Doktor Grzesiowski grzmi na Polska - Węgry. "Gigantyczne ognisko epidemiczne"

Ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. walki z COVID-19 ostrzega przed falą zakażeń, jaka może nastąpić po meczu Polska - Węgry. - To jest wielkie zagrożenie. Obecnie to niezgodne z wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia - mówi w rozmowie z WP Sportowe Fakty dr Paweł Grzesiowski. Skrytykował też działania PZPN.
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl

W poniedziałek reprezentacja Polski rozegra ostatni mecz w eliminacjach do mistrzostw świata w Katarze. Podopieczni Paulo Sousy zmierzą się z Węgrami. Polacy zapewnili już sobie awans do baraży, jednak sprawą otwartą pozostaje to, czy nasza kadra będzie w nich rozstawiona. Najprawdopodobniej aby osiągnąć ten cel Polakom wystarczy remis. O to nie będzie jednak łatwo, bo Polacy przystąpią do tego meczu osłabieni brakiem m.in. Roberta Lewandowskiego i Kamila Glika, którzy dostali wolne.

Zobacz wideo Paulo Sousa o krok za poprzednimi selekcjonerami kadry. Oto liczby Portugalczyka

Zamiast tego Polaków będzie wspierać ponad 50 tysięcy kibiców, którzy wykupili bilety na spotkanie rozgrywane na Stadionie Narodowym. W normalnych okolicznościach taka frekwencja to powód do radości, ale obecnie jest to też zagrożenie. Mówi o tym w rozmowie z WP Sportowe Fakty dr Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. walki z COVID-19.

- Jesteśmy w środku kolejnej fali pandemicznej i organizujemy imprezę na ponad pięćdziesiąt tysięcy ludzi, więc to jest wielkie zagrożenie. Obecnie to niezgodne z wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia, która mówi, że imprezy masowe ze sporą liczbą osób nietestowanych są niebezpieczne. Niestety wpisujemy się takim wydarzeniem w kolejne zachorowania. Na mecz zjadą się kibice z całego kraju, a potem wrócą do swoich środowisk i tak może powstać gigantyczne ognisko epidemiczne. Oczywiście mecz odbywa się na stadionie, ale dystans międzyludzki nie będzie zachowany. Nikt nie planuje sprawdzać zielonych certyfikatów. Przy obecnym wskaźniku pokazującym, że mamy 20 procent testów dodatnich, z góry można założyć, że na obiekcie będzie kilkaset osób zakażonych – powiedział lekarz.

Polska zmaga się z kolejną falą zachorowań na koronawirusa. Liczba nowych przypadków sięga już kilkunastu tysięcy. Mimo tego rząd nie wprowadza nowych obostrzeń i mecz nadal może zobaczyć komplet publiczności. Dr Grzesiowski dodaje, że nie byłby to problem, gdyby przy wejściu na stadion sprawdzano certyfikaty covidowe. Odpowiedzialność za to według niego powinien wziąć PZPN.

- Tutaj musiałby się wykazać organizator spotkania w Warszawie, czyli PZPN. Mamy już za sobą mecze, które odbyły się bez żadnych zabezpieczeń i niestety wygląda na to, że nic się w tej sprawie nie zmieni. Widzę ogólnie, że u nas jest strach, aby zdyscyplinować ludzi niezaszczepionych. Gdyby dużo wcześniej ogłoszono wszystkie informacje organizacyjne, to społeczność miałaby się nawet szansę zaszczepić przed meczem – powiedział Grzesiowski.

- Jeśli byśmy sprawdzali certyfikaty, to nie musimy robić redukcji. Natomiast druga strona jest taka, że możemy zrobić redukcję, gdy mamy "niepewną" publiczność. Wtedy można by było także wprowadzić dystans i maseczki. Rok temu zrobiono eksperyment w Barcelonie. Podczas organizacji koncertu na 50 tysięcy osób, każdy był przetestowany i później nie było żadnych zakażeń – dodał.

Więcej o: