Szpieg, bez którego polscy piłkarze nie wyobrażają sobie kadry. "Cudowne dziecko"

Kacper Sosnowski
- Szpieg, o którym dużo słychać, to nie jest dobry szpieg - mówi Hubert Małowiejski, człowiek z cienia, bez którego nie istnieje piłkarska reprezentacja Polski. Wynalazł go Franciszek Smuda, a potem do sztabu w roli analityka brał go każdy selekcjoner - nawet pracujący głównie z rodakami Paulo Sousa. Czesław Michniewicz będzie jego szóstym szefem w reprezentacji.

- Z Hubertem pracować chce każdy, bo to jest łebski facet, profesjonalista i fachura jakich mało - piłkarze, trenerzy i wszyscy współpracownicy mówią o Hubercie Małowiejskim właściwie w ten sam sposób. Nic więc dziwnego, że 44-letni płocczanin właśnie obchodził dwunastolecie pracy w reprezentacji. Był przy niej podczas 142 meczów, czyli więcej razy niż Robert Lewandowski, który zaczynał przygodę z kadrą chwilę przed nim. - Hubert to mój wynalazek, to cudowne dziecko. Umiejętności, które on ma, nie można się nauczyć. Z nimi trzeba się urodzić - mówi Franciszek Smuda, który jako pierwszy dał Małowiejskiemu szansę pracy przy wielkiej piłce.

Zobacz wideo "Michniewicz nie był wymarzonym kandydatem Kuleszy"

Poliglota z licencją trenera. Ale grę wolał rozbierać na czynniki pierwsze

W czasach, gdy był studentem warszawskiej AWF na specjalizacji "Analiza gry", Małowiejski w ramach stażu obserwował właśnie pracę Smudy. Wówczas - trenera wielkiego Widzewa, który właśnie awansował do Ligi Mistrzów. Przyglądał się pracy "Franza", ale że sam nigdy nie chciał być trenerem, to chętnie patrzył w drugą stronę - analizował grę przeciwników Widzewa. Robił to skrupulatnie, systematycznie, uczył się metod, które później przydały mu się przy tworzeniu reprezentacyjnego banku informacji, z którego korzystali trenerzy i piłkarze.

Smuda ambitnego studenta zapamiętał, kilka lat później zaproponował Małowiejskiemu pracę na Cyprze. - Był młodym, inteligentnym chłopakiem, który dogadywał się z każdym. Dziś widać doskonale, że nikt nie zasługuje na pracę w reprezentacji tak, jak on - wspomina Smuda.

W Omonii Nikozja Małowiejski był nie tylko analitykiem, ale też jednym z asystentów Smudy - prowadził rozgrzewki na treningach i po kilku miesiącach robił to nawet w języku greckim. Języki zresztą nigdy nie sprawiały mu problemu, Małowiejski to poliglota. Zna angielski, rosyjski, włoski, niemiecki i hiszpański - z tym ostatnim pomogła mu żona, która jest tłumaczką. Poza komunikacją w języku greckim Małowiejski dogada się także po francusku. Dla piłkarskiego szpiega, którego zadaniem jest wyszukiwanie tajnych informacji - to warunek dobrej pracy.

Ale nie tylko języki są oczywiście atutem Małowiejskiego. Podstawą jest olbrzymia wiedza o futbolu, o czym świadczy choćby licencja trenerska UEFA A. Małowiejski nigdy jednak nie chciał być trenerem. Uważał, że niekoniecznie ma do tego charakter czy zdolności przywódcze. Wolał analizować, podpatrywać, rozbierać na czynniki pierwsze i przekazywać swą wiedzę innym. Dlatego nie poszedł w ślady ojca.

"Zawodnicy mają do niego zaufanie"

Małowiejski pochodzi ze sportowej rodziny i na stadionach bywał od dziecka. Jego tata, Włodzimierz, na przełomie wieków był trenerem Wisły Płock, Hutnika, a potem Polonii Warszawa czy Podbeskidzia Bielsko-Biała. W Warszawie z "Czarnymi Koszulami" zdobył wicemistrzostwo Polski w 1998 roku. W kilku innych klubach pełnił też rolę asystenta.

- Kojarzyłem pana Włodzimierza z Płocka, bo często przychodził na mecze, ale z Hubertem poznałem się dopiero w kadrze – wspomina były selekcjoner Jerzy Brzęczek. - Nasza pierwsza rozmowa odbyła się przez telefon, ale nie trzeba było wiele czasu, by Huberta docenić i przekonać się, że chcemy go w sztabie. On ma niesamowitą wiedzę o piłkarzach, doświadczenie zdobyte na kilku wielkich imprezach i wyczucie tego, co się dzieje podczas meczu – zachwala Brzęczek, który - rzecz jasna - włączył Małowiejskiego do swojego sztabu. Podobnie uznał zresztą Paulo Sousa, który zwykle pracuje tylko ze swoimi portugalskimi kolegami.

W kadrze Małowiejski pracował już z tyloma piłkarzami, że trudno ich zliczyć. Dobrze wspominają go wszyscy, także trenerzy - m.in. Tomasz Frankowski, który był asystentem Smudy. - Hubert ma szeroką wiedzę. Interesuje się taktyką, jest inteligentny. W naszej kadrze jego zadaniem było przekazywanie kluczowych komunikatów o rywalu w sposób zwięzły i łatwy. Smuda dawał mu na to pięć minut. To chyba wtedy nauczył się szybko mówić - śmieje się Frankowski. - Zawsze ciekawie robił te analizy, piłkarze się na nich na pewno nie nudzili – przyznaje Smuda.

Paulo Sousa (obecny selekcjoner) oraz Leo Beenhakker (były selekcjoner; Wronki 2008 rok). Źródło: Agencja GazetaPZPN zrobił to, co najlepsze kadry robią od lat. Wracamy do światowego nurtu

- Może i wygląda na człowieka nieco wycofanego czy zamkniętego, ale on naprawdę potrafi barwnie opowiadać. A opowieści ma sporo, pamiętam, że na kilku zgrupowaniach trochę żeśmy się z różnych historii pośmiali – wspomina Brzęczek. I podkreśla wagę banku informacji, który stworzył w kadrze Małowiejski. - Każdy zawodnik dostawał na dysku analizę gracza, z którym walczył. Znał jego charakterystyczne zachowania, miał takie kompendium wiedzy podparte materiałami wideo. Polscy piłkarze, którzy go dobrze znają, mają do Huberta pełne zaufanie. Przed meczem zawsze jest grupa, która korzysta z jego wiedzy, o coś konkretnego jeszcze dopytuje. A on dostarcza wszelkich informacji.

- Hubert ma super kontakt z zawodnikami i jest bardzo lojalny. Nigdy na nikogo złego słowa nie powiedział, nie wynosił informacji na zewnątrz, a widział sporo. Zawodnicy są z nim związani i go cenią. I jako człowieka i jako specjalistę - dodaje Smuda.

Jak James Bond

Wiedza o rywalach pozyskiwana jest w różny sposób. Statystyki, profile graczy i ich charakterystyki - tego często dostarczają rozbudowane programy analityczne. Są też jednak dość istotne informacje, których nie da się znaleźć w sieci. Jakim ustawieniem zagra rywal, jaki będzie miał plan na mecz, jak zachowa się przy stałych fragmentach gry - tego można się domyślić, ale można też precyzyjnie wydedukować. By to zrobić, trzeba mieć ogromną wiedzę. I Małowiejski ją zdobywa.

Czasem więc zmienia się szpiega, czy też agenta wywiadu i staje się niczym James Bond - w ciemnych okularach wchodzi tam, gdzie nikt nie zaprasza. Ma swoje sposoby maskowania, ma swoje źródła. Szczegóły zna tylko Małowiejski, ale zdradzać ich nie chce. Niektóre z nich zapewne mocno zaskoczyłyby niektórych naszych przeciwników.

Dekadę temu byli jak polskie kluby. Stali się potęgą i odskoczyli niemiłosiernieDekadę temu byli jak polskie kluby. Stali się potęgą i odskoczyli niemiłosiernie

Ważna jest także siatka kontaktów, którą Małowiejski pielęgnuje. Podczas swej pracy i wyjazdów miał też okazję poznania kilku wielkich trenerów. Postacią, którą od zawsze cenił najbardziej, był Arrigo Sacchi. W latach 90., jako nastolatek, Małowiejski zachwycał się naszpikowanym gwiazdami Milanem. Mecze tej drużyny, tiki taka Milanu, wyprzedzały epokę - były ucztą dla kibiców, ale i analityków. Sacchi wyznaczał trendy: wysoki pressing, czwórka w linii, krycie strefowe - to wtedy było przełomem. Z Włochem Małowiejski miał zresztą okazję potem wielokrotnie rozmawiać, bo był we Włoszech na zagranicznym stażu. A gdy dekadę temu Sacchi przyleciał do Polski, Małowiejski był jego tłumaczem.

"Szpieg, o którym dużo słychać, to nie jest dobry szpieg"

Dlaczego Małowiejski - tak ważny dla piłkarzy i trenerów człowiek - tak rzadko jest świeczniku? - Hubert  zawsze hołdował zasadzie "Im ciszej jedziesz, tym dalej zajedziesz" - mówi Frankowski. - To ważny człowiek, który jednak zawsze był gdzieś w cieniu.

- Szpieg, o którym dużo słychać, to nie jest dobry szpieg - uśmiecha się pytany przez nas Małowiejski. Pytany o różne szczegóły swojej pracy, dodajmy. Nie ma potrzeby się nimi dzielić, mówi tylko, że najlepiej niech opowiadają o nim inni.

- Ja o splendor nie zabiegam. Pasuje mi to, że jestem w cieniu. Ja jestem przecież dla trenerów, piłkarzy i związku. Jeśli oni są zadowoleni z mojej pracy i pokazują mi wystawiony w górę kciuk, to dla mnie to jest najważniejsze - mówi krótko Małowiejski. Na jego biurku leżą już bilety lotnicze do kilku krajów i kilka par przyciemnianych okularów. Kierunki i cele najbliższych podróży są oczywiście związane z marcowym meczem z Rosją, pierwszym barażem o mundial w Katarze. Ale o szczegóły nie ma co Małowiejskiego pytać. Znacie powiedzenie o dobrym i niedobrym szpiegu?

Więcej o: