Reprezentacja Polski rozpoczęła tegoroczną edycję Ligi Narodów od wygranej 2:1 z Walią. Gole drużynie zapewnili dopiero rezerwowi: Jakub Kamiński i Karol Świderski. Biało-czerwoni musieli gonić wynik po tym, jak w 52. minucie spotkania do bramki debiutującego Kamila Grabary trafił Jonathan Williams.
A o tym, że nie był to szczególnie udany mecz w wykonaniu drużyny Czesława Michniewicza najlepiej świadczą głosy z Walii. Po meczu tamtejsze media wyraziły zadowolenie z postawy podopiecznych Roberta Page'a. Z kolei negatywne słowa padły pod adresem Polaków. "Wrócili z dalekiej podróży" - czytamy na łamach jeden z walijskich gazet. Kadrę Michniewicza skrytykował też Artur Wichniarek, były reprezentant.
- Wynik był najlepszym, co wydarzyło się w tym meczu. Byliśmy za bardzo rozciągnięci na boisku, były za duże wolne przestrzenie między formacjami, dużo niepotrzebnych strat, a potem duże luki. Obrońcy nie wychodzili do piłek, nie skracali pola gry. A gdy Walijczycy wychodzili z kontratakami, brakowało agresji - mówi Artur Wichniarek w rozmowie z portalem "WP Sportowe Fakty".
I dodaje: - Tego nie da się wytłumaczyć. Tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę na to, kto wyszedł w pierwszym składzie. To nie było eksperymentalne ustawienie. Tymoteusz Puchacz i Adam Buksa to nie są wynalazki selekcjonera. Wyszliśmy na Walię z zawodnikami doświadczonymi w reprezentacji, a jednak niepokoi tak mała odpowiedzialność taktyczna zespołu.
"Było poważnie - jedenastu na jedenastu, z sędziami i walką jak w oficjalnym meczu. Wewnętrzny sparing reprezentacji, który Czesław Michniewicz zorganizował dzień po spotkaniu z Walią dla piłkarzy, którzy nie zagrali w pierwszym składzie, skończył się wynikiem 2:0. Oba gole strzelił Karol Linetty. Niestety kontuzje odnieśli Krystian Bielik i Konrad Michalak" - relacjonował sparing Dawid Szymczak ze Sport.pl.