Lewandowski aż złapał się za głowę. Kulminacyjny moment. "Co się stało"

Bartłomiej Kubiak
Robert Lewandowski aż złapał się za głowę, kiedy Piotr Zieliński w pierwszej połowie źle zagrał piłkę. Ten obrazek bardzo dobrze podsumowuje występ nie tylko kapitana reprezentacji Polski, ale też całej drużyny Czesława Michniewicza, która w czwartek na Stadionie Narodowym przegrała z Holandią 0:2 w przedostatnim spotkaniu tej edycji Ligi Narodów.

Wrzask był niesamowity, nieporównywalny z żadnym innym piłkarzem, kiedy na kilkanaście minut przed meczem spiker wyczytał nazwisko Roberta Lewandowskiego. - Zawsze czekam tutaj na kolejny występ. Grając w domu, czuję dumę. A to jest nasz dom. Mecze na Narodowym są dla mnie wyjątkowe - mówił kilka dni temu Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski na wrześniowe zgrupowanie przyjechał w świetnym nastroju - Czuję się jak dziecko, które dostało nowe zabawki. A im piłkarz jest szczęśliwszy, tym więcej może dać drużynie - dodawał napastnik FC Barcelony.

Zobacz wideo Poruszony Lewandowski o ukraińskiej opasce: Sam ją lepiłem, sklejałem

Samolot, którym przyleciał do Polski Puchar Świata FIFASkarb FIFA już w Polsce. Mogą go dotknąć dwie osoby. "Prezydent potwierdził"

Lewandowski przyleciał do Polski szczęśliwy. To było widać. Szczególnie w poniedziałek, kiedy kapitan reprezentacji tradycyjnie pojawił się na konferencji prasowej otwierającej zgrupowanie. Przed spotkaniem z dziennikarzami rzecznik kadry Jakub Kwiatkowski prosił, by pytać tylko o sprawy związane z kadrą. Ale Lewandowski sam nawiązywał do tego, co dzieje się w jego klubie. A tam dzieje się świetnie: osiem meczów, 11 bramek, dwie asysty - gol średnio co 58 minut.

Lewandowski w Barcelonie błyszczy od początku sezonu. Ale Lewandowski w klubie, a Lewandowski w kadrze, to dwaj zupełnie różni piłkarze. Niestety. Boleśnie przekonujemy się o tym od lat. Dziś ten kontrast wydaje się jeszcze większy, bo śmiało można zaryzykować tezę, że Lewandowskiemu sposobem gry znacznie bliżej było do kadry z pragmatycznego i poukładanego taktycznie Bayernu, niż z szalonej i momentami chaotycznej Barcelony, która teraz ma słabszy skład od Bayernu, ale La Liga - o czym ostatnio wspominał sam Lewandowski - jest dużo mniej fizyczną ligą niż Bundesliga. I to podoba się Lewandowskiemu w klubie, ale brakuje mu tego w kadrze.

- Tutaj drużyny chcą grać w piłkę - opowiadał ostatnio Lewandowski o swoich pierwszych wrażeniach z hiszpańskich boisk, które są zupełnie inne od wrażeń i warunków, które czekają na niego w kadrze. I w czwartek znowu boleśnie się o tym przekonał.

Gol HolandiiHolendrzy bezlitośnie rozklepali Polaków. Kryminał w defensywie [WIDEO]

Lewandowski aż złapał się za głowę

To była 14. minuta. Wszyscy piłkarze z pola szli w stronę holenderskiej bramki, a Lewandowski odwrócony był w ich kierunku. Jakby chciał zapytać, co się właśnie stało. A stało się to, że chwilę wcześniej Holendrzy rozegrali kapitalną zespołową akcję i z łatwością poradzili sobie z polską defensywą. Szczególnie z grającym na lewym wahadle Nicolą Zalewskim i środkowym pomocnikiem Karolem Linettym, który zbiegał i próbował pomagać w obronie.

Lewandowski doskonale widział akcję bramkową Holendrów, choć w niej nie uczestniczył. Przez pierwszy kwadrans w ogóle nie wracał do obrony, a nawet rzadko do pomocy. Nawet gdy rywale rozgrywali piłkę na naszej połowie - a dodajmy, że robili to dość często i łatwo - Lewandowski stał blisko ich pola karnego i czekał na piłkę. A przy okazji skupiał na sobie uwagę przynajmniej dwóch obrońców - najczęściej Virgila van Dijka i Nathana Ake.

Tak było jednak tylko na początku, bo im dłużej trwała pierwsza połowa, tym Lewandowski był aktywniejszy w drugiej linii. A przy tym także poirytowany. I to z każdą minutą było coraz bardziej widoczne. Zaczęło się w 31., kiedy złapał się za głowę po tym, jak Piotr Zieliński zamiast do niego, kopnął piłkę w kierunku holenderskiego bramkarza.

Pomocnik Napoli, który podobnie jak Lewandowski błyszczy w klubie, nie zrozumiał się z kapitanem. Ale takich nieporozumień w czwartek było więcej. Kulminacyjny moment nastąpił tuż przed przerwą - już w doliczonym czasie - kiedy Lewandowski biegł z piłką w środku pola, nagle spojrzał w prawo, ale tam nie było żadnego z naszych graczy. I kopnął piłkę w bok, jakby od niechcenia, do której dopiero po chwili dobiegł grający na prawym wahadle Przemysław Frankowski.

Lewandowski w czwartek nie tylko machał rękami i miał pretensje, bo także podpowiadał kolegom z zespołu. I też robił to często - gestykulował, podchodził, rozmawiał, pokazywał ręką, gdzie w danym momencie powinni zagrać piłkę, czy nawet dyskutował z obrońcami i mówił, jak powinni ustawić się przy rzucie rożnym. To nie były gesty, które wynikały tylko z pretensji, ale też z odpowiedzialności za zespół, który Lewandowski w czwartek momentami też próbował pobudzać i podbudowywać. Jak choćby w 52. minucie, kiedy powinno być 1:1, ale Arkadiusz Milik, który w przerwie zmienił Linettego, z kilku metrów kopnął piłkę nad poprzeczką.

Lewandowski bił wtedy Milikowi brawo, ale później już nie miał wielu okazji do tego, by chwalić kolegów z zespołu. Siebie zresztą też nie miał za co, bo tym razem nie zrobił różnicy. Polska od 60. minuty przegrywała z Holandią 0:2, bo oprócz niemocy w ataku, nie radziła sobie też w obronie. I zobaczyła, jak wiele dzieli ją najlepszych na świecie, jak reprezentację Holandii traktuje Michniewicz. - Z takimi właśnie będziemy grać na mundialu - mówi.

Robert Lewandowski w meczu z Holandią:

  • minuty gry: 90
  • bramki: 0
  • strzały: 0
  • strzały celne: 0
  • kontakty z piłką: 36
  • celne podania: 24/27 
  • pojedynki (wygrane): 8 (2)
  • faule: 0
  • faulowany: 1
Więcej o: