"Sztuczka" Michniewicza zablokowała nawet prezesa PZPN. "Robert akurat się dodzwonił"

- Rzeczywiście, tak poblokowałem wszystkich, że jak przed konferencją usiedliśmy z prezesem przy stole, to pokazał mi, że dzwoni do mnie, a u mnie nic. Ściągnąłem już te wszystkie blokady, które mi syn pokazał, ale widocznie coś jeszcze nie działa tak, jak trzeba - mówi Czesław Michniewicz w rozmowie ze Sport.pl.

Dominik Wardzichowski, Jakub Seweryn: Czy autokar będzie mógł cofać?

Czesław Michniewicz: Jeżeli będzie taka potrzeba, to na pewno. Ale wiem, do czego panowie zmierzacie. Podobnie jak Adam Nawałka też mam przesądy, myślę, że każdy człowiek je posiada. Musimy się jednak skupić na tym, żeby dobrze grać w piłkę, a przesądy zostawić z boku.

Zobacz wideo "Nie chcę, żeby taki człowiek był selekcjonerem reprezentacji Polski. To go dyskwalifikuje"

Kiedy dokładnie rozpoczęły się pana rozmowy z Cezarym Kuleszą i jak pan zareagował na telefon od prezesa z intencją rozmów o przejęciu reprezentacji?

- Nie mogę powiedzieć, kiedy się to rozpoczęło, bo tak się z prezesem umówiłem. Cieszę się, że to wszystko nie wyciekło do mediów, bo wielokrotnie się ostatnio mówiło, że to ode mnie wychodzą informacje o transferach Legii. To była totalna bzdura – mnie w Legii już nie ma, a transfery dalej wyciekają.

Z prezesem Kuleszą rozmawiałem kilkakrotnie. Pytał mnie o różne rzeczy, ale na początku zaznaczał, że jestem jednym z wielu kandydatów, a prezes podejmie decyzję w odpowiednim czasie. Ale jeśli jestem zainteresowany, to mam myśleć o ewentualnej pracy, bo jak następnym razem zadzwoni, to chciałby znać więcej szczegółów.

Trudno było to utrzymać w tajemnicy? Szczególnie gdy rozmowy stały się bardziej zaawansowane?

- Do pewnego momentu było łatwo, bo dziennikarze mieli innych faworytów. Ja w tym rankingu dość znacząco spadłem, nikt się mną nie interesował. Dopiero pod koniec procesu, gdy do podpisania kontraktu było coraz bliżej, do mediów wyciekła informacja, że wracam do gry i zaczęło się szaleństwo. Nie chciałem nikogo okłamywać, bo znam wielu dobrych dziennikarzy, których pracę szanuję i którzy chcieli się upewnić - wolałem nie odbierać telefonu niż kłamać. Wraz z synem zrobiłem "sztuczkę" z telefonem, żeby tylko pożądane osoby mogły się do mnie dodzwonić.

Ale przez tę "sztuczkę" podobno prezes Kulesza też nie mógł się dodzwonić...

- Rzeczywiście, tak poblokowałem wszystkich, że jak przed konferencją usiedliśmy z prezesem przy stole, to pokazał mi, że dzwoni do mnie, a u mnie nic. Ściągnąłem już te wszystkie blokady, które mi syn pokazał, ale widocznie coś jeszcze nie działa tak, jak trzeba.

Musi pan uważać, bo jeszcze Robert Lewandowski zadzwoni i spotka go to samo.

- Robert akurat się dodzwonił, rozmawiałem z nim w niedzielę. Jesteśmy już umówieni, że w tym tygodniu porozmawiamy w cztery oczy. Warto nakreślić plan tej współpracy, bo Robert jest piłkarzem światowego formatu i musi grać na mistrzostwach świata. Trzeba zrobić wszystko, aby zagrać w Katarze.

Co pan poczuł, gdy prezes Kulesza poinformował pana, że na selekcjonera wybrał właśnie pana?

- Byłem bardzo szczęśliwy, ale też, gdy się obudziłem następnego dnia, powiedziałem do żony: "Czy ty zdajesz sobie sprawę, jaka presja będzie ciążyła na mnie i na was? Każdy ruch może być wykorzystany. Przygotujcie się na obrażanie i krytykę, czasem totalną, często niezasłużoną". Powiedziałem to dzieciom, ale w odpowiedzi usłyszałem: "Tato, zniesiemy to".

Pański kontrakt ma obowiązywać do końca 2022 roku, ale z naszych informacji wynika, że jest nim opcja wcześniejszego rozwiązania w przypadku niepowodzenia w barażach o mundial.

- Każdy kontrakt można rozwiązać, również mój. To nie jest problem, tylko trzeba to zrobić na określonych zasadach. W Legii miałem kontrakt do końca sezonu, a nie pracuję od października. To nie jest tak, że prezes ma związane ręce, ale są tego jakieś konsekwencje.

Zaczęliśmy rozmowę od nawiązania do Adama Nawałki. Czy miał pan okazję rozmawiać z byłym selekcjonerem już po nominacji?

- Po nominacji jeszcze nie, ale wcześniej mieliśmy świetne relacje pracując wspólnie w PZPN. Dużo zawdzięczam trenerowi Nawałce, który mi pomógł w prowadzeniu kadry do lat 21. Bardzo dobrze nam się współpracowało, ale w pewnym momencie nasze drogi się rozeszły. Przez cały czas byliśmy jednak w kontakcie i nasze relacje opierały się na dużej serdeczności. Myślę, że w najbliższych dniach skontaktuję się z trenerem Nawałką i wtedy porozmawiamy dłużej o reprezentacji Polski.

A planuje pan porozmawiać z Paulo Sousą?

- Nie, Paulo Sousa jest w Brazylii, już zbyt wiele go z Polską nie łączy. A Adama Nawałkę znam, to bardzo mądry i dobry człowiek. Czy jest trenerem reprezentacji, czy nie, zawsze będzie jej kibicował. Może nadarzy się też okazja do zamienienia kilku słów z Jurkiem Brzęczkiem, bo każde przemyślenia byłego selekcjonera po zakończeniu pracy są dla mnie bardzo istotne, a ja zamierzam w pełni wykorzystać te 52 dni, które pozostały do meczu z Rosją.

Jak z pana perspektywy wyglądało to odejście Paulo Sousy?

- Jeśli trener odchodzi jeszcze przed decydującymi meczami, to trudno o pozytywną ocenę. Ale nie chciałbym nikogo oceniać, od tego są dziennikarze i kibice. Paulo Sousa postąpił jak postąpił, a ja jestem na jego miejscu i cieszę się z tego.

Pan w swoim czasie zostawił kadrę młodzieżową na rzecz Legii Warszawa, ale na konferencji prasowej mówił pan, że nie można tego w żaden sposób porównać.

- Bo przebiegało to zupełnie inaczej, nikogo nie zaskoczyłem moją decyzją. Propozycja została zaakceptowana przez prezesa Zbigniewa Bońka i dopiero wtedy zaczęły się negocjacje z Dariuszem Mioduskim i Legią Warszawa. Umówiliśmy się, że doprowadzę do końca eliminacje kadry do lat 21, ale tuż przed ostatnimi meczami prezes zadecydował, że w nich trenerem drużyny będzie już Maciek Stolarczyk.

Czy były jakieś elementy w reprezentacji Polski Paulo Sousy, które się panu podobały?

- Byłem na Stadionie Narodowym na zremisowanym 1:1 meczu z Anglią i bardzo mi się on podobał. Polacy grali bardzo dobrze, odważnie, w ostatniej minucie zdobyli bramkę, ale już wcześniej byli bardzo mocno zaangażowani i bardzo dobrze ustawieni. Oglądało się to z dumą i radością, to był najlepszy mecz naszej reprezentacji za kadencji Paulo Sousy. Chciałbym, żeby Polska grała właśnie na takim poziomie i to przeciwko tak mocnej drużynie, jaką jest Anglia.

Czyli chciałby pan, żeby reprezentacja Polski grała wysokim pressingiem i agresywnie atakowała nawet wyraźnie mocniejszych rywali?

- Chciałbym, żeby w grze reprezentacji było wszystko. W piłce nożnej drużyny wielokrotnie w trakcie meczu tracą piłkę. I na tą stratę trzeba umieć właściwie zareagować, a także umieć wykorzystać czas, gdy masz piłkę przy nodze. W dzisiejszej piłce akcje rozgrywane są bardzo długo zanim oddany jest strzał, a wcześniej było tak, że te akcje były bardzo krótkie. Jak się popatrzy dziś na Inter Mediolan, grający w lidze włoskiej, którą bardzo lubię, to wygląda to tak, że przeciwnik rozgrywa piłkę, a Inter cierpliwie czeka na odpowiedni moment, żeby odebrać piłkę i ruszyć z nią w drugą stronę.

Przylgnęła do pana łatka trenera defensywnego, który chce przede wszystkim nie tracić goli. To też będzie jeden z celów pana drużyny?

- To trochę jak z kierowcami. Jeden jeździ wolno, drugi brawurowo, ale ten pierwszy może spokojnie zdążyć na miejsce, nie powodując przy tym zagrożenia i wypadków. Trzeba mieć wyobraźnię. Trzeba wiedzieć, kiedy można zaatakować, ale też trzeba umieć się bronić. Ktoś stawia mi zarzut, że moje zespoły są nastawione na defensywę, ale one są po prostu dobrze zorganizowane, co było widać na przykładzie reprezentacji młodzieżowej czy Legii. Mówili o tym Luciano Spalletti, trener Slavii Praga czy Brendan Rodgers z Leicester.

Na konferencji mówił pan wiele o "Misji: Rosja". Zaczął pan już analizować naszego najbliższego rywala. Jakie pan widzi jego najmocniejsze punkty?

- Trzeba wziąć pod uwagę, że Rosjanie będą grali u siebie. To będzie marzec, ale nie zmienia to faktu, że wciąż możemy zagrać przy -10 stopniach. Na to trzeba być przygotowanym. Na dniach wyjaśni się to, gdzie dokładnie zagramy. Jeśli na stadionie Dynama, to będzie dużo mniejszy obiekt. Jeżeli na Łużnikach, to stadion jest ogromny i przy warunkach atmosferycznych trzeba brać pod uwagę nie tylko temperaturę, ale też wiatr. Pamiętamy, jak wyglądały igrzyska w Moskwie. Gdy Rosjanie rzucali oszczepem, to otwierano szeroko drzwi stadionu, żeby ten radziecki oszczep dzięki wiatrowi leciał daleko. Musimy być przygotowani na te niedogodności.

Rosjanie pracują z trenerem Walerym Karpinem, który przyszedł po Stanisławie Czerczesowie. Z Czerczesowem mam fantastyczny kontakt, wysyłał mi gratulacje, ale na pewno nie będę go prosił o rozpracowanie Rosjan.

Właśnie mieliśmy pytać, czy będzie jakiś kontakt w tej sprawie.

- Nie, bo nie chcę postawić trenera Czerczesowa w złym świetle, znając jego dumę i lojalność. Sam zmierzam analizować grę poszczególnych zawodników nie tylko w reprezentacji Rosji, ale też w klubach. Kilku znam z reprezentacji młodzieżowej, jak Diwiejew, Safonow, Rasskazow czy napastnik CSKA Czałow, który jest szybki i silny, podobny troszeczkę do Dziuby. Rosjanie mają problem z tą pozycją, gdyż za kartki nie zagra Fiodor Smołow. Oprócz niego zawieszony jest także Aleksandr Gołowin z Monaco.

Będę się zastanawiał też nad ich ustawieniem, bo choć zazwyczaj grają systemem 4-3-3, to na ten mecz mogą przygotować coś innego. Biorąc pod uwagę to, że zagrają na Roberta Lewandowskiego, mogą skupić się głównie na nim i przejść na trójkę stoperów.

Wróciliśmy do Lewandowskiego, o którym pan mówił, że będzie pierwszym piłkarzem, z którym pan się spotka w najbliższych dniach. Jak może wyglądać wasza rozmowa?

- Zamierzam zapytać Roberta, co z jego perspektywy – najlepszego piłkarza świata – powinniśmy zrobić jako drużyna, aby zwiększyć nasze szanse na awans do mistrzostw świata. Chcę wiedzieć, co on czuje, chcę poznać jego przemyślenia. Chciałbym stworzyć mu takie warunki, żeby miał wiele sytuacji, a nie musiał liczyć na jedną jedyną okazję w meczu. Tu musi mu pomóc drużyna i chciałbym, żeby funkcjonowała ona w taki sposób, by umiała wyeksponować swoje atuty, które pozwolą nam na stwarzanie sytuacji. Żebyśmy nie musieli się uciekać do jednego stałego fragmentu gry czy kontrataku.

Po młodzieżowych mistrzostwach Europy Lewandowski skrytykował styl gry pańskiej reprezentacji, a pan później stwierdził, że Lewandowski to dla pana "ani brat, ani swat i raczej nie będziecie razem współpracować".

- Jeżeli gra się z Belgią, Włochami i Hiszpanią, to nie ma co się oszukiwać, że będzie się stroną dominującą. Ale można się do takich meczów odpowiednio przygotować. I my przygotowaliśmy się tak, że wygraliśmy dwa mecze, w tym ten z reprezentacją Włoch, gdzie grali Mancini, Barella, Kean czy Chiesa, którzy teraz stanowią o sile pierwszej kadry mistrzów Europy i grają w wielkich klubach. Wygraliśmy 1:0, a Robert powiedział, że taki sposób gry mu się nie podoba. Dlaczego? Pewnie dlatego, że jego Bayern nigdy tak nie gra. Jest za mocny, by bronić się aż tak głęboko. Robertowi taka gra może się nie podobać, ale jak chcesz wygrać z mocniejszym od siebie, musisz to zrobić sposobem.

Dzisiaj, mówiąc o reprezentacji Polski i czekających nas barażach, wszyscy się zgodzą, że styl jest nieważny, liczą się tylko zwycięstwa. Czy gdybyśmy postawili na efektowną grę i przegrali w Moskwie 4:5, to ktoś usprawiedliwiłby taką porażkę. Nie, bo w tym przypadku liczy się tylko wygrana. A ja chcę, żeby moja drużyna wygrywała. Oczywiście, wielkie zespoły są w stanie to robić na własnych zasadach, narzucając swój styl gry. Ale takich zespołów jest w piłce niewiele.

Jak dzisiaj wygląda w pańskiej głowie ustawienie reprezentacji Polski?

- Tu warto się cofnąć do rewanżowego meczu Legii ze Slavią Praga i tego jak w nim reagowaliśmy. Po pierwszym meczu było 2:2. Na początku rewanżowego spotkania jeden z rywali dostał czerwoną kartkę, więc zmieniliśmy ustawienie. Potem straciliśmy bramkę i też dokonaliśmy korekt taktycznych. W sumie w tym meczu zagraliśmy trzema różnymi ustawieniami i ostatecznie to spotkanie wygraliśmy. Chciałbym, żeby reprezentacja Polski też mogła grać w kilku różnych ustawieniach.

Załóżmy, że reprezentacja gra trójką zawodników w linii ataku – można grać jednym wysuniętym napastnikiem i dwiema "dziesiątkami", które kreują sytuacje. Można grać dwoma napastnikami i jedną "dziesiątką" za nimi, a można też napastnikiem i szeroko ustawionymi skrzydłowymi. Niby jedno ustawienie, a tak naprawdę trzy na bazie jednego systemu. Każdy z reprezentantów gra w klubie w innym ustawieniu i ma inne nawyki. Ja muszę wybrać te, które będą nam potrzebne w reprezentacji, żeby one się ze sobą zazębiały. Ustawienie będzie zależne od tych atutów.

Paulo Sousa na starcie swojej kadencji powiedział jasno, że Wojciech Szczęsny będzie u niego numerem 1. Czy tak też będzie u pana?

- Innej odpowiedzi być nie może. Wojtek jest świetnym bramkarzem, który gra w znakomitym klubie, podczas gdy Łukasz Fabiański zakończył reprezentacyjną karierę. Za plecami Szczęsnego jest doświadczony Łukasz Skorupski, ale są też młodzi – Bartek Drągowski, Kamil Grabara czy Radek Majecki. To są zawodnicy, którzy też się przebijają w Europie.

A zamierza się pan zainteresować 17-letnim Gabrielem Sloniną z Chicago Fire, rewelacją MLS?

Na pewno nie przed meczem z Rosją. Potrzebujemy stabilizacji i musimy oprzeć kadrę na tych zawodnikach, którzy się w niej już pokazali. A jeśli wszystko dobrze się ułoży i będę pracował dalej z reprezentacją, to w Lidze Narodów będzie można sprawdzać inne koncepcje.

Drągowski, Grabara czy Majecki grali w pana reprezentacji młodzieżowej. Pamiętamy rozmowę, w której mówił pan, że jeśli kiedyś dostąpi pan zaszczytu poprowadzenia pierwszej reprezentacji, to podwójną satysfakcją będzie to, jeżeli będzie mógł pan współpracować z piłkarzami, których miał pan w drużynie U-21. Dzisiaj czuje się pan podwójnie usatysfakcjonowany?

Tak, zrobiłem nawet taką listę na poszczególnych pozycjach – po czterech-pięciu zawodników na jedną pozycję. Zauważyłem, że na tej liście jest ponad 20 piłkarzy, z którymi współpracowałem. Na dzisiaj osiemnastu z nich pracowało ze mną w reprezentacji młodzieżowej. Ale to nie jest moja zasługa, żeby tak nie zabrzmiało. W reprezentacji grali najlepsi Polacy, a ja po prostu wybierałem tych najlepszych. Po młodzieżówce kolejnym krokiem jest pierwsza reprezentacja i cieszę się, że te kariery się rozwijają.

Różnicą między panem a Paulo Sousą ma być też to, że chce pan być bardziej otwarty na zawodników z ekstraklasy, z których Sousa nie korzystał. Widzi pan zawodników z polskiej ligi, którzy są w stanie już teraz dać jakość kadrze?

Załóżmy, że chcemy grać trójką stoperów. Mamy Glika, Bednarka, Helika, może wracającego po kontuzji Piątkowskiego czy Kędziorę. Byłby jeszcze Dawidowicz, ale on jest poważnie kontuzjowany. Z tej piątki trzech gra, dwóch jest do rywalizacji, a musimy mieć ich więcej na wypadek kontuzji, kartek czy koronawirusa. Skoro nie mamy ich za granicą, musimy ich sobie przygotować z Polski. Dlatego będę im się przyglądał.

Bereszyński gra w klubie jako prawy obrońca, może grać jako wahadłowy. A ja chciałbym odtworzyć zawodnikom pozycje, na których grają w klubie. Oczywiście, nie zawsze będzie to możliwe. Wstawienie Bereszyńskiego jako środkowego obrońcy czy Płachety jako wahadłowego jest na zasadzie, że on tam zagra, bo jest dobrym piłkarzem, ale to nie jest jego optymalna pozycja. A my musimy ograniczyć ryzyko w postaci wszystkiego nowego – nowy trener, nowe założenia, nowa pozycja. Za dużo.

Czyli Mateusz Wieteska może się spodziewać powołania?

Niczego mu nie mogę obiecać, ale jeśli Mateusz będzie grał tak, jak grał u mnie w Legii, gdy wspólnie zdobywaliśmy mistrzostwo Polski czy dobrze prezentowaliśmy się w pucharach, to jak najbardziej ma szanse na powołanie.

Są też doświadczeni piłkarze na tej pozycji, jak Pazdan czy Jędrzejczyk, na skrzydło może być brany pod uwagę Grosicki.

W kontekście młodych zawodników wspomina się też o Sebastianie Szymańskim i Szymonie Żurkowskim, którzy pokazują się z dobrej strony w Europie.

Widzę ich w kadrze, szczególnie Sebastiana Szymańskiego, który gdy przychodził do reprezentacji młodzieżowej, był o trzy lata młodszy od kolegów i rywali. W piłce młodzieżowej to przepaść, a on mimo wszystko wszedł do pierwszego składu i był jednym z naszych najlepszych piłkarzy na mistrzostwach Europy. Teraz świetnie się prezentuje w Dynamie, utrzymujemy kontakt i myślę, że jest to zawodnik, który może nam dać sporo różnorodności. Może występować jako "8" lub "10", może grać jako skrzydłowy w ustawieniu 4-3-3, na obu stronach. Daje mnóstwo opcji i oby tylko ze zdrowiem było wszystko okej, bo jest po drobnym zabiegu.

Dwaj piłkarze w reprezentacji wywołują sporo kontrowersji. To Piotr Zieliński i Grzegorz Krychowiak. Ma pan pomysł na to, jak maksymalnie wykorzystać ich potencjał?

Obaj to fantastyczni piłkarze. Krychowiak zna doskonale ligę rosyjską. Praktycznie co tydzień gra z którymś z reprezentantów. Jego doświadczenie bardzo nam się przyda. Chcę do niego pojechać, porozmawiać i nakreślić to, jak chcielibyśmy grać i jego zadania na boisku. Nie ukrywam, że zamierzam porozmawiać także z trenerami Szymańskiego i Krychowiaka, znam dyrektorów sportowych obu klubów. Chcę, aby wiedzieli, że są to dla nas bardzo ważni zawodnicy.

A Zieliński? Często się mówi, że jego potencjał jest niewykorzystywany, bo w Napoli gra trochę inaczej.

To znakomity piłkarz. A w Napoli gra inaczej, bo całe Napoli gra inaczej. Za Sarriego nikt na świecie nie grał w piłkę tak, jak grało Napoli. Dlatego wsadzanie później Piotrka w tryby reprezentacyjnej maszyny zawsze sprawi, że będzie pokazywał co innego niż w Napoli. Znam doskonale filozofię Sarriego, podobnie drużyna gra także pod wodzą Spallettiego. Piotrek się w tym fantastycznie czuje, ale jako dyrygent musi mieć wokół świetnych muzyków, żeby ta orkiestra funkcjonowała tak, jak należy. Jak tylko jeden umie grać, a trzech tylko trzyma instrumenty, to ten dobrze pierwszy niewiele zdziała.

Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl

Wyjazdów do kadrowiczów będzie więcej?

Zdecydowanie! Ale tak jak w wojsku jest hierarchia, tak i w reprezentacji. Kapitanem i najważniejszym zawodnikiem jest Lewandowski. Tak jak nowy prezydent USA daje sygnał, gdy wybiera miejsce pierwszej wizyty, tak i ja pierwszą wizytę zaplanowałem u Roberta. Z szacunku dla niego i jego dokonań, a także chcę się dowiedzieć od zawodnika takiej klasy, czego potrzebuje reprezentacja, którą on zna świetnie, żeby skutecznie walczyć o mistrzostwa świata.

12 lutego zamierzam się wybrać do Neapolu, gdzie Napoli Piotra Zielińskiego gra z Interem. Dzień później Benevento Kamila Glika mierzy się z Lecce. Z oboma zamierzam się spotkać, tak jak i w Turynie z Wojciechem Szczęsnym, bo są to bardzo ważni zawodnicy. Do tego odwiedzę Bartosza Bereszyńskiego i Karola Linettego, szczególnie jeśli ten rzeczywiście trafi do Sampdorii, czy też Arkadiusza Recę. Ich wszystkich biorę pod uwagę w kontekście kadry. Planuję także wizytę w Anglii, by spotkać się z Jankiem Bednarkiem, Mateuszem Klichem czy Jakubem Moderem.

Czy ma pan coś do powiedzenia tym wszystkim osobom, które wypominają panu 711 połączeń do "Fryzjera"?

Tylko tyle, że skazanych za korupcję zostało 500 osób, tysiące zostało przesłuchanych i nie było wśród nich żadnej, która by powiedziała, że ja coś złego zrobiłem. O tej sprawie opowiadałem już szczegółowo wiele lat temu i nie chcę za bardzo do tego wracać. Ale można to znaleźć w internecie. Gdybym miał coś złego na sumieniu, to dzisiaj byśmy tu nie rozmawiali, bo z pewnością znalazłby się ktoś, kto by o tym opowiedział. Nikt taki się nie znalazł i na pewno się nie znajdzie.

A jak pan reaguje na komentarze?

Wiem, że nie zrobiłem nic złego. Wielu zostało skazanych, wielu oskarżonych, a ja nie miałem ani jednego zarzutu. Nigdy nie byłem też żadnym świadkiem koronnym. Prokurator to wszystko potwierdził i co ja mogę więcej powiedzieć? Zawsze będą mówić, komuś to ewidentnie sprawia radość, bo fajnie to brzmi. Ale co się za tym kryje? No nic.

Rozmawiałem o tym z wieloma dziennikarzami, a ten temat przy każdej okazji wraca. Jest kilku takich dziennikarzy, którzy lubują się w tym, aby o tym ciągle przypominać, jakby innych rzeczy na świecie nie było. Jak wygrywaliśmy jakieś ważne mecze, to przez kilka dni siedzieli cicho, ale po porażkach zawsze wychodzili i się pokazywali. Zdążyłem już do tego przywyknąć, moja rodzina także, chociaż boli ich to, że oceniany jestem w taki sposób przez niektórych ludzi.

Cieszy mnie to, że doceniają mnie ludzie piłki, którzy są prezesami, właścicielami klubów, którzy mają wybór między trenerami, a decydują się na mnie. Tak było z kadrą U-21, Legią, tak jest dzisiaj z pierwszą reprezentacją. Oni wiedzą, jakim jestem trenerem i człowiekiem. Żaden zawodnik, który ze mną pracował, nie powie, że zrobiłem coś złego. To nie przypadek, a pracowałem z 300 – 400 zawodnikami.

Czego sobie pan życzy jako nowy selekcjoner?

Chciałbym, żeby wszyscy zawodnicy byli zdrowi i żebym mógł z nich wybierać. Są kontuzje, jest COVID, który jest teraz chyba największym zagrożeniem. Do finałowej części "Misji: Rosja" chcemy przystępować w jak najlepszych nastrojach. A sama misja już się rozpoczęła – w głowie mojej i mam nadzieję, że również piłkarzy. Oni marzą o tym i wspólnie chcemy te marzenia spełnić.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.