Koniec z piknikami na meczach reprezentacji. PZPN ma plan. "Siatkówki nie przebijemy"

Dawid Szymczak
Koniec z piknikami na Stadionie Narodowym. PZPN chce ożywić doping podczas spotkań reprezentacji - na meczu z San Marino pojawił się wodzirej, były hasła i grafiki na telebimach. - Nie przebijemy siatkówki, bo charakter imprezy jest zupełnie inny, od takiego porównania zresztą uciekamy. Ale chcemy ten doping nieco podkręcić i zsynchronizować. Ma być głośniej - słyszymy w federacji.

Kibice, którzy regularnie pojawiają się na meczach reprezentacji Polski, podczas spotkania z San Marino mogli zauważyć kilka zmian, mających ożywić atmosferę na Stadionie Narodowym. Pojawił się dodatkowy spiker-wodzirej, który już podczas rozgrzewki zachęcał do głośniejszego dopingu. Kibice krzyczeli, a na telebimach pojawiały się decybele. Rekord? 102 dB, co można porównać do natężenia dźwięku wydawanego przez motocykl bez tłumika. Wodzirej zabawiał, prowokował do śpiewów i skandowania nazwisk piłkarzy, wzniecał meksykańską falę, prosił o machanie do kamery również w przerwie meczu. Przypominało to atmosferę znaną z hal i meczów siatkarzy.

Zobacz wideo "Prawdziwą wartość Łukasza Fabiańskiego poznamy, jak zabraknie go w polskiej bramce"

- Uciekamy od tego porównania, bo mówimy jednak o różnych dyscyplinach sportu — zaznaczają osoby z PZPN odpowiedzialne za wprowadzenie zmian. - Nie przebijemy siatkówki, bo charakter imprezy jest zupełnie inny. Na meczach siatkówki jest więcej czasu na zabawę z kibicami, bo co chwilę pojawiają się przerwy w grze: po zdobytym punkcie, gdy poprosi o to trener, czy po skończonym secie. Naszym głównym celem jest to, by na stadionie było głośniej. Na razie odbiór jest pozytywny, więc chcemy to udoskonalać i kontynuować — deklarują.

Fabiański rozpłakał się przed kamerami. Fabiański rozpłakał się przed kamerami. "Największy twardziel by pękł"

"Poprzednie władze PZPN nie chciały zachęcać do głośniejszego kibicowania"

Pomysł z ożywieniem dopingu kiełkował od kilku lat. W tym czasie atmosfera na meczach reprezentacji znacząco się zmieniła. Jeszcze za czasów pracy Waldemara Fornalika doping był bardziej zorganizowany, bo dla kilku tysięcy kibiców, którzy chcieli głośno wspierać kadrę, federacja rezerwowała bilety za jedną z bramek. Ale już za rządów Zbigniewa Bońka mecze reprezentacji w zamyśle były spokojnym świętem przystępnym dla każdego — bez chóralnych śpiewów i okrzyków, często niecenzuralnych i agresywnych. - Zmienił się kibic kadry: zainteresowanie piłką wzrosło, poprawiły się wyniki i piłkarze stali się bardziej popularni, więc na mecze chętniej wybierały się całe rodziny — mówią w federacji.

Poprzednie władze PZPN nie chciały wprowadzać zmian i zachęcać publiczności do głośniejszego kibicowania, co nie wszystkim się podobało. Część dziennikarzy, działaczy i kibiców narzekała, że na meczach reprezentacji jest piknikowo, cicho, chwilami wręcz nudno. Jeśli na boisku nie działo się wiele, na trybunach robiło się sennie. Co jakiś czas pojawiały się tylko spontaniczne okrzyki. Na jednej trybunie skandowali "My chcemy gola!", na drugiej imię i nazwisko któregoś piłkarza.

Mecz Izrael - Polska. Jerozolima, 16 listopada 2019Boniek ujawnia: Były obawy o atak terrorystyczny. Dwóch, trzech piłkarzy nie chciało jechać

- Chcemy teraz ten doping nieco podkręcić i zsynchronizować. Od meczu z San Marino pracuje para spikerów: wodzirej i drugi od oficjalnych komunikatów. FIFA i UEFA zachęcają do wprowadzania takich rozwiązań, by zagwarantować kibicom obecnym na stadionie nie tylko dostęp do najważniejszych informacji, jak składy, informacje o kartkach czy strzelcach goli, ale też dobrą zabawę — mówi pracownik PZPN. 

Zasad, kiedy wodzirej może się odezwać, jest mnóstwo, ramy są bardzo sztywne, a scenariusz od UEFA i FIFA precyzyjny co do 10 sekund. Najważniejsza zasada brzmi: wodzirej milczy podczas gry. Dlatego do aktywizowania kibiców w czasie meczu wykorzystano stadionowe telebimy. Pojawiały się na nich animacje i grafiki zachęcające do równoczesnego klaskania lub skandowania prostych haseł.

- Odczucia są pozytywne, jest potencjał, ale i pole do poprawy. Nie przyjęła się na przykład animacja: "Kto wygra mecz? Polska!". Nie wszyscy zrozumieli koncepcję, w której na telebimach wyświetla się samo pytanie: "Kto wygra mecz?", a trybuny mają tylko trzy razy odkrzyknąć "Polska!". Na meczu z San Marino część kibiców zadawała pytanie, część odpowiadała, niektórzy wykrzykiwali i pytanie, i odpowiedź. Wyszło chaotycznie. Wiemy, że tę grafikę musimy poprawić, by była bardziej czytelna. Mamy też pomysły na kolejne — deklarują osoby odpowiedzialne za wprowadzanie zmian. Słyszymy, że poboczny i długofalowy cel tych zmian to nauczenie kibiców dopingowania, wyrobienie w nich takiego nawyku. 

Piłkarze nie dostrzegli zmiany. "Debata o kibicowaniu się nie kończy"

"Pomysł z wykorzystaniem telebimów do stymulacji dopingu na stadionie wymaga jednak dopracowania, bowiem chwilami przypominało to nieudane występy karaoke, w których śmiałek bezskutecznie stara się trafić w rytm. Efekt takich występów bywa tragikomiczny" - ocenialiśmy na gorąco w pomeczowym tekście.

W PZPN z efektu końcowego są zadowoleni, bo podstawowy cel został spełniony: trybuny były weselsze, kibice reagowali na wyświetlane komunikaty i słowa wodzireja. Na najbliższym meczu z Węgrami (15.11) atmosfera ma być podobna, a szczegóły poprawione. - Choćby panowie, którzy wystrzeliwali koszulki w trybuny, wymagają dopracowania, bo chcemy wywoływać tym "efekt wow", a tutaj tego nie było. Ot, atrakcja jakich wiele. Obiecujemy sobie po tym zdecydowanie więcej — słyszmy w PZPN.

- Jest jeszcze jeden pozytywny aspekt. Przez to, że jesteśmy ograniczeni czasowo, bo bawimy się tylko przed spotkaniem i w przerwie, zachęcaliśmy kibiców do wcześniejszego przyjścia na mecz. Zdało to egzamin. Na rozgrzewce pojawiło się ich znacznie więcej niż na poprzednich meczach. To pomogło nam zbudować na początku atmosferę, trochę tych kibiców rozruszać i wprowadzić w odpowiedni nastrój. Dzięki temu rozładowaliśmy też kolejki przed bramkami i wokół stadionu, co poprawiło bezpieczeństwo — mówią w federacji.

Bernard TapieMultimilioner, bankrut i "człowiek tysiąca żyć" nie żyje. "Kłamałem, ale zawsze w dobrej wierze"

- Sami piłkarze na meczu z San Marino nie dostrzegli zmiany — przyznaje Jakub Kwiatkowski, rzecznik PZPN. Z naszych informacji wynika, że na tym debata o charakterze kibicowania na Stadionie Narodowym się nie kończy. Kolejne pomysły, mające rozruszać kibiców, będą stopniowo wdrażane.

Więcej o: