Sousa jest chroniony. PZPN idzie na wojnę. Boniek: Mówienie o karze jest śmieszne

Kacper Sosnowski
- Wpisanie do umowy kilkumilionowej kary nie byłoby furtką do odejścia, tylko przypomnieniem i zachętą do pracy. I zapewne sprawiłoby, że rozmów z Flamengo w ogóle by nie było - słyszymy w PZPN, w którym trwają prace nad sposobem pożegnania się z Paulo Sousą. Scenariusze są trzy.

Po telefonie selekcjonera do prezesa PZPN i prośbie o rozwiązanie umowy za porozumieniem stron Paulo Sousa i Cezary Kulesza dali sobie chwilę na ochłonięcie. Ale w jednym Cezary Kulesza pozostaje nieugięty - nie zgadza się, aby Sousa ot tak odszedł do Flamengo, skoro ma ważny kontrakt z PZPN.

"Będzie wojna", przelew lub wszyscy na lodzie

Kulesza uważa, że związkowi należy się odszkodowanie. A jeśli Sousa chce spokojnie rozpocząć pracę w Brazylii i nie tworzyć komplikacji nowemu klubowi, to jemu powinno bardziej zależeć na załatwieniu sprawy i dogadaniu się z polską stroną - przynajmniej w teorii.

Jakie są możliwe scenariusze tej historii? Pierwszy oznacza pójście na wojnę. To hasło, które słyszymy w PZPN. Związek szykuje się na walkę o swoje. Do takiej batalii dojdzie, jeśli Portugalczyk oficjalnie podpisze umowę z Flamengo i nie będzie przejmował się ważną co najmniej do końca marca umową z PZPN. Czyli: wystosuje oświadczenie o jednostronnym wypowiedzeniu umowy, uzasadni, dlaczego uważa, że kontrakt jest nieważny i nie zwróciwszy uwagi na odpowiedź, zacznie pracę we Flamengo.

Raczej trudno będzie mu o mocne argumenty na poparcie swego wniosku. Selekcjoner pensje ma płacone w terminie, warunki do pracy zapewnione wedle umowy, przesłanek do rozstania nie ma. W takiej sytuacji związek zgłosi sprawę do FIFA, która po jej zbadaniu zapewne przyzna polskiej stronie odszkodowanie od Portugalczyka za niewypełnienie umowy. To oczywiście może chwilę trwać.

Paulo Sousa, mecz Polska - Węgry w eliminacjach mundialu 2022Zero litości dla Paulo Sousy. "Bajerant", "Gra na dwa fronty"

Drugi scenariusz to finansowa rekompensata dokonana przez brazylijski klub. Jeśli to Flamengo zgłosi się z propozycją zapłacenia odszkodowania, PZPN też chętnie siądzie do rozmów. Ta opcja wydaje się jednak mało prawdopodobna. Jak wynika z relacji brazylijskich mediów, Sousa dał Flamengo do zrozumienia, że sprawę z polską federacją weźmie na siebie. Być może Portugalczyk myślał, że PZPN pożegna się z nim bez żalu, ale się pomylił.

A to prowadzi do trzeciego, najbardziej skomplikowanego scenariusza sprawy, wedle którego wszyscy zostaną na lodzie i z niesmakiem.

Więcej o sytuacji na linii PZPN - Sousa znajdziesz też na Gazeta.pl.

Co, jeśli Flamengo zirytuje się postawą niby dogadanego z PZPN Sousy, zezłości na wszelkie sugestie o zapłacie odszkodowania Polakom i ostatecznie wycofa z przygotowanej z Portugalczykiem umowy? Science fiction? Niezupełnie. Warto przypomnieć, że z poprzednim pracodawcą Sousa żegnał się przez półtora miesiąca. Tyle trwało wodzenie działaczy Girondins Bordeaux za nos. Sytuacja też była absurdalna, bo Portugalczyk w czerwcu 2020 r. już pożegnał się z piłkarzami i przyznał w mediach, że odchodzi. Prawdopodobnie był już po słowie z Benfiką. Tyle że ostatecznie trenerem w Lizbonie nie został. Po pożegnaniu w Bordeaux i klapie w Benfice ostatecznie dał francuskim działaczom znać, że może dalej dla nich pracować. Zapewne liczył, że ci zrezygnują z niego sami i wypłacą mu należne do końca umowy pensje (za dwa lata). Jego kontrakt ostatecznie rozwiązano w sierpniu, a Sousa uzyskał niemal wszystko to, co chciał, czyli odszkodowanie z klubu. W tym kontekście warto kibicować, by do finalizacji umowy Sousy z Flamengo jednak doszło, bo inaczej Portugalczyk będzie dla PZPN niczym kukułcze jajo.

Reprezentacja narodowa podczas meczu z Anglią.Nowe, szokujące informacje ws. Paulo Sousy. Był przekonany. "Niepoważne"

Być może jednak sprawdzą się nieco zmodyfikowane wersje scenariusza numer jeden lub dwa i Sousa, który bardzo chce pracować w Brazylii, sam wypłaci PZPN odszkodowanie i uwolni od polskiego kontraktu. Takie rozwiązanie sprawy sugeruje też portugalska telewizja RTR.

Dla związku nie będą to jednak wielkie pieniądze. Jeśli trzy miesiące pracy Sousy wyceniane są na 210 tys. euro, to możliwe jest, że FIFA zasądzi odszkodowanie tej wartości lub Sousa wcześniej przeleje sumę oscylującą wokół miliona polskich złotych.

"Kara w kontrakcie Sousy nie byłaby furtką, tylko sprawiłaby, że rozmów z Flamengo by nie było"

Z informacji Sport.pl wynika, że kontrakt Sousy z PZPN bardziej chroni trenera. Nie przewidziano w nim, że Portugalczyk zechciałby zerwać umowę - nie zapisano kar umownych ani klauzuli odstępnego. Za to gdyby to polska strona chciała zwolnić Sousę, musiałaby wypłacić wszystkie pensje do końca kontraktu w 2022 r.

Były prezes PZPN Zbigniew Boniek tłumaczył w Prawdzie Futbolu, że umowa z Portugalczykiem nie mogła być inna. - Kontrakt jest bardzo dobry, ale nie przewiduje odejścia trenera. Jest może pięć możliwości rozwiązania tego kontraktu, ale nie ma mowy o żadnych karach. To dobry kontrakt. Mówienie o tym, że można do kontraktu wpisać karę, jest śmieszne - mówił Boniek. Tłumaczył, że takich zapisów się nie stosuje, bo każdy szkoleniowiec mógłby wpłacić określoną kwotę i z dnia na dzień odejść.

- Umowa nie wykazuje, w jakich warunkach to selekcjoner może ją rozwiązać. Odwołamy się do ogólnych przepisów FIFA, która w takich sprawach jest liberalna i przyznaje odszkodowanie równe pozostałej wartości kontraktu. Naszym zdaniem umowa powinna zawierać pewne mechanizmy, które odpowiednio motywują strony do jej wypełnienia. Tu tego zabrakło - mówi nam jedna z osób pracujących w PZPN, będąca blisko tej sprawy.

Nasz rozmówca dodaje, że argumentacja Bońka o braku możliwości wpisania w umowę pewnych kar jest mało przekonująca. - Kara kilku milionów euro dla Sousy nie byłaby furtką do zerwania umowy, tylko przypomnieniem i zachętą do pracy. I prawdopodobnie sprawiłaby, że rozmów z Flamengo w ogóle by nie było i dziś byśmy o tym nie rozmawiali - słyszymy.

"Ja odejdę, a ty sobie obsadzisz, kogo chcesz"

Prośbą Sousy zdziwieni byli wszyscy pracownicy związku. Tym bardziej że tydzień wcześniej Portugalczyk zapewniał w rozmowach z mediami, że zostaje i walczy o mundial w Katarze. To dlatego drugiego dnia świąt do pracowników związku rozdzwoniły się telefony z pytaniem o sprawę i jej konsekwencje - również dla ludzi zatrudnionych przy Sousie.

Portugalczyk w rozmowie z Kuleszą przedstawiał bogatą listę argumentów za swym odejściem, ale prezesa PZPN bardziej one zezłościły, niż uspokoiły. Pierwszym argumentem był "dobry moment na koniec współpracy" i zakończenie pewnego etapu. Kulesza odpowiedział na to, że ten etap kończy się w marcu, a to, co robi Portugalczyk, jest "nieodpowiedzialnym zachowaniem". Sousa dodał, że do tej pory otrzymywał wiele ofert i wszystkim odmawiał, ale teraz dostał propozycję od wielkiego klubu, która może się nie powtórzyć i chciałby z niej skorzystać. Podczas wymiany zdań pojawił się też argument, że selekcjoner był postrzegany jako człowiek wprowadzony na stanowisko przez Zbigniewa Bońka i że "prośba o rozwiązanie umowy powinna być Kuleszy na rękę", bo prezes będzie mógł obsadzić selekcjonera takiego, jakiego chce.

Co do tego nie ma wątpliwości. Trwa poszukiwanie nowego selekcjonera. Jak informowaliśmy w Sport.pl, Kulesza zaszył się w domu na Podlasiu i zaczyna rozmawiać z kandydatami. Według naszych informacji na jego podstawowej liście jest pięciu trenerów, wszyscy to Polacy. Szczegóły tutaj.

Więcej o: