Albania - 15 punktów, Polska 14. I trzy mecze do końca eliminacji. We wtorek reprezentacja Paulo Sousy w Tiranie rozegra bardzo ważne spotkanie. Jeśli wygra, będzie niemal pewna drugiego miejsca w grupie i gry w barażach o przyszłoroczny mundial. Gorzej jeśli przegra lub z remisuje. Wtedy już nie będzie zależna tylko od siebie. W listopadzie będzie musiała oglądać się na Albanię, która na wyjeździe zagra z Anglią, a u siebie z Andorą.
- Czy sytuacja w tabeli nas spina? Nie, chyba nas nie spina - uśmiechnął się Kamil Glik, który w poniedziałek pojawił się na konferencji prasowej. - Dla takich meczów też się gra w piłkę. Ta adrenalina, cała otoczka - to wszystko nakręca. Takie mecze dają dużą frajdę, potem pamięta się je bardzo długo. Mam nadzieję, że inni też podejdą do tego meczu z takim pozytywnym nastawieniem. Myślę, że presja może nam tylko i wyłącznie pomóc - dodał wicekapitan reprezentacji Polski.
A kiedy później dostał pytanie o to, jak ocenia stopień trudności w skali 1-10, odparł: - Na osiem, może dziewięć.
Po czym dodał: - Jeszcze nie mieliśmy odprawy, ale jeśli trener będzie chciał zagrać ofensywnie, to tak będzie. Chętnie powtórzyłbym to 4:1 z Warszawy. Trzy punkty, przynajmniej w teorii, dawałoby nam już miejsce barażowe. Ale to nie będzie łatwy mecz. Albania to drużyna z włoskim trenerem i wieloma piłkarzami, którzy grają w Serie A. W ostatnich latach zrobili duży postęp - zakończył Glik.