Polska rozmontowana. Paulo Sousa zepsuł nawet to. Nędza

Kacper Sosnowski
Bez Lewandowskiego, Zielińskiego, Krychowiaka i Glika reprezentacja Polski jest jak bez kręgosłupa. Paulo Sousa rozmontował główną oś drużyny i w meczu z Węgrami pozostałe części maszyny się rozsypały. Eksperymenty selekcjonera skończyły się bardzo źle.

Ostatni mecz o punkty bez Roberta Lewandowskiego i Kamila Glika? Trzy lata temu w listopadzie 2018 r. z Portugalią. Istotne spotkanie, którego stawką był dla nas pierwszy koszyk przed losowaniem grup eliminacji Euro 2020, szczęśliwie zremisowaliśmy. Ale na boisku biegali wtedy i Grzegorz Krychowiak, i Piotr Zieliński.

Spotkania o stawkę, w którym na murawie nie było żadnego z tych czterech panów, trzeba już szukać ze świecą i cofnąć się przed rok 2013, kiedy Zieliński nie grał jeszcze w dorosłej drużynie, Glik nie był jej podstawowym piłkarzem, a Krychowiak bił się o punkty w młodzieżówce.

Tymczasem w poniedziałek Paulo Sousa postanowił jednak sprawdzić w starciu z solidnymi Węgrami jak reprezentacja radzi sobie bez - jak się wydaje – swego kręgosłupa. Bo za takowy można uznać w polu oś Lewandowski - Zieliński - Krychowiak - Glik.

No i wyszło, że bez tego kręgosłupa Polska radzi sobie słabo.

Zobacz wideo Paulo Sousa o krok za poprzednimi selekcjonerami kadry. Oto liczby Portugalczyka

Już to przerabialiśmy

Pomijając już genezę tego scenariusza - chęć dania odpoczynku (Lewandowskiemu, Zielińskiemu), nienarażanie na kartki przed barażami (Glika), przymusową pauzę zawodnika spowodowaną żółtymi kartkami (Krychowiak) - to był być może ważny w kontekście przyszłości eksperyment. Ale jednocześnie było to też ostrzeżenie. Kolejne.

Przecież w swoim debiucie, w pierwszym marcowym meczu z Węgrami, Sousa dopiero po godzinie gry  wpuścił na boisko Glika, kiedy w naszej defensywie panował niezły bałagan. Polska dała się wówczas zaskoczyć i przegrywała 0:2, ostatecznie wyjazdowe spotkanie remisując 3:3. Nasza obrona w tamtym meczu w pierwszej połowie momentami była bezradna, a dwóch z trzech zawodników tej linii szybko złapało kartki.

Ważny mecz bez Lewandowskiego? Do tej pory można tylko zastanawiać się jakby poszło nam na Wembley gdyby z Anglią zagrał snajper Bayernu.

Słowem, nawet jeśli - wyłączając oczywiście Lewandowskiego - podstawowym graczom zdarzają się spotkania słabsze, to jednak trzon oparty na Gliku, Krychowiaku i Zielińskim gwarantuje względny spokój. Którego w poniedziałek zabrakło.

Atak ruchliwy, ale głównie w obronie

Mecz przeciwko Węgrom w ataku rozpoczął duet Karol Świderski - Krzysztof Piątek. Od pierwszych minut na uwagę zasługiwał pressing naszych ofensywnych piłkarzy. Polacy atakowali wysoko, podbiegając nawet do bramkarza gości. Byli szybcy i nacierali większą liczbą graczy, co kilka razy przełożyło się na dobre odbiory, czy błędy rywali i sytuacje biało-czerwonych.

Dodatkowo warto zauważyć, że bez Lewandowskiego akcenty w ofensywie rozkładały się na wielu zawodników. To niezłymi dośrodkowaniami rywali zaskakiwał Piątek, to indywidualnych akcji próbował Świderski, z prawej strony dynamicznie w ataki włączał się Cash, z kolejnymi minutami coraz bardziej aktywny był wyprzedzający rywali z lewej strony Puchacz. Do akcji ofensywnych włączali się także Bednarek i Moder.

To, co zwracało uwagę, to jednak mniejsza ruchliwość naszych napastników. Przy kilku akcjach Świderski stał w polu karnym i patrzył na rozegranie kolegów, co nie ułatwiało im zadania. Świderski wyglądał korzystniej, gdy nieco dalej od bramki rozgrywał piłkę, często na jeden kontakt. Piątek grał natomiast bezbarwnie i wyglądał tak, jakby nie mógł znaleźć sobie miejsca w polu karnym.

Świderski zwycięzcą kadencji Sousy

Obrona? Po dość spokojnym pierwszym kwadransie zaprezentowała trochę nieporadności przy dwóch odważniejszych wyjściach gości. Przede wszystkim jednak zupełnie nie spisała się po stałym fragmencie gry. Zresztą nie pierwszy raz w tych eliminacjach. Rzut wolny w bocznym sektorze boiska i piłka lecąca w światło bramki (którą przedłużył głową Puchacz) wpadła do polskiej siatki.

Tym jak mało było Polaków przy zabezpieczaniu jednej z akcji rywali i jak źle byli ustawieni, przekonaliśmy się w 80. minucie, kiedy po dograniu Tamasa Kissa, dużo miejsca i czasu by przymierzyć z 16 metrów miał Daniel Gazdag, zdobywając drugiego gola dla gości.

Przegrana z Węgrami, ale utrzymane drugie miejsce. Końcowa tabela grupy ITak wygląda tabela drugich miejsc! Katastrofa reprezentacji Polski

Ponieważ do zmartwień w naszej obronie już się przyzwyczailiśmy, to z nadziejami patrzyliśmy na ofensywę biało-czerwonych tak rozstrzelanych w 2021 roku (36 goli do meczu z Węgrami).

Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl

Tym bardziej że w drugiej połowie Sousa za ambitnego (choć może nieco stremowanego) Casha wpuścił bardziej efektywnego w ofensywie Jóźwiaka, a za Modera - Zielińskiego. Prawa strona odżyła, choć Polacy i tak często pchali się środkiem pola, ale poza Zielińskim nie przyspieszali gry.

Pod bramką rywala nie było pomysłu na zaskoczenie, nie było gry na jeden kontakt. Bramkę zdobyliśmy po rzucie rożnym. Pomogło zgranie Bednarka, może trochę szczęścia przy interwencji rywala i dobry strzał z główki Świderskiego.

No właśnie - Świderski. W kluczowych momentach ostatnich meczów wchodził w buty Lewandowskiego. Chodzi szczególnie o łatwość i skuteczność w wykańczaniu akcji. Choć z Węgrami przez godzinę zawodnik PAOK-u okazji nie miał, to w 62. minucie przy pierwszym strzale strzelił gola. Tak samo było w ważnym meczu z Albanią (jeden strzał, jeden gol). Świderski z sześcioma golami jest u Sousy najskuteczniejszym piłkarzem - oczywiście tuż po Lewandowskim. Szczególnie dobrze prezentuje się jesienią. I jeśli ktoś może być zwycięzcą kadencji Sousy, to z pewnością on.

Lewandowski brał to na siebie, Sousa zepsuł historię

Tyle że w poniedziałek na Stadionie Narodowym brak Lewandowskiego był odczuwalny, a Świderski nie okazał się receptą na całe zło. Było to szczególnie widoczne, gdy Polska ponownie przegrywała. W takich sytuacjach Lewandowski umie brać ciężar na siebie - dał nam remis w starciu z Węgrami w Budapeszcie, wyrównał z Hiszpanią na Euro, przywrócił nadzieję ze Szwecją, asystował Damianowi Szymańskiemu w prestiżowym i zremisowanym pojedynku z Anglią.

Teraz napastnika Bayernu jednak zabrakło, tak jak Sousie zabrakło pomysłu na doprowadzenie do remisu.

Mecz kończyliśmy bez błysku, bezradnie patrząc na rywali, którzy dobrze utrzymywali się przy piłce i odsuwali grę od własnej bramki. Polska bez swego kręgosłupa była przygarbiona. Z sentymentem można było wspomnieć, że jak nie idzie, to nawet Glik jest w stanie pobiec pod bramkę rywala i wyszarpać gola.

Paulo Sousa swoimi roszadami podbił pieczątką trzecią w historii porażkę na Stadionie Narodowym. Mecz o punkty przegrał tu tylko Waldemar Fornalik (z Ukrainą), Adam Nawałka uległ Szkocji, ale towarzysko. Trochę szkoda pisanej od tego czasu pięknej, siedmioletniej historii niepodbitej polskiej twierdzy.

Więcej o: