Paulo Sousa rozbroił bombę. Najważniejsza zmiana w polskiej kadrze

Dawid Szymczak
To było zwycięstwo wywalczone w trzech aktach - po słabej pierwszej połowie, lepszej grze po zmianie stron i doskonale rozegranym ostatnim kwadransie, na który piłkarze wrócili po przerwie wymuszonej haniebnym zachowaniem albańskich kibiców. Polacy mecz w Tiranie udźwignęli mentalnie - to najważniejsza zmiana. Wygrali 1:0 i są blisko gry w barażach o mistrzostwa świata.

Po wygranej z Albanią Polakom można dopisać trzy punkty w tabeli i jeszcze kilka punktów pobocznych: zespół Paulo Sousy dojrzał, wreszcie wytrzymuje ciśnienie, zachowuje koncentrację mimo mnóstwa rozpraszaczy, nie traci goli po błędach i wygląda na scalony. Nie musi nawet dobrze rozpocząć meczu, by ostatecznie ułożyć sobie rywala i pokonać go jakością.

Zobacz wideo Strejlau: Nawet zwycięstwo z Albanią może nam nie gwarantować awansu na mistrzostwa świata

Bohater, którego Jerzy Brzęczek nie powoływał do kadry

Te eliminacje to dla Paulo Sousy robota iście saperska - do pierwszej pomyłki. W siedmiu meczach jego zespół nie zawiódł, bo ani remis na Węgrzech po raptem trzech treningach z nowym zespołem, ani brak zwycięstwa w dwóch meczach z Anglią, zawodem nie były. A mimo to w ósmym spotkaniu grał o wszystko. Tak ułożył się terminarz i wyniki pozostałych meczów, że mecz w Tiranie był jak skomplikowana bomba: rywal właśnie dwa razy ograł Węgrów, wywołał w narodzie euforię, ściągnął 22 tys. kibiców na stadion. No i był podrażniony po porażce 1:4 w Warszawie - nie dość, że to on wtedy prowadził grę, a piłkarze Sousy trafiali do bramki w każdej sytuacji, to jeszcze sędzia nie podyktował rzutu karnego po faulu Kamila Glika.

Słowem, przed meczem w Tiranie Sousie miały prawo zadrżeć ręce, tym bardziej, że dyskusja wokół niego jest gorączkowa, chwilami wręcz histeryczna. Ale Portugalczyk bombę rozbroił. I to narzędziem, które sam dla reprezentacji wymyślił - Karolem Świderskim.

Albania Poland WCup 2022 SoccerPolska wygrywa kluczowy mecz el. MŚ 2022! Skandal w Tiranie, piłkarze zeszli z boiska

Jerzy Brzęczek go nie powoływał, napastnik PAOK-u nie ma wątpliwości, że gdyby nie zmiana selekcjonera, to wciąż w reprezentacji by nie grał. Tymczasem u Sousy 24-letni zawodnik zagrał we wszystkich meczach z wyjątkiem pierwszego i stał się specjalistą od najważniejszych dotknięć piłki. Na boisku wygląda na niezwykle pewnego siebie, dlatego w Tiranie bez przyjęcia, w pełnym biegu, celnie uderzył piłkę dośrodkowaną przez Mateusza Klicha. Dlatego też w meczu z San Marino w olbrzymim tłoku zdecydował się zagrać piętą, co okazało się początkiem bramkowej akcji. Świderski jest dowodem na to, że Sousie rzeczywiście udaje się zmieniać mentalność polskich piłkarzy.

Mecz w Tiranie egzaminem dojrzałości

Żeby wygrać z Albanią trzeba było pokonać wiele przeszkód. Z gestów selekcjonera - załamywania rąk, kręcenia głową, złości wymalowanej na twarzy, nerwowych podskoków i rezygnacji, gdy siadał na ławce rezerwowych - można wnioskować, że piłkarze długo nie realizowali jego pomysłu na ten mecz. Ale po przerwie, po zmianach, uwidoczniła się ich przewaga.

Polacy odbudowali się po nieudanym początku, pełnym niecelnych zagrań i nieporozumień. Nie pozwolili rywalom sprowadzić tego meczu tylko do walki wręcz, nie ulegli prowokacjom z trybun. Grzegorz Krychowiak, który jeszcze podczas Euro 2020 nie potrafił zatrzymać spirali pomyłek i mecz ze Słowacją skończył z czerwoną kartką, w Tiranie poprawił się w ciągu kilku minut. Reprezentacja wygrała, mimo że kapitan Robert Lewandowski nie dawał jej nawet połowy tego, co w poprzednich spotkaniach. Odpowiedzialność przejęli inni. Liderami w Albanii byli środkowi obrońcy - Kamil Glik, Jan Bednarek i Paweł Dawidowicz, gola wypracowali zmiennicy, a ofensywą dowodził Piotr Zieliński.

Tak wściekłego Sousy nigdy nie widzieliśmy, a kibice lżyli na PolskęTak wściekłego Sousy nigdy nie widzieliśmy, a kibice lżyli na Polskę

Sousa znów trafił ze zmianami - Świderski strzelił gola po sześciu minutach od wejścia na bosko, a Mateusz Klich, który mu dośrodkował, został wprowadzony w przerwie za słabego Jakuba Modera. 12 z 32 goli za kadencji Sousy strzelili zmiennicy, Portugalczyk znów potrafił natchnąć zespół do lepszej gry w drugiej połowie.

Ale i to nie był koniec wyzwań, bo gdy Polacy cieszyli się z bramki, kibice obrzucili ich butelkami, a sędzia na kilkanaście minut przerwał mecz. Piłkarze zeszli do szatni i mogli wówczas stracić koncentrację, wypaść z rytmu, ulec emocjom. Końcówkę rozegrali jednak spokojnie. Nie zabrakło ani skupienia, ani zimnej krwi. A przecież jeszcze podczas Euro nogi polskich obrońców drżały za każdym razem, gdy piłka leciała w pole karne. Mecz w Tiranie był długim testem psychicznej odporności i egzaminem dojrzałości. Został zaliczony na piątkę.

Najważniejsza zmiana już się dokonała

Za nami mecz z dreszczykiem: dla Paulo Sousy o posadę, a dla polskiej piłki o kierunek na najbliższe kilkanaście miesięcy. Gdyby doszło do porażki, szanse na mundial byłyby minimalne, co najpewniej wiązałoby się ze zmianą selekcjonera. A tak misja Portugalczyka potrwa przynajmniej do marca i meczów barażowych. Polacy są naprawdę blisko - po ośmiu meczach mają 17 pkt, trzy mniej niż Anglia, dwa więcej niż Albania, więc najpewniej (zakładając porażkę Albanii na Wembley) do gry w barażach wystarczy im jeden punkt zdobyty w meczach z Andorą i Węgrami.

Najlepszy piłkarz reprezentacji Polski w meczu z Albanią! Lider [OCENY]Najlepszy piłkarz reprezentacji Polski w meczu z Albanią! Lider [OCENY]

Sousa może więc spokojnie pracować i poprawiać grę kadry. Zmiana mentalności, która była dla niego kluczowa, już się dokonała. Teraz czas wyeliminować powtarzające się problemy w grze - kilkuminutowe przestoje i utraty kontroli, mnożące się niecelne dośrodkowania i dość niemrawe rozgrywanie ataków pozycyjnych - by w końcu zmiennicy tylko drużynie pomagali, a nie ją ratowali.

Więcej o: