Stary znajomy Michniewicza ma najwięcej do wygrania. Kadra na mundial jest niemal znana

Dawid Szymczak
To już ostatnia prosta. W samolocie, który w połowie listopada poleci z Warszawy do Kataru na mundial, pozostało raptem kilka wolnych miejsc. Ile dokładnie - wie tylko Czesław Michniewicz, choć i on nie jest panem sytuacji, bo nie ma wpływu na kontuzje i klubowe problemy piłkarzy. Ostatnie miejsca można zająć na tym zgrupowaniu. Szansę na to - o dziwo! - ma Jakub Piotrowski, który może rozwiązać najbardziej palący problem kadry.

To o tyle zaskakujące, że akurat Piotrowski od lat robi karierę z zaciągniętym hamulcem ręcznym. Brawurowo przejechał tylko polski odcinek - pięć lat temu w Pogoni Szczecin. Później, nawet jak jechał do przodu, to powoli. A i o wybór kierunku parę razy można było się martwić. 

Prawie dwa lata spędził w Belgii, gdzie - jak stwierdził sam Czesław Michniewicz - tracił czas. Nie podbił też 2. Bundesligi, ale akurat, gdy po wielu miesiącach wszystko wydawało się układać, przeniósł się do Łudogorca Razgrad. Skusiły go europejskie puchary. W środku pola akurat była luka, a on chciał ją wypełnić i przy świetle jupiterów wpaść w oko selekcjonerowi, a także klubom z silniejszych lig. Ale podpisując kontrakt pewnie sam nie spodziewał się, że z Bułgarii do Kataru - wbrew mapie - może być tak blisko. 

Zobacz wideo Lewandowski wrócił do domu. Reakcja kibiców podzielona

Jakub Piotrowski rozpędzał się powoli. Przyspieszył w najwłaściwszym momencie

Michniewicz zna Piotrowskiego jeszcze z młodzieżówki. Razem wywalczyli awans na Euro i pojechali na te mistrzostwa do Włoch. Dalsza kariera pomocnika nie potoczyła się jednak zbyt płynnie. Trudno jednoznacznie wytłumaczyć, dlaczego tak się stało. Ani nie wybrał zbyt silnego klubu na początek, jak chociażby Bartosz Kapustka. Ani nie miał problemów z kontuzjami, jak Krystian Bielik. Ani nie trafił do klubu niestabilnego, jak Kamil Jóźwiak. Ani nie zasiedział się w Ekstraklasie, jak Pestka, Wdowiak czy Wieteska. Nie zabrakło mu też cierpliwości ani oczywistych umiejętności, skoro wciąż znajdował kluby w ligach lepszych od polskiej. A jednak do przodu szedł powoli. Przeciętny kibic stracił go z radaru, gdy po pierwszym dobrym sezonie w Pogoni Szczecin odszedł do KRC Genk. Selekcjonerzy Brzęczek i Sousa nawet nie mieli z nim dylematu. 

W pierwszym sezonie w Belgii uzbierał 128 minut, a w kolejnym 257. Piotrowski miał tę przyjemność i pecha jednocześnie, że był częścią najlepszego Genku w ostatnich latach - mistrzowskiego, zwyciężającego też w Pucharze Belgii i grającego w Lidze Mistrzów. Kolegów w środku pola miał świetnych - Rusłana Malinowskiego, Sandera Berge czy Bryana Heynena. Mógł się im przyglądać na treningach, ale rzadko grał z nimi w meczach. Uczył się, ale nie było gdzie zobaczyć efektów. A dla 21-latka to regularne występy są fundamentem rozwoju. Stąd opinia Michniewicza, że tracił czas.

Genk kupił go za 2 mln euro, a oddał do Fortuny Duesseldorf za cztery razy mniej. Piotrowski twierdzi, że w nowym klubie bokiem wyszły mu dwa lata bez gry. Odstawał od kolegów, którzy byli już przyzwyczajeni do bardziej fizycznego stylu, a przede wszystkim grali w meczach regularnie od kilku miesięcy. W pierwszym sezonie rozegrał łącznie 593 minuty. Było lepiej niż w Genku, ale nie na tyle, by uznać to za przełom. Przeszkodził mu też incydent z koronawirusem. W święta Piotrowski wziął bowiem udział w turnieju halowym w rodzinnej miejscowości i się zaraził. W klubie byli wściekli, bo przed wyjazdem poprosili wszystkich zawodników, by spotykali się w jak najmniejszym rodzinnym gronie. Stracił miesiąc i musiał odbudowywać swoją pozycję. Znów - powoli. 

Na dobre rozkręcił się więc dopiero w kolejnym sezonie - w drugiej części, gdy zmienił się trener. Daniel Thioune chciał grać ofensywniej niż poprzednicy, u których Piotrowski rzadko miał miejsce w wyjściowym składzie. Postawił na Polaka i wystawiał niemal w każdym meczu. Piotrowski grał przeciętnie. Zdarzały mu się niezłe mecze, rzadko miewał te wyraźnie słabsze. On sam widział postęp i chciał pójść jeszcze krok dalej - z podstawowego piłkarza stać się ważnym. Ale ten sezon znów zaczął na ławce rezerwowych. W rozmowie z "Weszło" wyjaśniał, że zdecydował o tym jeden ze sparingów, który źle mu poszedł. Trener zapewniał go jednak, że to sytuacja przejściowa i jeśli znów zacznie dobrze grać, wróci do składu. Wtedy przyszła jednak propozycja z Łudogorca, który nie poddał się, mimo że rok wcześniej Piotrowski odrzucił jego zaloty.

Pomógł transfer do Bułgarii i prywatny analityk

I tym razem z oferty skorzystał. Zespół był już wtedy pewny gry w europejskich pucharach - rozstrzygało się tylko, czy wyląduje w Lidze Europy, czy w Lidze Konferencji. Udało się - trzeci raz z rzędu - awansować do Ligi Europy. W dodatku do silnej grupy z AS Romą, Betisem i HJK Helsinki. A co najważniejsze, Piotrowski od razu wskoczył do pierwszego składu, wystąpił we wszystkich pucharowych meczach (2:1 z Romą i 2:3 z Betisem), a także w pięciu spotkaniach ligowych. Ma już też pierwszą asystę i sporo pochwał na koncie.

Na taki efekt Piotrowski pracował już w Niemczech, gdzie zaczął korzystać z pomocy indywidualnego analityka. Skupia się tylko na nim, tylko jego grę analizuje i tylko jemu wskazuje elementy do poprawy. Na to wszystko trener w klubie najczęściej nie ma czasu, bo takich analiz musiałby wykonywać blisko dwadzieścia po każdym meczu.

- Pracujemy nad podejmowaniem przeze mnie większego ryzyka, ustawieniem i skanowaniem przestrzeni. Raczej nigdy nie miałem kłopotu z wygraniem pojedynku, za to czasem brakowało mi odpowiedniego ustawienia. Także w obronie. Analizujemy, gdzie i jak lepiej mogę sobie ułożyć przeciwnika. Którą strefę zamknąć. W ofensywie skupiamy się nad tym, by po przejęciu patrzeć w najdalszy punkt i widzieć najdalej stojącego kolegę. Jeżeli dostrzegasz tego daleko, to tych bliżej również. Choćby Jakub Moder ma właśnie taki nawyk - tłumaczył w rozmowie z "Weszło". 

Reprezentacja Polski ma problem w środku pola. Nieoczekiwane rozwiązanie?

Co ważne, Piotrowski w meczach pucharowych był ustawiany jako defensywny pomocnik. Wcześniej miał więcej zadań w ataku. Czesławowi Michniewiczowi ta delikatna zmiana pozycji bardzo odpowiada, bo do kadry szuka przede wszystkim defensywnego pomocnika, który mógłby być alternatywą dla Grzegorza Krychowiaka. Upraszczając - selekcjoner rozgląda się za piłkarzem, który ustawianiem się na boisku i trzymaniem pozycji w środku pola zbliży się do Sergio Busquetsa z FC Barcelony. To wzór, ideał, do którego oczywiście żaden z polskich zawodników nie dorówna umiejętnościami, ale może dążyć do tego, by wykonywać na boisku podobne zadania.

Problemy w środku pola są spore. Jakub Moder na pewno nie zdąży na mundial po poważnej kontuzji. Krystian Bielik i Jacek Góralski wracają do pełni zdrowia po urazach i nie przyjechali na wrześniowe zgrupowanie kadry. Szymon Żurkowski, dotychczas będący wysoko w hierarchii Michniewicza, nie zmienił latem klubu i w Fiorentinie może mieć problemy z regularnymi występami. Za to Grzegorz Krychowiak zmienił klub, ale wylądował w lidze arabskiej, w której poziom jest przeciętny, a intensywność nie najwyższa. Na plus: zaznajomienie z klimatem. Warto jednak mieć dla niego alternatywę. Karol Linetty, choć w Torino zaczął odgrywać ważniejszą rolę, raczej nie sprawdzi się jako defensywny pomocnik.   

- Najważniejsze jest to trzymanie pozycji. To ma być zawodnik, który cały czas będzie przed środkowymi obrońcami i będzie nas zabezpieczał i rozgrywał akcje. Takie zadania wypełnia Locatelli w kadrze Włoch czy właśnie Busquets w Hiszpanii i w Barcelonie. W Polsce takich zawodników nie mamy. Krychowiakowi zdarza się pójść do przodu za akcją. Linettemu też - mówił selekcjoner i wskazywał kolejnych zawodników, którzy nie spełniają jego oczekiwań na tej pozycji: - Patrzyliśmy na Łukasza Porębę, ale też tego nie daje. Damian Dąbrowski z Pogoni jest najlepszym defensywnym pomocnikiem w ekstraklasie. Inteligentnym i dobrze czytającym grę. Ale przyglądałem mu się w meczach europejskich pucharów z Broendby Kopenhagą i w nich już, gdy gra stała się nieco szybsza, nie spisywał się tak dobrze. Podobnie jest z Damianem Szymańskim. Jemu też nieco za dużo czasu zajmuje podjęcie decyzji. Od defensywnego pomocnika oczekuję, że będzie to robił błyskawicznie - wyjaśniał Michniewicz. 

Do opisu zawodnika, którego szuka, najbardziej wydaje się pasować Bielik, który jednak dopiero odzyskuje meczowy rytm w Birmingham City w Championship. Dlatego selekcjoner wytypował Piotrowskiego. - Ma na tym zgrupowaniu odpowiedzieć, czy sprawdzi się na tej pozycji i nam pomoże. Wiem, na co go stać. Dzisiaj to już nieco inny piłkarz, bardziej zaznajomiony z intensywnością za granicą. Jego dużym atutem jest to, że gra w europejskich pucharach. Zbierze w nich doświadczenie na międzynarodowym, co może mu pomóc również w kadrze - mówił selekcjoner. 

Piotrowski rozpędzał się bardzo długo i mozolnie, ale dodał gazu w najlepszym momencie - tuż przed wielkim turniejem. Pomagają mu też okoliczności - mniejsze i większe nieszczęścia kolegów. Nie bez znaczenia jest też znajomość z selekcjonerem, który część rozwiązań taktycznych stosownych w młodzieżówce wykorzystuje też w pierwszej reprezentacji. Jeśli Piotrowski sprawdzi się na tym zgrupowaniu - podczas treningów i najpewniej jednego z meczów - może sensacyjnie otrzymać powołanie na mundial w Katarze.

Kilkunastu pewniaków do powołania na mundial, ale i reszta praktycznie znana

Wolnych miejsc nie ma zbyt wiele. Selekcjoner kilkanaście dni temu powiedział, że ma osiemnastu pewniaków. W poniedziałek, na konferencji prasowej, nieco uogólnił, że może być ich piętnastu, ale też dwudziestu. Najpewniej - zależy od kryteriów i definicji "pewniaka". Zresztą, to dla Michniewicza aż tak istotne nie jest. Najważniejsze, że ma trzon zespołu i najbliższe zaplecze. Trudno też się dziwić, że nie chce wymieniać tych piłkarzy z nazwiska i wciąż powtarza, że przed nikim nie zamyka drzwi i nawet nieobecność na trwającym zgrupowaniu nie skreśla z udziału w mistrzostwach świata. Są bowiem rzeczy, na które nie ma wpływu. Kontuzje i nieoczekiwane problemy w klubie (jak chociażby Jana Bednarka, który przez kilka lat był podstawowym piłkarzem Southampton, ale akurat na początku tego sezonu stracił miejsce w składzie, a w Aston Villi, jego nowym klubie, nie sprzyjają mu okoliczności - od śmierci Królowej Elżbiety II, przez którą nie została rozegrana cała kolejka Premier League, przez terminarz - w którym wypadał akurat mecz z Southampton, więc nie mógł w nim zagrać, po okoliczności - duet Konsa-Mings z defensywy Aston Villi po jego przyjściu zaczął spisywać się bardzo dobrze), nawet w ostatniej chwili mogą zmienić jego plany i zachwiać hierarchią. Nie ma sensu palić mostów i odbierać wiary niepowołanym.

Ale rzeczywiście łatwo naliczyć kilkunastu pewniaków.

  1. Wojciech Szczęsny
  2. Łukasz Skorupski
  3. Trzeci bramkarz - najpewniej Kamil Grabara lub Bartłomiej Drągowski
  4. Jan Bednarek
  5. Bartosz Bereszyński
  6. Kamil Glik
  7. Jakub Kiwior
  8. Arkadiusz Reca
  9. Matty Cash
  10. Przemysław Frankowski
  11. Grzegorz Krychowiak
  12. Sebastian Szymański
  13. Piotr Zieliński
  14. Mateusz Klich
  15. Robert Lewandowski
  16. Arkadiusz Milik
  17. Karol Świderski

Być może jedno z 26 miejsc zajmie czwarty bramkarz. Selekcjoner co jakiś czas o tym wspomina. Niewątpliwie blisko powołania na mundial na dziś byliby też Robert Gumny, którego Michniewicz regularnie zaprasza na zgrupowania i Tomasz Kędziora, mimo słabszej formy w ostatnich tygodniach. Podobnie Nicola Zalewski, Karol Linetty i Krzysztof Piątek. Sytuacja wśród napastników jest bardzo ciekawa, bo nie można zapomnieć jeszcze o Adamie Buksie i Dawidzie Kownackim. Jeśli zdrowie dopisze, w kadrze najpewniej znajdą się też Góralski i Bielik. Z ekstraklasy najbliżej powołania wydają się być weterani - Kamil Grosicki i Artur Jędrzejczyk. Jeśli na tym zgrupowaniu z dobrej formy pokaże się Michał Skóraś i utrzyma formę w kolejnych miesiącach, również może marzyć o wylocie do Kataru. Czy zastąpi innego wychowanka Lecha Poznań - Jakuba Kamińskiego? Wolfsburg fatalnie zaczął sezon, jest na przedostatnim miejscu w Bundeslidze, a Polak nie zagrał jeszcze w pierwszym składzie. Wchodzi jednak z ławki. W klubie niebawem znów może dojść do zmian. Michniewicz trzyma kciuki, by Kamiński był ich beneficjentem. Wnikliwie będzie też obserwował sytuację Szymona Żurkowskiego.

Słowem - selekcjoner w dużej mierze zna już kadrę na mundial. A to, czy nazwie kogoś "pewniakiem", czy tylko "obserwowanym", ma dzisiaj drugorzędne znaczenie, bo nie zmienia faktu, że wolnych miejsc pozostało niewiele. Piotrowski na tym zgrupowaniu może zająć jedno z nich.

Więcej o:
Copyright © Agora SA