Burza na konferencji PZPN. Michniewicz się wściekł. "Wszyscy słyszeli"

Czesław Michniewicz na pierwszej konferencji prasowej w nowej roli pokłócił się o swoją przeszłość z Szymonem Jadczakiem, zarzucając mu kłamstwo i bezpodstawne insynuacje.

52 dni przed meczem z Rosją poznaliśmy nazwisko trenera reprezentacji. Zgodnie z zapowiedziami został nim Czesław Michniewicz. - Rozpoczynamy akcję Rosja - ucieszył się prezes Cezary Kulesza. 

Zobacz wideo Michniewicz odpiera ataki korupcyjne. "Nie byłem świadkiem koronnym"

"Nic złego nie zrobiłem, mam wszystkie prawa tak, jak my wszyscy, by pracować"

Już na początku konferencji na Stadionie Narodowym o niechlubną przeszłość Michniewicza i jego znajomość z Ryszardem F. "Fryzjerem" spytał dziennikarz Wirtualnej Polski Szymon Jadczak.

- Interesuje mnie akcja Rosja, ale też to, co się dzieje wokół mnie. Jestem człowiekiem, słucham i czytam, czyni to też moja rodzina oraz znajomi. Chcę z całą stanowczością podkreślić to, co powiedział prezes Boniek, zatrudniając mnie przed laty w młodzieżówce. Nic złego nie zrobiłem, nie postawiono mi żadnego zarzutu i nie byłem świadkiem koronnym. Mam wszystkie prawa tak, jak my wszyscy, by pracować i prowadzić reprezentację Polski. I to czynię - deklarował Michniewicz. 

Szymon Jadczak nie dawał jednak za wygraną, zarzucając selekcjonerowi udział w dwóch sprzedanych meczach. - Pana wypowiedź nadaje się do prokuratury i to troszeczkę z innej strony niż pan myśli. To nie ja powinienem być oskarżony, tylko pan. Pan insynuuje, że uczestniczyłem w dwóch sprzedanych meczach, co jest totalną bzdurą. Nikt tego nie potwierdził, nikt tego nie napisał. Pan sugeruje, że wiedziałem o meczu sprzedanym ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki, gdzie prokuratura postawiła zarzuty moim byłym piłkarzom, a ja żadnego zarzutu nie miałem. Nigdzie nie jest napisane, że ja o czymkolwiek wiedziałem - odpowiedział w ostrym tonie Michniewicz.

- Było napisane w ten sposób, że wystawiłem słabszy skład. Mecz ze Świtem był w środku dwumeczu finału Pucharu Polski z Legią. Co więcej, żółte kartki się wtedy sumowały. Po pierwszym meczu wygranym 2:0 Piotrek Świerczewski pauzował za żółte kartki, Maciek Scherfchen miał złamaną rękę, a Rafał Grzelak rozcięte kolano. Trzech zawodników nie mogło zagrać, a Łukasz Madej musiał zostać zmieniony w 44. minucie. Do tego nie zagrał Michał Goliński, który był o jedną żółtą kartkę od pauzy. Na tym wszyscy opierają zarzut, że wystawiłem w tym meczu rezerwowy skład, który tak naprawdę jest bzdurny - kontynuował nowy selekcjoner reprezentacji.

Szymon Jadczak dopytuje o sprzedane mecze. "Stwierdza pan nieprawdę"

Z jednej więc strony Michniewicz ze szczegółami opisywał konkrety sprzed lat, ale dopytywany przez Jadczaka o rozmowę z "Fryzjerem" przed meczem ze Świtem, przyznał, że jej nie pamięta. - To było 18 lat temu. Nie wiem, o czym rozmawiałem z Ryszardem Forbrichem, z którym w Amice pracowałem przez siedem lat. Znałem też wielu dziennikarzy, którzy go znali tak, jak ja. To był mój bezpośredni przełożony, był jednym z wiceprezesów, współpracował z dzisiejszym właścicielem Lecha Poznań Jackiem Rutkowskim i wieloma innymi osobami, które uczestniczą do dzisiaj w polskiej piłce - mówił były trener młodzieżówki.

- Tyle mam do powiedzenia na ten temat. Jeśli będzie pan sugerował, że uczestniczyłem w dwóch sprzedanych meczach, że wiedziałem o nich - co pan wyraźnie zrobił i wszyscy to słyszeli - to pan stwierdza nieprawdę i chciałbym na tym skończyć - podsumował Czesław Michniewicz. 

Sytuację przerwał dopiero apel Cezarego Kuleszy, by skupić się na zbliżających się barażach.