"Nieporozumienie". Cały stadion śpiewał hymn Polski. Nagle orkiestra przestała grać

Mecz Holandii z Polską w Lidze Narodów zaczął się od wpadki organizatorów. Orkiestra, która grała hymny obu państw, za szybko skończyła grać "Mazurka Dąbrowskiego". W efekcie oba hymny nałożyły się na siebie.

Reprezentacja Polski rywalizuje z Holandią w trzeciej kolejce Ligi Narodów. Polacy chcą się zrehabilitować za klęskę z Belgią 1:6 sprzed kilku dni. Polscy kibice wierzą w drużynę, ponieważ na stadionie w Rotterdamie znalazło się mnóstwo polskich fanów. Ale jeszcze przed pierwszym gwizdkiem spotkało ich rozczarowanie.

Zobacz wideo Po meczu z Belgią. Kolejny gol przeciwko Polsce po stracie Roberta Lewandowskiego?

Kibice mogli się spodziewać, że "Mazurek Dąbrowskiego" wybrzmi wspaniale na stadionie na obcej ziemi, na którym znajdowało się tysiące polskich kibiców. Organizatorzy tym razem skorzystali jednak nie z nagrania audio, ale z orkiestry, która ustawiła się za piłkarzami. – Holenderscy kibice jeśli mają przewagę, to niedużą. Chyba nigdy nie zabrzmiał hymn gości tak donośnie, jak za chwilę – zapowiadał komentator TVP, Jacek Laskowski.

Orkiestra zaczęła grać, ale można było odnieść wrażenie, że trochę za wolno. Nie to było jednak największym problemem. Piłkarze i kibice rzeczywiście śpiewali głośno i równo, ale nagle orkiestra przestała grać po pierwszej zwrotce i dwóch refrenach. "Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę…" wybrzmiało już bez podkładu. To była niewątpliwie wpadka gospodarzy, ponieważ od pewnego czasu polscy piłkarze przed meczami śpiewają dwie zwrotki państwowego hymnu. Kibice i zawodnicy śpiewali przez chwilę "a cappella", aż nagle orkiestra zaczęła grać hymn Holandii.

- No, na przyszłość trzeba organizatorom meczów wyjazdowych przekazać, że jeśli zatrudniają orkiestrę, to my śpiewamy dwie zwrotki z refrenami. Doszło do nieporozumienia i hymny, co rzadko spotykane, naszły na siebie – skomentował Jacek Laskowski.

Polscy kibice dośpiewali jednak hymn do końca i potem mogli skupić się tylko na meczu. Na stadionie w każdym miejscu można było dostrzec biało-czerwone barwy i usłyszeć doping dla podopiecznych Czesława Michniewicza.

Więcej o: