To właśnie taki naród. Michniewicz wprost o Szwedach. "Zimny chów"

Bartłomiej Kubiak
- To chłodny naród, zimny chów. Oni się za bardzo nami teraz nie przejmują. Skupią się na sobie. Są konsekwentni do bólu - mówi Czesław Michniewicz o reprezentacji Szwecji, z którą Polska we wtorek będzie walczyć o wyjazd na mundial. Początek meczu na Stadionie Śląskim o 20.45.
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl

Bartłomiej Kubiak: Podczas piątkowego treningu z boiska nagle zszedł Mateusz Wieteska. Po krótkiej rozmowie z nim krzyknął pan do pozostałych piłkarzy, że będzie trzeba dowołać z dziesięciu zawodników - tak szybko odpadają kolejni. Co się stało z obrońcą Legii?

Czesław Michniewicz: Mati dostał w głowę od Czarka Miszty w ostatnim meczu ligowym z Rakowem Częstochowa. Mówił, że troszkę źle się czuł po tym spotkaniu. Kiedy w piątek zaczęliśmy wykonywać na treningu ćwiczenia, parę razy uderzył piłkę głową, to jakieś dolegliwości po tamtym spotkaniu wróciły. Myślę, że wszystko będzie z nim OK. Ale na pewno go jeszcze przebadamy.

Zobacz wideo Długa lista problemów Michniewicza. "Będziemy obserwować go z drżącym sercem"

Wietesce kręci się w głowie po meczu z Rakowem, a czy pan ma duży ból głowy po spotkaniu ze Szkocją?

- Kiedy wróciłem po naszym meczu do hotelu, obejrzałem sobie jeszcze spotkanie Szwedów. Czesi wcześniej grali czwórką z tyłu, w czwartek wyszli trójką. Chyba myśleli podobnie jak my – zmienili taktykę, wiedząc, że zespoły, które wcześniej ze Szwedami wygrywały, grały właśnie w takim ustawieniu. To dobry sposób na nich. Też taki zakładaliśmy, ale nie wykluczam, że coś może tu jeszcze ulec zmianie.

By zaskoczyć rywala?

- Przede wszystkim dlatego, że posypała nam się linia obrony. I nie chodzi nawet o Wieteskę, ale wypadł nam Salamon, który miał być uzupełnieniem tej formacji.

Czy w tej sytuacji bierze pan pod uwagę, by dowołać kogoś na baraż ze Szwecją?

- Raczej nie. Jedynym zawodnikiem, o którym myślimy, jest Jakub Kamiński z młodzieżówki. Będę rozmawiał na ten temat z selekcjonerem U-21 Maćkiem Stolarczykiem - na pewno spotkamy się w Katowicach. Zobaczę, jak wyglądał czwartkowy mecz z Izraelem w wykonaniu Kamińskiego. Wiem, że zdobył bramkę, ale nasi trenerzy, którzy to spotkanie widzieli, mówili, że nie był to jego rewelacyjny występ. Przydałby nam się jednak ktoś, kto ożywiłby grę. Na skrzydłach mamy Michalaka, Płachetę, Frankowskiego. No, zobaczymy. Ewentualnie moglibyśmy wziąć z młodzieżówki Piątkowskiego, ale na razie raczej o tym nie myślimy.

Robert Lewandowski w piątek nie trenował. Dlaczego?

- Robert ma specjalny program siłowy, który musi odbyć, by wzmocnić mięśnie czworogłowe. I dziś właśnie to robi. Wszystko jest pod kontrolą, zaplanowane. O niego w ogóle się nie martwię. Ale sytuacja w ataku i tak wygląda bardzo słabo, bo są małe szanse, by ze Szwedami zagrali Piątek i Milik [rozmawialiśmy jeszcze przed badaniami Milika, które wykluczyły jego występ ze Szwecją na 100 proc.]. Z żywych, takich w pełni zdrowych napastników, jest dziś tylko Adaś Buksa.

Dwóch napastników na mecz ze Szwecją wystarczy?

- Pierwotnie powołaliśmy pięciu, to miało być optymalne rozwiązanie. Najpierw wypadł Świderski, który w ogóle nie przyleciał, potem kolejni. Jeśli nawet na siłę chcielibyśmy teraz kogoś dowołać, to nie za bardzo mamy kogo. Nie ma napastnika, który z marszu mógłby przyjechać i powalczyć o skład. Dlatego skupiamy się na tych, których mamy.

Dlaczego pan nie sprawdził Marcina Kamińskiego w meczu ze Szkocją?

- Wszystko przez wymuszone zmiany. Jeszcze w pierwszej połowie zszedł Salamon. Pierwotny zamysł był taki, by za niego wszedł Bielik, a później Wieteska miał pójść na prawą stronę. Na lewej postanowiliśmy wystawić Bednarka, który grał tak u Sousy i razem z Glikiem stanowili sprawdzoną parę. Uznaliśmy, że korzystniej będzie na lewą stronę wystawić Bednarka i szukaliśmy stopera na prawą, bo tam mamy większy wybór. Na tej pozycji może grać Helik, Salamon, w ostateczności "Wietes".

Ale Kamiński jest naturalnym półlewym stoperem, jest lewonożny.

- Można go było wstawić, ale patrzyliśmy na przyszłość. Chcieliśmy po 60 minutach zmienić Krychowiaka. Uzgodniliśmy z Grześkiem, że pogra właśnie tyle i chcieliśmy wprowadzić za niego Bielika. Do tej 60. minuty chcieliśmy zostawić Bielika na pozycji stopera, żeby później sobie nie blokować możliwości innych zmian, bo można było wstawić prawego obrońcę. Ale uznaliśmy, że mecz zaczął się układać dobrze dla nas, gra się zaczęła kleić, więc zdecydowaliśmy się na inne zmiany.

Czy to prawda, że Bielik wchodząc na boisko, powiedział do pana: "Trenerze, ja od dwóch lat nie grałem na stoperze"?

- Te słowa padły wcześniej, gdy rozmawiałem z nim podczas wizyty u niego w Derby. Nie wszystkie mecze jego oglądaliśmy, więc zapytałem, na jakiej grał pozycji. Odpowiedział, że gra w drugiej linii i od dwóch lat nie grał w obronie. Ale Krystian jest wszechstronny - poradzi sobie na obu pozycjach.

Jak Krychowiak zniósł 60 minut rozegranych na dużej intensywności?

- Karol Bortnik w nocy analizował to, mam już raport na mailu. Jeszcze tego nie sprawdzałem. Zrobię to później. Musimy analizować wszystko. Poziom zmęczeniowy zawodników także. By ich szybko zregenerować i postawić na system, którym zagramy ze Szwedami. Chcieliśmy zagrać trójką stoperów, ale teraz wszystko się pozmieniało i nie wiem, czy nie przejdziemy na czterech.

Szwedzi mają mętlik w głowie?

- To zimny naród, chłodny chów. Nawet jak grają w piłkę, potrafią czekać na twój błąd przez 90 minut. W czwartek, w końcówce meczu, to Czesi chcieli zakończyć spotkanie bramką w normalnym czasie, a Szwedzi czekali na swoją szansę. Są konsekwentni do bólu. Nie przejmują się jakimś jednym niepowodzeniem czy dobrą akcją przeciwnika. Tak samo jak za bardzo nie przejmują nami. Myślę, że skupią się na sobie. To jest bardzo doświadczony zespół. Grający właściwie w tym samym składzie cały czas. Mieli swoje problemy, ale teraz dojdzie im Emil Krafth – obrońca. Mieli też kilka drobnych urazów. Zobaczymy, jak się będzie prezentował Viktor Claesson. Ten, który grał razem z Krychowiakiem.

Przez kontuzje rozsypał się panu plan?

- Nie mam żadnego mętliku w głowie. Staram się szukać rozwiązania. Na tym skupiliśmy się ze sztabem, po meczu ze Szkocją rozmawialiśmy bardzo długo. Narzekanie nic nie pomoże. Mamy jeszcze wielu piłkarzy do wyboru. Na niektórych pozycjach - jak w ataku - jest wprawdzie niewesoło, ale paniki nie ma.

Bartłomiej Kubiak
Więcej o: