Zero przypadku u bohatera meczu z Walią. Robi wrażenie. "Oglądałem Robbena"

Dawid Szymczak
To może jeszcze nie jest polska odpowiedź na Arjena Robbena i jego uderzenia po dalszym słupku, ale powtarzalność Jakuba Kamińskiego robi wrażenie. - W ekstraklasie zdobyłem parę takich bramek - uśmiechał się 19-letni skrzydłowy po meczu z Walią, w którym golem i kluczowym podaniem w kolejnej akcji pomógł Polsce wygrać 2:1.

Zejście do prawej nogi, strzał po dalszym słupku i wybuch radości - Jakub Kamiński robi to automatycznie. Strzelał tak gole dla Lecha Poznań, identycznie trafiał w młodzieżówce. Ale wiadomo, która bramka będzie dla niego najcenniejsza. Z Walią wyrównał wynik, już w drugim meczu w kadrze zmazał plamę po kiepskim debiucie i jeszcze wzmocnił się przed transferem do Wolfsburga. Nie mógł zdobyć jej w lepszym momencie. Jego występ we Wrocławiu był największym pozytywem meczu: jako rezerwowy wniósł do gry energię i miał udział przy obu golach, a najbardziej cieszy, że w tym wszystkim nie ma grama przypadku.

Zobacz wideo Kulesza: Piłka uczy pokory. Jestem przygotowany na krytykę

- Jak Arjen Robben? Wiadomo, że oglądałem, ale spokojnie - śmiał się Kamiński w rozmowie z dziennikarzami, którzy w jego akcjach widzieli lustrzane odbicie firmowych zagrań Holendra. To zejście z piłką do środka i techniczny strzał było swego czasu tak popularne, że kibice przerobili powiedzonko o dwóch pewnych rzeczach w życiu. Do śmierci i podatków dorzucili zejście Robbena do lewej nogi. Kamiński takiej regularności jeszcze nie ma, ale kilka podobnych goli rzeczywiście już strzelił. Trafienie przeciwko Zagłębiu Lubin z poprzedniego sezonu jest właściwie bliźniacze z tym przeciwko Walii.

- Wiedziałem, czego nam brakuje i co mogę wnieść na boisko. Trener zmienił ustawienie na 4-3-3 z typowymi skrzydłowymi, bo Walijczycy grali pięcioma obrońcami i zostawiali sporo miejsca w bocznych sektorach. Miałem je zagospodarować - mówił Kamiński po meczu. - Cieszę się, że wszedłem na lewe skrzydło, bo na tej pozycji grałem cały sezon, więc mimo że w reprezentacji wystąpiłem dopiero drugi raz, to czułem się bardzo swobodnie. No i wiadomo, że z Tymkiem Puchaczem zagrałem w ekstraklasie wiele meczów, więc doskonale wiedział, w którym miejscu czekam na piłkę - cieszył się Kamiński, który jasno pokazał, że mimo kiepskiej gry w debiucie, po którym nie był już powoływany i wrócił do młodzieżówki, nie tylko jest gotowy do gry w dorosłej kadrze, ale może sporo do niej wnieść. - Tamten mecz z San Marino nie siedział mi w głowie. Zadebiutowałem, spełniłem swoje marzenie, wygraliśmy. Nie zagrałem wtedy najlepiej, ale też trener Paulo Sousa wystawił mnie wtedy na innej pozycji niż grałem w klubie.

Czesław Michniewicz i Karol ŚwiderskiPiątek i Milik zepchnięci w kąt. Kadra Polski ma nowych bohaterów

Jakub Kamiński dotrzymał słowa, a teraz idzie podbijać Niemcy 

Kamiński miał znakomitą rundę jesienną w ekstraklasie i przeciętny początek wiosny. Ale w ostatnich tygodniach znów wychodziło mu niemal wszystko: strzelił gola Piastowi Gliwice, dzięki czemu Lech wyprzedził na ostatniej prostej Raków Częstochowa i tydzień później cieszył się z mistrzostwa. Wzruszające były ujęcia klubowej telewizji, która rejestrowała radość piłkarzy. Nie brakowało tańców, krzyków i padania sobie w ramiona. Ale gdy większość zawodników bawiła się na środku szatni, Kamiński stał z boku. Rękami zakrywał twarz, później chwycił się za głowę. Jakby to wszystko, czego dokonał przed wyjazdem z Polski, nie mogło się w niej pomieścić. U niego - w pierwszej chwili - wzruszenie i zaduma dominowały nad radością. A jeszcze tydzień później okazało się, że ekstraklasę opuści nie tylko z mistrzowskim medalem, ale też statuetką dla najlepszego młodzieżowca. - Idę podbijać Niemcy - uśmiechał się na gali ekstraklasy. 

- Przyznam, że Kuba to jeden z moich ulubionych zawodników w szatni Lecha. Przed transferem do Bundesligi powiedziałem mu, że Niemcy to tylko przystanek, że ja go wiedzę w lidze angielskiej - mówił nam Maciej Skorża, gdy Kamiński wytrwale i uprzejmie w kuluarach odpowiadał dziennikarzom i gościom na wszystkie zadawane mu pytania i pozował do zdjęć. Ze wszystkich nagrodzonych i nienagrodzonych stał tam chyba najdłużej. Ale to nie dziwi nikogo, kto go zna. - Jak znajdziesz kogoś, kto powie o nim coś złego, będę bardzo zdziwiony - stwierdził Przemysław Małecki, który prowadził Kamińskiego w młodzieżowych reprezentacjach, gdy pisaliśmy o jego drodze ze Śląska do Wolfsburga

Szkocja - Ukraina w barażach el. MŚ 2022Rosja udaje, że meczu Ukrainy wcale nie było. A ta wygrała wszystko, co mogła

Gol z Walią po czasie może okazać się dla Kamińskiego jeszcze cenniejszy

Niemcy zimą zapłacili Lechowi 10 mln euro, ale nie wzięli Kamińskiego od razu. Wszyscy zgadzali się, że najlepiej będzie, jeśli sezon dokończy w Poznaniu. Sam Kamiński obiecywał, że chce się pożegnać mistrzostwem Polski. Słowa dotrzymał, a w 33 ligowych meczach strzelił 9 goli i miał 8 asyst. Między treningami uczył się niemieckiego, by już pierwszego dnia w nowym klubie móc porozmawiać z resztą kolegów. Ale najważniejsze było to boiskowe przygotowanie do Bundesligi. Kamiński poprawił liczby, dojrzał i do Wolfsburga pojedzie jako mistrz Polski. To ułatwi przedstawienie się.

- Kontaktowałem się wiele razy z Bartoszem Białkiem - mówi Kamiński, który w Wolfsburgu będzie miał polskiego kolegę. - Wiem, że poziom i intensywność treningów będzie tam wyższa. Szczerze? Nie mogę się tego doczekać, nie mogę doczekać się pierwszego kontaktu z trenerem i zespołem - uśmiecha się wypytywany o wejście do nowej szatni. - Liczę, że dobrą dyspozycję z ekstraklasy przełożę na Bundesligę. Czas się rozwijać i stawiać kolejne kroki. Mam nadzieję, że szybko wywalczę pierwszą jedenastkę - mówił rozemocjonowany.

Dlatego ten gol z Walią po czasie może okazać się dla Kamińskiego jeszcze cenniejszy. Nie dość, że doda mu pewności siebie, to jeszcze utwierdzi w przekonaniu, że jest już gotowy na międzynarodowy poziom. Ekstraklasa co najwyżej daje wskazówki, znacznie lepszą weryfikacją jest gra w kadrze. Kamiński dał radę, a teraz czeka na telefon od nowego trenera Wolfsburga. Poprzedni - Florian Kohfeldt, który rozmawiał z Kamińskim, gdy podpisywał kontrakt, widział go w roli wahadłowego lub ofensywnego pomocnika, tzw. "dziesiątki". Ale od nowego sezonu Polaka będzie trenował Nico Kovac, ostatnio pracujący w Bayernie Monachium i AS Monaco. - Jeszcze nie rozmawialiśmy, więc nie wiem, w jakim ustawieniu trener będzie chciał grać i na jakiej pozycji mnie widzi. Ale spokojnie, niezależnie od tego, chcę jak najszybciej wejść do pierwszego składu - zapowiada. 

Zanim jednak Kamiński zacznie walczyć o miejsce w jedenastce Wolfsburga, ma szasnę dołożyć kolejne występy w reprezentacji. Polska w najbliższych dniach zagra jeszcze trzy mecze: 8 czerwca z Belgią, 11 z Holandią i 14 ponownie z Belgią.

Kylian Mbappe"Prezes" Mbappe już działa. Stworzył czarną listę. Na niej 14 nazwisk z PSG

Więcej o: