Jednoznacznie o interwencji Kamila Grabary w meczu Polska - Walia. Zero wątpliwości

Dominik Wardzichowski
Kamil Grabara przez większość meczu "grał szefa", ale co stało się w 52. minucie, gdy Williams ułożył piłkę na prawej nodze i mocnym strzałem wyprowadził Walijczyków na prowadzenie? - Kamil był spóźniony, mógł zrobić więcej - ocenia Krzysztof Dowhań, legendarny trener bramkarzy Legii Warszawa w rozmowie ze Sport.pl.
Zobacz wideo "Beton, stal. Przejdzie do historii"

Przed meczem kibice wykrzyczeli jego nazwisko dość nieśmiało. Może dlatego, że był pierwszy, a może dlatego, że potrzebują czasu, żeby przyzwyczaić się, że to on broni polskiej bramki: w meczu o stawkę, w bluzie z numerem "1" na plecach. Mecz z Walią w Lidze Narodów (2:1) był debiutem Kamila Grabary w dorosłej reprezentacji Polski. Zapracował na niego dobrym sezonem w lidze duńskiej, w barwach FC Kopenhaga. Zagrał w 44 meczach, wpuścił 30 goli i aż 23 razy zachował czyste konto. Teraz dostał szansę od Czesława Michniewicza w reprezentacji.

- Mogą być debiuty: jednego lub dwóch zawodników - zapowiadał na pierwszej konferencji czerwcowego zgrupowania selekcjoner. Już wtedy wiedział, że postawi na Grabarę, ale oficjalnie tego nie zdradził. - Nie podam jeszcze, kto zagra w bramce. Chcę, żeby pierwszy dowiedział się Wojtek Szczęsny. On na pewno zagra z Belgią na Narodowym. We Wrocławiu wystąpi inny bramkarz - wyjaśniał selekcjoner. Dodał też, że Bartłomiej Drągowski ma drobne problemy z kostką, więc już wtedy pisaliśmy o możliwym debiucie Grabary.

 

Od "nie graj szefa" do "grał szefa"

To potwierdziło się we Wrocławiu. Ale nie półtorej godziny przed meczem, kiedy podawane są oficjalne składy, a już na wtorkowym treningu. Czesław Michniewicz otworzył go niemal w całości dla dziennikarzy, a jeszcze w trakcie otwartej sesji rozdał znaczniki. Jeden z nich dostał Grabara i pewne stało się, że meczu z Walią w bramce zobaczymy 23-latka z Rudy Śląskiej, który jeszcze zanim zaczął poważną piłkarską karierę, to już rozstawiał po kątach na Twitterze m.in. Tomasza Hajtę. "Nie graj szefa" - odpisał na jedną z reakcji wybitnego reprezentanta Polski.

Parafrazując ten kultowy już cytat, śmiało można powiedzieć, że Grabara na początku meczu z Walią "grał szefa". Pewny, spokojny, momentami pokrzykujący na obrońców. A przecież przed sobą miał Kamila Glika - lidera polskiej defensywy, który przyzwyczajony jest do tego, że to on krzyczy.

Grabara nie miał jednak problemu z podpowiedziami. Uczestniczył też w rozgrywaniu piłki, gdy Polacy mieli problem ze zbudowaniem ataku pozycyjnego. Gdy jeszcze w pierwszej połowie Grzegorz Krychowiak zagrał mocną piłkę w bramkę, Grabara spokojnie ją przyjął i odegrał do boku. Dokładnie wprowadzał też piłkę do gry długimi podaniami, szukając głównie Adama Buksy. Solidnie wyglądał też na przedpolu, a po jednym z dośrodkowań, gdy Grabara pewnie chwycił piłkę, nawet siedzący na trybunach Wojciech Szczęsny zaczął bić brawo.

"Był spóźniony, mógł zrobić więcej"

Pytanie, co stało się w 52. minucie, gdy Jonathan Williams ułożył piłkę na prawej nodze i mocnym strzałem wyprowadził Walijczyków na prowadzenie? Czy Grabara mógł zrobić więcej? Czy powinien przynajmniej odbić strzał do boku? Tuż po golu 23-letni bramkarz pokazywał, że był zasłonięty. Miał pretensje do Jana Bednarka, że nie doskoczył do pomocnika reprezentacji Walii. - Był spóźniony - ocenia jednoznacznie Krzysztof Dowhań, legendarny trener bramkarz Legii Warszawa, który ukształtował bramkarsko m.in. Artura Boruca czy Łukasza Fabiańskiego. - Miałem wrażenie, że tam był rykoszet. Ale nie, taka rotacja. Gdyby Kamil zareagował od razu, spokojnie mógłby odbić, a nawet złapać ten strzał. Mógł zrobić więcej - dodaje Dowhań w rozmowie ze Sport.pl.

Interwencję Kamila Grabary możecie zobaczyć w tym materiale wideo:

- Będę z nim rozmawiał, nie chcę oceniać na gorąco. Pamiętam debiuty wielkich bramkarzy. Pamiętam debiut Józefa Młynarczyka z Węgrami w Warszawie, gdzie wpuścił strzał z 40 metrów pod brzuchem, a później był najlepszym bramkarzem świata. Debiuty są zawsze trudne, to są emocje. Każdy marzy, żeby wyjść i zagrać w reprezentacji przed własną publicznością - zaczął Czesław Michniewicz. Ale na tym selekcjoner nie poprzestał i jasno i konkretnie ocenił debiut Grabary. - Nie spalił się, to było widać. Był pewny, a nie miał łatwych piłek. Zwłaszcza tych, które leciały wzdłuż linii piątego metra. Łapał je i ja jestem zadowolony. Może dlatego, że długo z nim pracuję, znam jego potencjał i wiem, że na pewno rywalizacja o miejsce w bramce - jak Wojtek Szczęsny kiedyś zakończy karierę, za jakieś pięć lat - będzie bardzo ciekawa - uśmiechnął się Michniewicz.

- Myślę, że zagrałem przyzwoity mecz. Przy bramce mogłem chyba zachować się nieco lepiej. Ciężko mi to na gorąco osądzać, ale piłka ani nie przeleciała mi pomiędzy nogami, ani przez ręce. No, ale nie będę szukał tu żadnych wymówek, że nie widziałem piłki. Takie jest życie bramkarza. Widziałem ją, kiedy mijała Janka Bednarka - mówił Grabara na antenie TVP Sport o wpuszczonym golu.

Najważniejsze słowa wypowiedział chwilę później. - Byłem buńczuczny, bardzo dużo mówiłem, a mniej robiłem. Mam wrażenie, że teraz te proporcje się troszeczkę odwróciły i jestem na wznoszącej. Nie mówię, że się zmieniłem, ale myślę, że troszeczkę dorosłem, zmężniałem i inaczej postrzegam niektóre rzeczy w swoim życiu. Jestem na dobrej drodze, żeby zostać bardzo dobrym bramkarzem - dodał.

A ta wypowiedź chyba najlepiej podsumowuje, jak długą drogę przeszedł. Od internetowego napinacza, do świadomego bramkarza, który ma szansę na wyjazd z reprezentacją na mistrzostwa świata do Kataru.

Więcej o: