Aplikacja
Aplikacja Sport.pl LIVE
  POBIERZ

Ależ przemiana Paulo Sousy. Zaczął działać inaczej. Nieoczywiści bohaterowie

Dawid Szymczak
Paulo Sousa przed Euro 2020 i podczas turnieju działał jak szalony alchemik: nie szło za nim nadążyć, dodawał do siebie różne składniki, szukał mikstury doskonałej, ale eksperyment nie wyszedł. Od Euro selekcjoner jest już znacznie bardziej przewidywalny, co reprezentacji Polski ewidentnie pomaga.

Sousa pracę w Polsce zaczął według dewizy Alfreda Hitchcocka, że na początku musi dojść do trzęsienia ziemi. Takim było posadzenie na ławce rezerwowych Kamila Glika w meczu z Węgrami. Selekcjoner argumentował, że Glik nie pasuje do jego pomysłu, bo jest za wolny i za niski, a niedowierzający i sfrustrowany Glik po cichu dopytywał kolegów: "Za niski? Kiedy przegrałem jakiś pojedynek główkowy w kadrze?".

Zobacz wideo Kuriozalna zmiana Paulo Sousy. Nikt się tego nie spodziewał

Przed Euro był miszmasz, co przyczyniło się do klęski w turnieju

Sousa zaskakiwał dalej: trzech napastników na Andorę, Karol Świderski na Anglię, Przemysław Frankowski na prawym wahadle w obu sparingach przed Euro, by w trakcie turnieju łątać dziury wszędzie, ale nie tam. Niekonsekwencji było więcej: selekcjoner grał dwójką napastników we wszystkich meczach przed mistrzostwami, by na Słowację wyjść tylko z Robertem Lewandowskim w ataku. Przetestował - w różnych konfiguracjach - wszystkich środkowych obrońców z wyjątkiem zestawienia Bereszyńskiego z Glikiem i Bednarkiem, które od początku wydawało się podstawowym i rzeczywiście było używane przez Sousę w czasie mistrzostw Europy. Mało tego - do Euro Portugalczyk nie wystawił dwóch identycznych jedenastek.

Paulo Sousa rozpływa się nad jednym piłkarzem. Paulo Sousa rozpływa się nad jednym piłkarzem. "System jest stworzony pod niego"

Chwilami wyglądało to tak, jakby Sousa wyjściowy skład losował i jeśli ktoś szukał logiki w jego działaniach, - choćby w tym, że Kamil Jóźwiak szykowany jest do roli dżokera - po kolejnym meczu zmuszony był tę koncepcję porzucić. Zamieszanie w składzie można jednak wytłumaczyć - początkową nieznajomością faktycznych możliwości piłkarzy, brakiem czasu, kolejnymi kontuzjami i próbą zmienienia wielu rzeczy naraz. Sousa przekombinowywał, zatracił się w tych wszystkich zmianach i źle oszacował, ile czasu potrzebuje na ich wprowadzenie. Efekty jego pracy podczas zgrupowania przed mistrzostwami zobaczyliśmy nie na turnieju, ale dopiero po nim. 

Oglądamy efekty pracy sprzed kilku miesięcy

"Polska na mistrzostwach dobrze grała tylko przez godzinę. W tej godzinie widzimy jednak obietnicę lepszej przyszłości: zmiany mentalności polskiej drużyny, pójścia do przodu, chęci atakowania pressingiem, a nie tylko pokładania nadziei w kontrze, odważnej gry z każdym rywalem, innego pomysłu na najsilniejszych niż murowanie własnej bramki, wprowadzania piłkarzy nieoczywistych, lepszego wykorzystywania potencjału Lewandowskiego, pomysłu na Piotra Zielińskiego, wymyślenia planu dla bardziej kreatywnych zawodników. To wszystko Sousa pokazał. Uwypuklił zalety kilku ofensywnych piłkarzy, ale odpadnięciem zapłacił za to, że nie zamaskował wad. Przede wszystkim w obronie" - pisaliśmy po odpadnięciu z Euro.

Wiele z tych prognoz się sprawdziło. O zmianie mentalnej polskiej drużyny szerzej pisaliśmy już w osobnym artykule, bo była kluczowa do odniesienia zwycięstwa w Tiranie. Mimo przeciwności - wysokiej stawki meczu, słabego początku spotkania, agresywnych rywali, temperatury na trybunach, niepewnego wyniku czy niespodziewanej przerwy w meczu - Polacy nie stracili koncentracji. Nie dali się wybić z rytmu i chłodną grą w końcówce wywalczyli trzy punkty, które znacząco przybliżyły ich do gry w barażach mistrzostw świata.

Albania Poland WCup 2022 SoccerPolska wygrywa kluczowy mecz el. MŚ 2022! Skandal w Tiranie, piłkarze zeszli z boiska

Miesiąc wcześniej - z Anglią - reprezentacja zagrała najlepszy mecz za Sousy. Podobnie jak w spotkaniu z Hiszpanią była odważna, agresywna, miała pomysł na grę z wicemistrzami Europy i nie podłamała jej nawet stracona w 72. minucie bramka. Polska odpowiedziała wyrównującym golem w doliczonym czasie gry. O murowaniu bramki typowym dla Jerzego Brzęczka w meczach z najsilniejszymi zespołami nie było mowy. 

Nieoczywiści bohaterowie? Gola z spotkaniu strzelił dowołany Damian Szymański, a trzy punkty z Albanią dała bramka Karola Świderskiego, który niespodziewanie wyrósł na ulubieńca Sousy. Na dwóch ostatnich zgrupowaniach Portugalczyk wykazał się wręcz upartością - mimo zwyżki formy Przemysława Frankowskiego, postawił na mającego gorszy moment Kamila Jóźwiaka. Był też głuchy na sugestie dziennikarzy i ekspertów, by poszukać kogoś za Tymoteusza Puchacza. Tym razem to opinia publiczna chętniej szuka nietypowych rozwiązań niż selekcjoner. Przed Albanią wielu podpowiadało Sousie wystawienie na prawym wahadle Bartosza Bereszyńskiego, tymczasem słyszymy, że Portugalczyk nawet przez chwilę takiego rozwiązania nie rozważał. 

Albania - Polska. Karol Świderski (z lewej) i Tymoteusz Puchacz chronią głowy, albańscy kibice rzucają w nich m.in. plastikowymi butelkami.Tak wyglądała reakcja prezydenta Albanii na skandaliczne sceny. Prezes PZPN wszystko widział

Ośmiu pewniaków. Reszta zależy od formy i charakterystyki rywala

W gorączkowej dyskusji o selekcjonerze umyka to, jak w kilka miesięcy Paulo Sousa wyraźnie tę kadrę przebudował. Liderzy pozostali ci sami, ale niepostrzeżenie otoczyli ich zawodnicy, którzy wcześniej nawet nie byli powoływani - Adam Buksa, Karol Świderski, Tymoteusz Puchacz, Michał Helik, Kamil Piątkowski i Kacper Kozłowski. Równocześnie, mimo wymienionego zaplecza pierwszej jedenastki, doszło do tego, że przed najważniejszymi meczami można bez większego trudu wytypować nazwiska ośmiu piłkarzy, których wystawi selekcjoner. Przed Albanią zagadką byli właściwie tylko drugi środkowy pomocnik - Jakub Moder lub Mateusz Klich, drugi napastnik - Adam Buksa lub Karol Świderski i wspomniany prawy wahadłowy - Jóźwiak lub Frankowski.

Taka stabilizacja najwyraźniej sprzyja samym piłkarzom, którzy od Euro wygrali cztery mecze i jeden zremisowali. Coraz częściej widać, że rozumieją pomysł Sousy i - przede wszystkim - w niego wierzą. Wreszcie pewniej bronią - co było największą bolączką w poprzednich meczach. Do poprawy oczywiście wciąż jest sporo, bo chociażby pierwsza połowa w Tiranie nie mogła się podobać, ale teraz wreszcie selekcjoner ma czas spokojnie pracować. Do meczów barażowych - zaplanowanych na koniec marca - o swoją posadę nie musi się martwić.

Więcej o: