy sytuacje bramkowe. I od szczęścia zależy, czy je wykorzystuje. Jeśli tak - sprawia niespodziankę, jak w Rotterdamie. Jeśli nie - kończy jak na Narodowym z Belgią i Holandią. Na dwa miesiące przed mundialem to całkiem wyraźny obraz. 

polska-holandiaBolesna lekcja futbolu dla reprezentacji Polski. Holandia wskazała miejsce w szeregu

Środek pola miał być kluczowy. I był - rządzili w nim Holendrzy 

Kilkanaście dni temu Czesław Michniewicz zaprosił dziennikarzy do siedziby PZPN, ustawił trzy telewizory, usiadł pod tablicą, przygotował mazaki i wyjaśniał, jak chce zagrać przeciwko Holandii oraz na co szczególnie będzie zwracał uwagę swoim piłkarzom. Najwięcej mówił o środku pola - jak zespół van Gaala wykorzystuje te strefę boiska, jakie pułapki zastawia na przeciwnika i jakie zachowania wymusza. Zwracał uwagę na wyciągania środkowych obrońców rywali jak najwyżej i stwarzanie wolnej przestrzeni za ich plecami. W poprzednim meczu, w Rotterdamie, właśnie w tę przestrzeń, jak zaprogramowani, wbiegali napastnicy - Steven Bergwijn i Memphis Depay, a w tym czasie rozgrywający cały czas próbowali prostopadle podawać im piłkę. Polska miała z tym spore problemy. Michniewicz diagnozował - walczyć z tym trzeba już w zarodku: w środku pola. 

Niestety, to właśnie w tej strefie reprezentacja ma aktualnie największe problemy. Jakub Moder na pewno nie zdąży na mundial po poważnej kontuzji. Krystian Bielik i Jacek Góralski wracają do pełni zdrowia po urazach i nie przyjechali na wrześniowe zgrupowanie. Ci trzej piłkarze rozpoczęli mecz ze Szwecją. Dalej: Szymon Żurkowski, dotychczas będący wysoko w hierarchii Michniewicza, nie zmienił latem klubu i w Fiorentinie może mieć problemy z regularnymi występami, za to Grzegorz Krychowiak zmienił klub, ale wylądował w lidze arabskiej, w której poziom jest przeciętny, a intensywność nie najwyższa. I było to widać również w meczu z Holandią. Krychowiak spowalniał grę i był bardzo przewidywalny. Przed zgrupowaniem cieszyła częstsza gra Karola Linettego w Torino, dlatego przeciwko Holandii wyszedł w pierwszym składzie. Kolejny raz okazało się jednak, że kadry nie zbawi. Michniewicz zdjął go już w przerwie i zastąpił Milikiem.

W środku pola - z Krychowiakiem i Linettym właśnie - reprezentacja Polski miała gigantyczne problemy z rozgrywaniem piłki i nawet mimo wymuszonej zmiany Koopmeinersa na Stevena Berghuisa już w 6. minucie, po której holenderscy dziennikarze stwierdzili, że rujnuje plan van Gaala, wyraźnie oddali pole Holendrom. To oni rządzili w kluczowej strefie boiska. 

Ćwiąkała o reprezentancie Polski: Czuję fizyczny ból, oglądając goĆwiąkała o reprezentancie Polski: Czuję fizyczny ból, oglądając go

Dwa miesiące do mistrzostw w Katarze. Co wiemy przed mundialem? 

Wnioski z tego meczu są smutne, ale - znów - logiczne. Reprezentacja Polski ma problemy w środku pola, co wpływa na całą jej grę. Jeśli gorszy dzień ma Robert Lewandowski - gorszy mecz ma cała reprezentacja. W każdym meczu kilkoma dobrymi zagraniami błyszczy Piotr Zieliński - z Holandią było to podanie otwierające podanie do Przemysława Frankowskiego, który stworzył najlepszą sytuację Milikowi. I wówczas Polska polega na szczęściu - podobna akcja w Rotterdamie skończyła się przecież golem samego Zielińskiego. On trafił, Milik przestrzelił. Wtedy Polska wywalczyła remis, a na Narodowym przegrała, bo chwilę później Holendrzy strzelili drugiego gola. W każdym też meczu ze znacznie lepszym technicznie rywalem, Polacy - mimo ambicji i walki - w pewnym momencie przestają nadążać. Trudno przypuszczać, że do mundialu, a szczególnie spotkania z Argentyną, coś się w tej kwestii zmieni. 

Na początku tego zgrupowania Czesław Michniewicz mówił, że ma już kilkunastu pewniaków do wyjazdu na mistrzostwa. W jednym z artykułów na Sport.pl dodaliśmy, że zna też piłkarzy, którymi tę kadrę uzupełni i zaskoczeń raczej nie będzie. Po meczu z Holandią można stwierdzić, że całkiem nieźle wiemy też, jakiej gry w Katarze się spodziewać. Logicznej. A klasę grupowych rywali każdy może oszacować sam.

Więcej o: