Piłkarze odmawiają reprezentacji Polski. Ujawniamy tajemnicę poliszynela

Dawid Szymczak
- Piłkarz powiedział mi, że klub jest ważniejszy niż reprezentacja. Więcej już go nie powołałem - zdradza Miłosz Stępiński, selekcjoner młodzieżowej kadry. Patriotyzm? Orzeł? Zaszczyt? Czubek własnego nosa. Reprezentowanie Polski to dla młodych zawodników coraz częściej interes. Gdy przyjazd na zgrupowanie im się nie opłaca, zaczynają kręcić.

- Wysyłasz powołanie. Piętnaście lat temu w ogóle się nie zastanawiałeś, czy piłkarz je przyjmie. Większość na zgrupowanie przyszłaby pieszo. Zatajali drobne kontuzje, byle zagrać. Żeby odpuścili, musiało naprawdę boleć. Dzisiaj? Nie odbierają telefonów, nie odpisują na SMS-y. Zwodzą, że kontuzja, że zmęczenie, że trener nie pozwala, że wolą zostać w klubie, bo jak inni wyjadą, łatwiej będzie zaimponować na treningu. I pół biedy, jak mają odwagę osobiście z tobą porozmawiać. Częściej wolą jednak wysłać agenta albo ojca. Dorosłych albo prawie dorosłych chłopaków tłumaczą rodzice. Inne pokolenie - opowiada jeden z byłych selekcjonerów młodzieżowej reprezentacji Polski. 

Zobacz wideo Ivan zabrał piłkę i uciekł z mamą do Polski. "Syn pyta: mój dom jeszcze stoi?"

To "inne pokolenie" to tzw. "pokolenie Z" - ludzie urodzeni między 1995 a 2012 rokiem, grający dziś w młodzieżowych kadrach. Nie wrzucamy wszystkich do jednego worka i wciąż mówimy o mniejszości, ale selekcjonerzy zauważają, że systematycznie rośnie grupa zawodników, dla których gra w reprezentacji nie jest niczym nadzwyczajnym. Nieistotne, że grają z orłem na piersi, reprezentując swój naród. I szerzej - patriotyzm nie jest dla nich ważną wartością.

Socjologowie to potwierdzają: - Patriotyzm rozumiany słownikowo, jako postawa umiłowania i oddania własnej ojczyźnie oraz chęci ponoszenia za nią ofiar, jak wynika z badań, dla ponad 70 proc. przedstawicieli pokolenia Z jest wartością obcą - mówi Marta Majchrzak, psycholożka i socjolożka badająca to pokolenie. 

Mateusz Musiałowski / Juergen Klopp"Polski Messi", zjawiskowy piłkarz, przepada w Anglii. Klopp i Liverpool tracą cierpliwość

- Sami się zastanawiamy z innymi selekcjonerami, czy jeśli dla kogoś nie jest dzisiaj ważne reprezentowanie kraju w młodzieżowych drużynach, to stanie się to ważne za kilka lat, w seniorskiej reprezentacji. Na pewno większy będzie prestiż, ale czy wciąż to wszystko będzie podszyte głębszymi wartościami? Mam wątpliwości. Albo jesteś patriotą i te wartości są ważne, albo nim nie jesteś i na przestrzeni kilku lat się nim nie staniesz - uważa Miłosz Stępiński, selekcjoner kadry do lat 20.

To zjawisko dostrzegalne nie tylko w Polsce. Mowa o zachodnioeuropejskim trendzie, o którym trenerzy rozmawiają podczas kursów i konferencji. Ich obserwacje są podobne: reprezentacje obojętnieją, coraz częściej obdzierane są z patriotycznych wartości. I podobne są obawy, że reprezentacje staną się zwykłymi drużynami, podobnymi do klubowych.

- Ale pamiętajmy, że nasze pokolenie jest bardzo rozwarstwione. Sądzę, że różnice między rówieśnikami są większe niż kiedyś - mówi 20-letni Kacper Bieszczad, młodzieżowy reprezentant Polski, urodzony w 2002 roku przedstawiciel pokolenia Z.

Kalkulujący egoiści

 - To tajemnica poliszynela. Nikt o tym głośno nie powie. Wszyscy deklarują wielką miłość do ojczyzny i przed kamerami powtarzają, że to zaszczyt grać w reprezentacji. Dopiero przy wyłączonych światłach spadają maski - mówi jeden z selekcjonerów młodzieżowej reprezentacji. 

Na początku rzeczywiście jest duma i zaszczyt. Pierwszemu powołaniu do młodzieżowej reprezentacji Polski nierzadko towarzyszą łzy wzruszenia i głośna radość wszystkich domowników. Pierwsze włożenie koszulki z orzełkiem to chwila warta uwiecznienia. Zdjęcie najpierw trafia do rodziny i znajomych, później na Instagrama. Sypią się gratulacje. Pierwszy mecz. Podczas hymnu pojawia się chwila zadumy. Rodzice na trybunach, matka we łzach. Ale to wszystko mija po kilku zgrupowaniach.

- Dla nich liczy się osiągnięcie celu - mówi jeden z selekcjonerów. To często nie duma z reprezentowania kraju, ale duma z siebie, że zostało się dostrzeżonym i wyróżnionym. Selekcjonerzy są zgodni, że młodzi piłkarze planują swoje kariery bardzo skrupulatnie i laboratoryjnie. Rzadziej już kartka z celami do osiągnięcia ląduje na lodówce. Częściej ustawia się ją jako tapetę w smartfonie. Na większości jest to samo: 

  1. DOSTAĆ POWOŁANIE DO KADRY WOJEWÓDZKIEJ
  2. AWANSOWAĆ Z AKADEMII DO PIERWSZEJ DRUŻYNY
  3. ZAGRAĆ W EKSTRAKLASIE
  4. ZADEBIUTOWAĆ W MŁODZIEŻOWEJ REPREZENTACJI
  5. WYWALCZYĆ MIEJSCE W PODSTAWOWYM SKŁADZIE W KLUBIE
  6. TRANSFER ZA GRANICĘ
  7. DOSTAĆ POWOŁANIE DO REPREZENTACJI POLSKI

Dla wielu to przepis na udaną karierę. I młodzi piłkarze - często bardzo ambitni, wierzący w siebie, wręcz zaprogramowani na osiągnięcie sukcesu - czują niezwykłą satysfakcję, gdy uda im się odhaczyć kolejny punkt. Wówczas idą dalej. To zadaniowcy. Osiągnięte cele błyskawicznie im powszednieją. Nie widzą sensu, by się nim napawać, chcą gonić za następnymi. Ale przychodzą kolejne powołania. I często już tak nie cieszą. Łzy już były, zdjęcie już zrobione, hymn wysłuchany, doświadczenie gry w reprezentacji zdobyte.

- Nie uważam egoizmu za złą cechę. Mimo pejoratywnego nacechowania, postrzegam ją jako zupełnie neutralną. Skupienie na sobie może być w sporcie, i życiu w ogóle, pomocne. I tak, wielu młodych piłkarzy to egoiści - mówi Miłosz Stępiński. Młodzi zawodnicy nieustannie myślą o swoich karierach i kalkulują, co opłaci im się bardziej. Na chłodno, bez emocji oceniają, czy przyjazd na zgrupowanie reprezentacji pomoże im osiągnąć kolejne cele z listy, czy może w tym przeszkodzić. Pozycja młodzieżowców w ekstraklasowych i pierwszoligowych klubach często jest jeszcze niepewna. Falują między wyjściowym składem a ławką rezerwowych albo między ławką a trybunami, gdy zabraknie dla nich miejsca w kadrze. W przerwach reprezentacyjnych frekwencja na treningach spada, więc łatwiej wpaść w oko trenerowi. Kolega z tej samej pozycji wyjeżdża, traci taktyczne treningi, nie ma go na odprawach? Łatwiej namieszać w składzie na następny mecz.

- Z reguły przed wysłaniem powołań obdzwaniasz zawodników. Wtedy zaczynają kręcić. Noga posiniaczona, kontuzja, zmęczenie, mięśnie bolą… Na kilometr czuć, kto kłamie, a kto faktycznie cierpi - opowiada jeden z byłych selekcjonerów.

Co selekcjoner, to inne podejście. Niektórzy dyskutują i przekonują, inni uważają, że w kadrze nie ma miejsca dla nieprzekonanych. Ale jeśli już przekonywać, to na pewno nie argumentami o zaszczycie, patriotyzmie, orle i biało-czerwonej. - Kiedyś działało. Dzisiaj lepiej powiedzieć, że na mecz akredytowało się ośmiu skautów z różnych klubów, w tym ktoś z Borussii Dortmund - słyszymy.

Socjologowie zauważają, że przedstawiciele pokolenia Z bardzo wysoko na liście priorytetów stawiają odniesienie sukcesu zawodowego i zapewnienie finansowego komfortu. Piłkarze nie są w tej kwestii wyjątkiem. 

Trener dał ultimatum: jeśli pojedziesz na kadrę, stracisz miejsce w moim składzie

- Najważniejszy jest dla nich własny interes. Mam oczywiście kilku zawodników, którzy przyjeżdżają na kadrę zawsze, bo to dla nich zaszczyt i obowiązek jednocześnie. Ich aktualna sytuacja w klubie nie ma żadnego znaczenia. Przyjeżdżają, gdy są w formie i bez formy. Nie kalkulują. Ale coraz częściej zawodnicy chcą przyjechać, gdy im się to opłaca. W pierwszej kolejności nie liczy się reprezentowanie kraju, możliwość gry z orłem na piersi czy wysłuchania hymnu przed meczem. Starsze pokolenie, 10 czy 15 lat temu, jeszcze w ten sposób to pojmowało. Dzisiaj to dodatki. Liczy się interes i własne korzyści - mówi Stępiński.

- Po paru latach prowadzenia kadry widziałem i słyszałem już chyba wszystko. Człowiek szybko wyleczył się z idealizmu. Idziesz do pracy z kadrą, bo wydaje ci się, że stoi za tym większa wartość. Odrzućmy już poważne zdania o godle. Ale reprezentujesz kraj, swoją rodzinę, kumpli z dzieciństwa… To tak nie działa. Później słyszysz, że piłkarz woli pojechać na testy do przeciętnego zagranicznego klubu niż reprezentować Polskę. Albo jakiś klub przekonuje cię, że jak ich zawodnik zagra na kadrze choćby jeden mecz, to na pewno dozna kontuzji. Oni już przed kontuzją wiedzą, że jej dozna. Jeden bardzo utalentowany zawodnik, którego chciałem powoływać, wiecznie był albo przed kontuzją, albo w trakcie leczenia, albo tuż po kontuzji - gorzko śmieje się jeden z selekcjonerów.

Bo przekonania zawodników to jedno. Często też w interesie klubów jest zatrzymanie ich na miejscu podczas przerw reprezentacyjnych. Wtedy ligowi trenerzy lubią ostrzej potrenować i mogą poświęcić więcej czasu na przećwiczenie elementu, który wymaga poprawy. Nie bez powodu do zmian trenerów często dochodzi właśnie podczas kadrowych przerw. Nie ma meczów, jest czas. - Miałem sytuacje, w których zawodnicy mówili mi, że trener wprost im zakomunikował, że jeśli wyjadą na kadrę i nie będą tydzień trenowali pod jego okiem, to stracą miejsce w składzie. Mówili to zarówno zawodnicy, którzy nie przyjeżdżali na zgrupowania, jak i ci, którzy mimo wszystko się pojawiali - mówi Stępiński.

- Pamiętam nawet taką scenkę z jednego ze zgrupowań. Ostatniego dnia dziękowałem wszystkim za walkę w meczu i na koniec powiedziałem coś w stylu: "To teraz wracajcie do klubów i walczcie o swoje miejsce w składzie". A dwóch zawodników się uśmiechnęło, że nie ma o co walczyć, bo trener dał im ultimatum: albo wyjeżdżają i w następnych meczach gra ktoś inny, albo zostają i zachowują miejsce w jedenastce. I rzeczywiście. Obaj zagrali w kadrze dwa bardzo dobre spotkania, byli w formie, a w następnych meczach w klubie grzali ławę - opowiada trener. 

- Kluby same spłycają wartość młodzieżowych reprezentacji. Jeden trener przekonywał mnie, że musi zostawić w klubie piłkarza, którego chciałem powołać, bo jest dla niego arcyważny. Dogadaliśmy się. Odpuściłem, bo w szerszej perspektywie miało z tego wyniknąć coś dobrego. W następnych meczach ten zawodnik nawet nie znalazł się w kadrze - mówi inny selekcjoner.

- Piłkarz nie jest niewolnikiem. Ma kontrakt, ale jest też reprezentantem. To jego obowiązek, zgodnie ze statutami PZPN, że jeśli jest wyznaczony do reprezentowania kraju, ma się stawić. Taka jest polityka państwa. PZPN jest stowarzyszeniem funkcjonującym w jakimś państwowym bycie, dostaje pieniądze z państwa m.in. na szkolenie piłkarzy, więc ci najlepsi mają obowiązek to państwo reprezentować - zaznacza Stępiński. 

Film z husarią przed meczem wywołał zażenowanie 

- Pokolenie Z to pragmatycy i ich patriotyzm to raczej płacenie podatków, postawy ekologiczne, dbałość o rodzinną miejscowość czy sprzątanie po swoim psie. W słownikowej definicji czytamy, że patriotyzm to przedkładanie celów ważnych dla ojczyzny nad osobiste, a często także gotowość do poświęcenia własnego zdrowia lub życia. Taka postawa jest obca większości młodych z pokolenia Z i kojarzona jako skrajna oraz nieatrakcyjna - mówi socjolożka Marta Majchrzak.

Problemem bywa też niedostosowanie przekazu i środków motywacyjnych do piłkarzy z tego pokolenia. Słyszymy o selekcjonerze, który przed jednym z ważnych meczów wyświetlił zawodnikom film z polską husarią. Większość zawodników oglądała go z zażenowaniem, a na trenera patrzyła z politowaniem. - W przypadku tych młodych piłkarzy najlepiej sprawdzają się filmy, które stawiają ich w centrum. Może ich udane akcje? Gole? Asysty? Można też przed ważnym meczem poprosić ich rodziny o nagranie krótkich wypowiedzi, że kochają, życzą zwycięstwa i są z nich bardzo dumni - uważa jeden z selekcjonerów. W przypadku jego drużyny doskonale się to sprawdziło.

Głos pokolenia Z. "Patriotyzm okazujemy inaczej niż oczekują poprzednie pokolenia"

Co na to pokolenie Z? - Pewnie w tym wszystkim jest dużo prawdy, choć sądzę, że nasze pokolenie jest na tyle rozwarstwione, że różnice między rówieśnikami są większe niż były kiedyś. Jesteśmy mieszanką tego, co w artykule i zarazem kompletnego przeciwieństwa - mówi Kacper Bieszczad, 20-letni bramkarz Zagłębia Lubin i młodzieżowy reprezentant Polski.

- Sądzę, że jako pokolenie mamy większą świadomość, a przez to większe ukierunkowanie na cel. W oczach przedstawicieli innego pokolenia możemy przez to wyglądać na totalnych egoistów. Wiem, że akurat ja jestem inny niż większość, więc może nie jestem idealnym reprezentantem pokolenia, ale zarazem są osoby jeszcze bardziej inne - uśmiecha się bramkarz.

- Na wierzch zawsze wychodzą przykłady skrajnie negatywnie odbierane. Jeśli chodzi o patriotyzm, to mamy go w sobie dużo, ale okazujemy go inaczej niż oczekują poprzednie pokolenia. Sądzę, że dla dużej większości młodych zawodników powołanie do młodzieżówki to zawsze będzie duma i nie powinny tego kasować pojedyncze przykłady. Czy wcześniejsze pokolenia nie odmawiały przyjazdów na kadrę? Sam kojarzę zawodników, którzy odmawiali powołań. To zawsze była i jest indywidualna sprawa - dodaje Bieszczad. 

- Trudno wypowiadać mi się o całym pokoleniu, ale zdaję sobie sprawę, że jesteśmy głośniejsi, więcej oczekujemy. Ale myślę też, że więcej wymagamy sami od siebie. Choćby prowadzenie się jest na całkiem innym poziomie. To wynika właśnie ze świadomości. Później ta świadomość buduje nasze wymagania i oczekiwania, które mamy wobec innych, a za tym idą cele, które sobie wyznaczamy. I kadra zawsze jest jednym z tych celów. Myślę, że bez względu na wiek, dla 90 proc. zawodników przyjazd na kadrę to powód do dumy, a zarazem narzędzie do spełniania celów i marzeń - twierdzi Bieszczad.

Selekcjonerzy nie zgadzają się z tymi proporcjami. - Zdecydowanie zbyt optymistyczne. Dziewięciu na dziesięciu chętnych do przyjazdu? Marzenie - mówi jeden z nich. 

Więcej o: