Rzut karny w 93. minucie! Piątek ratuje Polaków w ostatniej akcji meczu

Reprezentacja Polski zremisowała na wyjeździe ze Szkocją 1:1. Debiut Czesława Michniewicza bez udziału Roberta Lewandowskiego nie wypadł okazale, a remis Polacy uratowali w ostatniej akcji meczu, gdy Krzysztof Piątek najpierw wywalczył, a następnie wykorzystał rzut karny. Jedno jest pewne - we wtorek w barażu ze Szwecją na Stadionie Śląskim musi być zdecydowanie lepiej.

W czwartkowy wieczór nadszedł czas na debiut nowego selekcjonera Czesława Michniewicza i ostatni sprawdzian piłkarskiej reprezentacji Polski przed finałem baraży o mistrzostwa świata, który odbędzie się 29 marca na Stadionie Śląskim w Chorzowie. W XXI wieku żaden selekcjoner reprezentacji Polski nie wygrał spotkania w swoim debiucie, a Michniewicz chciał to zmienić w meczu towarzyskim na Hampden Park w Glasgow ze Szkocją. On sam zadecydował jednak, że zrobi to bez oszczędzanych na baraż Roberta Lewandowskiego i Wojciecha Szczęsnego. W pierwszym składzie Biało-Czerwonych wystąpił za to debiutujący w kadrze Szymon Żurkowski.

Zobacz wideo Ivan zabrał piłkę i uciekł z mamą do Polski. "Syn pyta: mój dom jeszcze stoi?"

Dominacja Szkotów i dwie kontuzje podstawowych piłkarzy

Od początku meczu zdecydowanie agresywniejszą stroną na boisku byli Szkoci, którzy w ten sposób byli w stanie zdominować reprezentację Polski. Znakomicie grali pomocnicy z Premier League - Billy Gilmour, John McGinn czy Nathan Patterson. I to właśnie Patterson stworzył sobie pierwszą dobrą okazję w tym meczu, wpadając w pole karne po rajdzie przez pół boiska. Zawodnik Evertonu uderzył jednak zbyt lekko, by zaskoczyć Łukasza Skorupskiego.

Później niespodziewanie dwie dobre szanse mieli Polacy. Najpierw po podaniu Żurkowskiego fatalnie skiksował w polu karnym Jakub Moder, a następnie po centrze Grzegorza Krychowiaka z kilku metrów spudłował głową Bartosz Salamon. 

W kolejnych minutach pierwszej połowy już tylko Szkoci zagrażali bramce rywala. Czynili to jednak głównie za sprawą strzałów z dystansu, które w większości były niecelne. Dopiero tuż przed przerwą wykazać musiał się Skorupski, odbijając mocne uderzenia Pattersona i Gilmoura.

Do przerwy było 0:0, a jeszcze gorszą informacją niż słaba gra Polaków były urazy mięśniowe Arkadiusza Milika i Bartosza Salamona. Szczególnie kontuzja pachwiny obrońcy Lecha wyglądała poważnie, podczas gdy Milik poczuł ukłucie w mięśniu dwugłowym. Obu może we wtorkowym barażu zabraknąć. 

Arena Lublin. Mecz kwalifikacyjny do Mistrzostw Europy Polska - IzraelCztery gole w kluczowym meczu el. MME. Trudna sytuacja Polaków

Piątek do trzech razy sztuka. Z karnego dał remis

W drugiej części gry Polacy grali nieco lepiej. Już nie dawali się tak zdominować i odgryzali się Szkotom. Zaczął niecelnym strzałem z dystansu Krzysztof Piątek, a w odpowiedzi po stracie Krychowiaka w świetnej sytuacji znalazł się John McGinn, który minął już nawet Skorupskiego, ale zaczepiony przez Polaka się nie przewrócił i stracił piłkę. 

Później Piątek miał doskonałą akcję do zdobycia bramki. W 65. minucie, po kontrataku i podaniu wprowadzonego chwilę wcześniej na boisko Sebastiana Szymańskiego, napastnik Fiorentiny wpadł w pole karne i ściął z piłką do środka, mijając dwóch rywali. Jego uderzenie już zdołało minąć bramkarza Craiga Gordona, ale zostało fantastycznie zatrzymane na linii bramkowej przez Gilmoura. 

Trzy minuty później było już za to 1:0 dla Szkotów. Z rzutu wolnego świetnie dośrodkował McGinn, linię spalonego złamał Piotr Zieliński, a bramkę głową zdobył nieupilnowany przez Krystiana Bielika obrońca Arsenalu Kieran Tierney. 

Czesław Michniewicz starał się zmieniać, wprowadził Kamila Grosickiego, a po wpuszczeniu Adama Buksy zmienił ustawienie na 4-4-2. I gdy wydawało się, że na boisku już do samego końca nic ciekawego się nie wydarzy, w ostatniej akcji spotkania po zgraniu głową Buksy do piłki w polu karnym dopadł Piątek i zahaczony przez Craiga Gordona wywalczył rzut karny. Jedenastkę na gola zamienił sam Piątek i mecz zakończył się remisem 1:1. 

Debiut Czesława Michniewicza nie wypadł jednak dobrze, jeśli chodzi o poziom gry Biało-Czerwonych. Należy jednak mieć nadzieję, że we wtorkowy wieczór, przed własną publicznością na Stadionie Śląskim i z Robertem Lewandowskim w wyjściowym składzie, będzie zdecydowanie lepiej. 

Więcej o: