Kulisy usunięcia Rybusa z kadry. Piłkarz wiedział o konsekwencjach

Kacper Sosnowski
Czy na wyłączenie Macieja Rybusa z reprezentacji Polski były naciski polityczne? Według naszej wiedzy nie. Czy sugerowali to działacze PZPN lub piłkarze? Nie. To była autonomiczna decyzja Czesława Michniewicza, a piłkarz, zostając w Rosji, zdawał sobie sprawę z konsekwencji swego wyboru i długo bił z myślami.

Podpytując tu i tam o odsunięcie Macieja Rybusa z kadry, wniosek nasuwa się jeden. Właściwie wszystko w jego sprawie było wiadomo wcześniej. Selekcjoner ze swą decyzją musiał jednak poczekać na oficjalne potwierdzenie transferu gracza do Spartaka Moskwa, a gdy to nastąpiło, chciał najpierw zamknąć zgrupowanie i jeszcze raz porozmawiać z samym zawodnikiem.

Komunikat o tej - nazwijmy ją etyczno-społeczną - decyzji, paradoksalnie ukazał się akurat w dniu publikacji tekstu WP "Czesław Michniewicz, Lech Poznań i ustawione mecze w tle. 27 godzin rozmów z szefem piłkarskiej mafii". Szymon Jadczak punktował w nim kolejne połączenia Michniewicza m.in. ze skazanym za korupcję Ryszardem Forbrichem, notowane zwykle przed i po ustawionych 18 lat temu meczach. To przy tych połączeniach i braku pamięci trenera czego one dotyczyły, powrócił temat etyki. Tego czy Michniewicz, który formalnie nigdy zarzutów korupcyjnych nie usłyszał, na pewno powinien być selekcjonerem?

Zobacz wideo Maciej Rybus w rozmowie z Pawłem Wilkowiczem

Rybus wiedział i bił się z myślami

Kibice w mediach społecznościowych szybko zwrócili uwagę, że artykuł o selekcjonerze i komunikat o decyzji w sprawie Rybusa, pojawiły się w mediach jednego dnia - najpierw tekst opublikowała Wirtualna Polska, potem pojawił się komunikat PZPN. Niektórzy nie wierzyli w zbieg okoliczności, nazywali to przykrywaniem jednej sprawy drugą. Ale trudno uznać, że coś zostało przykryte. Oba tematy od dawna żyją swoim życiem. W omijaniu połączeń Michniewicza z "Fryzjerem" zapewne pomogły czas i przekonanie, że już została "przemielona". W odwlekaniu drugiej pomogły pandemia, zbliżający się koniec kontraktu Rybusa z Lokomotiwem Moskwa i mecze reprezentacji.

Czesław MichniewiczFajne chłopaki, fajny Michniewicz. Po co drążyć? Po co ma być nam smutno?

Przypomnijmy, że Rybus nie dostał powołania na marcowe zgrupowanie kadry, bo był wówczas zakażony koronawirusem. Przesłał do związku swój pozytywny wynik testu. Ominęły go wówczas związane z Rosją i swoją przyszłością pytania dziennikarzy. Temat dotyczący jego funkcjonowania w kadrze powrócił jednak w połowie maja. To wtedy Michniewicz wysyłał powołania na czerwcowe mecze. Przed ogłoszeniem kadry rozmawiał z Rybusem i znał też sytuację od strony Mariusza Piekarskiego - menedżera, który reprezentuje także trenera. Już wówczas kreślił się scenariusz, że lewy obrońca co prawda nie przedłuży kończącej się umowy z Lokomotiwem Moskwa, ale z Rosji nie wyjedzie, bo interesowały się nim rosyjskie kluby.

To ich zainteresowanie było najbardziej konkretne. Pojawiające się w mediach informacje o ofertach z Turcji czy Grecji ofertami ponoć nazwać nie było można. Jak usłyszeliśmy, niemal 33-letni Rybus poza Rosją nie był pierwszym wyborem klubów z Europy. Nikt specjalnie nie ukrywał, że Spartak zaoferował też znakomite warunki finansowe. Piłkarz w maju bił się z myślami, bo wiedział, że pozostanie w Rosji zostanie odebrane w ojczyźnie źle i sprawi, że on sam wykreśli się z biało-czerwonej kadry. Michniewicz zasygnalizował mu to już w majowej rozmowie. Trudno powiedzieć, czy podparł się etyką, czy ogólnym oczekiwaniem społecznym, by od wszystkiego, co rosyjskie się odcinać, ale przekaz był jasny.

Zamieszanie niepożądane

Selekcjoner w oficjalnych wypowiedziach do mediów brak powołania tłumaczył wtedy "uniknięciem zamieszania wokół osoby Rybusa". Czy to znaczyło, że chciał mieć z tą sprawą spokój na zgrupowaniu, czy oszczędził Rybusowi konferencji i meczów, gdzie ten zderzyłby się z falą krytyki? Powodem było zapewne i jedno, i drugie. Ponieważ wtedy dokumenty ze Spartakiem nie były jeszcze podpisane, trudno było też ostatecznie rozstrzygać tę sprawę. Michniewicz odłożył ją też, gdy przed rewanżowym meczem z Belgią z Moskwy napłynęły oficjalne informacje w sprawie nowego kontraktu Polaka.

- To nie czas i nie miejsce. Ta sprawa będzie się ciągnęła. Wrócimy do niej - mówił wtedy na konferencji. Wrócił tydzień później. Najpierw porozmawiał z piłkarzem, potem PZPN wydał krótki komunikat.

Qatar Soccer WCup Draw14 godzin pracy w upale 50 stopni, pół roku bez wynagrodzenia. Mundial tysięcy ofiar

"Selekcjoner poinformował zawodnika, że w związku z jego aktualną sytuacją klubową nie powoła go na wrześniowe zgrupowanie reprezentacji oraz nie będzie brał pod uwagę przy ustalaniu składu kadry, która pojedzie na mistrzostwa świata w Katarze" - brzmiały najważniejsze zdania informacji.

Z kręgów PZPN usłyszeliśmy, że nie było żadnych rozmów z selekcjonerem, ani nacisków dotyczących odstawienia Rybusa. Prezes związku Cezary Kulesza pytany jakiś czas temu o tę sprawę przekazał nam, że na zgrupowanie piłkarzy zaprasza selekcjoner. Dodał, że o tym czy ktoś się w kadrze znajdzie, czy nie, powinna decydować forma sportowa. Osobną kwestią jest czy Rybus sportowo na tę kadrę by zasłużył, natomiast o jego absencji – jak wynika nawet z komunikatu - ostatecznie zdecydowało miejsce pracy.

Rosjanie wykorzystali to w swej narracji i przedstawiali jako "histerię panującą w Polsce" i "świńską postawę Polski wobec własnego obywatela". Rybus, który nie wyjechał z ich kraju, zapewne będzie jeszcze długo inspiracją do dalszych pochwał i licytowania się w przyznawaniu mu paszportów i innych odznaczeń. To tylko postawi Polaka w bardziej niezręcznej sytuacji.

Kadrowicze raczej postronni

Według naszych ustaleń w decyzję o odsunięciu Rybusa nie byli zaangażowani polscy piłkarze, którzy jeszcze trzy miesiące wcześniej jasno zapowiedzieli bojkot barażowego meczu z Rosją i głośno potępiali rosyjską inwazję na Ukrainę. Większość z nich raczej rozumiała złożoność sprawy Rybusa, nie chciała go oceniać czy potępiać. Głośno powiedział o tym zresztą Piotr Zieliński po meczu z Belgią w strefie wywiadów z dziennikarzami.

- Maciek jest Polakiem, ma żonę Rosjankę, ma z nią dzieci. To jak postąpił, to jest jego decyzja. Nie mam żadnego problemu ze zrozumieniem tej sytuacji. Nie ma co chłopaka krytykować - mówił.

 

Przypomnijmy, że Rybus cztery lata temu ożenił się z Rosjanką Laną Baimatową, z którą ma dwójkę dzieci. Robert ma cztery lata, w Moskwie chodzi do przedszkola, porozumiewa się głównie po rosyjsku, polski jednak rozumie. Adrian ma półtora roku, edukacja przedszkolna jeszcze przed nim. Rybus kupił też w Moskwie mieszkanie, a jego żona chciała zostać w swej ojczyźnie.

Obrońca w Rosji gra z roczną przerwą od 2012 roku. Był w tym czasie graczem Tereka Grozny i Lokomotiwu. Kontrakt ze Spartakiem popisał na dwa lata. 

Więcej o: