Sousa nie kłamie. Reprezentacja Polski broni coraz lepiej. Kiedy popełnia błędy? Mamy analizę eksperta

Reprezentacja Polski straciła bramki w 10 z 11 meczów za Paulo Sousy. Z Anglią obrońcy zagrali bardzo dobrze, ale wcześniej - w eliminacjach i Euro - było dużo gorzej. Problem widzieli wszyscy, ale niewielu potrafiło go wytłumaczyć. - Człowiek patrzy i sam się zastanawia, jak to mogło wpaść - przyznał nawet Robert Lewandowski. O szczegółową analizę poprosiliśmy więc trenera Mariusza Kondaka, analityka ekstraklasowych klubów.

Po 11 meczach za Paulo Sousy reprezentacja ma 17 straconych goli i tylko jedno czyste konto, zachowane w meczu z Andorą (3:0). Zmieniali się poszczególni obrońcy, rywale i sposób, w jaki Polacy tracili gole, ale główny problem pozostawał. Z otoczenia reprezentacji słyszeliśmy, że nie da się udzielić łatwej odpowiedzi, dlaczego zespół Sousy traci tak wiele bramek. Selekcjoner na konferencjach prasowych też odbijał piłeczkę i zwracał uwagę na to, jak dobrze reprezentacja radzi sobie w ataku. Dlatego dogłębną analizą gry obronnej na prośbę Sport.pl zajął się trener-analityk Mariusz Kondak, twórca projektu "Czytam grę", który w ostatnich latach pracował jako analityk w Wiśle Kraków i Wiśle Płock.

Zobacz wideo "Chylę czoła przed Paulo Sousą. Oceńmy go po eliminacjach MŚ"

- Paulo Sousa ma podstawy, by mówić o progresie w grze obronnej. Kluczem do zrozumienia jego przekazu jest wyłapywanie zdań, w których przemyca swoje spojrzenie na futbol. Z jego perspektywy brak czystych kont nie jest absolutnym wyznacznikiem efektywności organizacji defensywnej. Ważne by całościowo jego drużyna była zawsze krok przed przeciwnikiem - zaznacza Kondak. Z jego analizy wynika, że Polscy dobrze radzą sobie z wywieraniem nacisku już na połowie przeciwnika i nie stracili jeszcze gola po błędzie w wysokim pressingu. A to element, na którym szczególnie zależy Sousie. Problemy pojawiają się za to w innych fazach gry i przy stałych fragmentach. 

- Punktem wyjścia do analizy będzie stwierdzenie, że analogicznie do poczynań ofensywnych, za organizację gry w obronie odpowiada cały zespół. To co zazwyczaj mamy okazję widzieć w telewizyjnych skrótach, to moment bezpośrednio przed utratą bramki, pokazujący ostatnie podanie oraz strzał, dlatego pod lupą najczęściej lądują obrońcy i bramkarz. Równie istotne jest jednak zrozumienie jak z taktycznego punktu widzenia przeciwnik dostał się w pole karne. Dokopanie się do źródła problemu w akcji, w której zespół traci bramkę, często daje pełniejszy obraz niż skupienie na momencie poprzedzającym oddanie strzału, kiedy to obrońcy niejednokrotnie starają ratować sytuację po wcześniej popełnionych błędach - zwraca uwagę Kondak.

Cezary Kulesza zabrał głos ws. oskarżeń Anglików o rasizm. Cezary Kulesza zabrał głos ws. oskarżeń Anglików o rasizm. "Oczywista bzdura"

Systemowe spojrzenie na problem. Kiedy przecieka reprezentacja Polski?

W analizie bramek straconych przez drużynę Sousy odejdziemy nieco od personalnych wskazań na rzecz systemowego spojrzenia. Zaczniemy od statystycznego przyporządkowania straconych goli do różnych momentów faz gry obronnej.

Statystyka bramek traconych przez reprezentację Polski za Paulo SousyStatystyka bramek traconych przez reprezentację Polski za Paulo Sousy Mariusz Kondak

*dwukrotnie sklasyfikowana bramka Harry’ego Kane’a z Wembley - zarówno jako stały fragment gry oraz jako przejście do obrony po stracie na własnej połowie (akcja poprzedzająca faul we własnym polu karnym).

Każdej ze zdefiniowanych na potrzeby tekstu kategorii przyjrzymy się osobno, starając się nakreślić szerszą perspektywę w oparciu o liczbę straconych bramek.

Robert Lewandowski po meczu Polska - AngliaSKRÓT meczu Polska - Anglia. Szokujący bohater i genialny Lewandowski [WIDEO]

Wysoki pressing. Tu Paulo Sousa może być zadowolony

Śledząc wypowiedzi selekcjonera, widzimy, że stara się przede wszystkim natchnąć swój zespół odwagą i pewnością siebie. Gdy na konferencji przed meczem z Anglią wskazywał kluczowy aspekt nadchodzącego spotkania, mówił o bronieniu możliwie daleko od własnego pola karnego. Teorię wykładaną na konferencjach prasowych potwierdzają zresztą rozegrane dotychczas mecze. Wydaje się, że w tym obszarze taktycznym selekcjoner może widzieć postęp i oceniać go pozytywnie. Spoglądając na liczby - za jego kadencji nie straciliśmy jeszcze bramki po nieudanym wysokim pressingu, gdy przeciwnik budował atak na swojej połowie. Co więcej, po odbiorach na połowie przeciwnika zdobywaliśmy bramki w inaugurującym meczu eliminacyjnym z Węgrami oraz z Anglią na wyjeździe i podczas towarzyskiego spotkania z Rosją.

Moment odzyskania piłki podczas akcji bramkowej na 2:2 z WęgramiMoment odzyskania piłki podczas akcji bramkowej na 2:2 z Węgrami TVP Sport

Moment odzyskania piłki podczas akcji bramkowej na 1:1 z AngliąMoment odzyskania piłki podczas akcji bramkowej na 1:1 z Anglią TVP Sport

Moment odzyskania piłki podczas akcji bramkowej na 1:0 z RosjąMoment odzyskania piłki podczas akcji bramkowej na 1:0 z Rosją TVP Sport

Obrona strukturą na własnej połowie. Element, który wiele zespołów opanowało do perfekcji

Niezależnie od wizji, której fundamentem jest dominacja nad przeciwnikiem oparta m.in. na intensywności w fazie obrony, w każdym meczu są momenty, w których zespół musi odnaleźć się w innej specyfice. Wielu trenerów zauważa, że nie jest możliwe, by zespół cały mecz grał wysokim pressingiem - co mogliśmy dostrzec również podczas ostatniego spotkania z Anglią. Wówczas podstawowym narzędziem do blokowania progresji w ataku przeciwnika jest stworzenie kompaktowej struktury, która może dać przeciwnikowi nieco więcej czasu na kontrolę piłki, ale odbiera mu możliwość wejścia w pole karne. Taką strategię często wybierają trenerzy przygotowujący się do starcia z silniejszym przeciwnikiem. W tym miejscu znów można odnieść się do słów Sousy, który przed potyczką z Anglikami miał świadomość, że będą takie momenty, jednak chciał, żeby zespół mimo wszystko spychał przeciwnika i bronił się jak najdalej od własnej bramki.

Paulo Sousa podczas meczu Polska - AlbaniaPaulo Sousa zwrócił się do polskich kibiców. Tymi słowami ich "kupił"

Teoretycznie ten pomysł jest właściwy, natomiast co wtedy, gdy z różnych względów nie jesteśmy w stanie opuścić własnej połowy podczas posiadania piłki przez przeciwnika? Wówczas trzeba zaakceptować te momenty gry i cierpliwie, w zdyscyplinowany sposób, przesuwać całą strukturę względem piłki. Wiele zespołów na świecie opanowało ten element niemal do perfekcji, co poskutkowało pojawieniem się sformułowania o "kontroli meczu bez piłki". Zespół atakujący posiada piłkę, ale tylko w strefach, w których pozwala na to drużyna broniąca. Wracając do tabelki - widzimy spory rozdźwięk między liczbą straconych bramek po nieudanym pressingu, a po nieskutecznej grze w strukturze na własnej połowie. Cztery z siedemnastu goli reprezentacja straciła, gdy cały zespół był ustawiony na własnej połowie.

Ustawienie pozwalające swobodnie zmienić stronę ataku - mecz z RosjąUstawienie pozwalające swobodnie zmienić stronę ataku - mecz z Rosją TVP Sport

Ustawienie pozwalające swobodnie zmienić stronę ataku - mecz ze SłowacjąUstawienie pozwalające swobodnie zmienić stronę ataku - mecz ze Słowacją TVP Sport

Ustawienie po zmianie strony, zawodnik z piłką przodem do naszej bramki - może kolejny raz zmienić stronę lub szukać progresjiUstawienie po zmianie strony, zawodnik z piłką przodem do naszej bramki - może kolejny raz zmienić stronę lub szukać progresji TVP Sport

Skąd mogą brać się problemy ze skuteczną obroną w takim momencie? Z perspektywy zespołu atakującego przeciwko kompaktowej strukturze, kluczem jest rozbicie tej spójności, co w kolejnych krokach pozwoli przedostać się bliżej pola karnego. Jednym z najbardziej standardowych narzędzi do osiągnięcia tego celu jest możliwie szybka zmiana strony ataku. Zespół broniący będzie musiał wówczas przebiec dodatkowe kilkanaście metrów, zachowując przy tym odpowiedni dystans w formacjach. Gdy spojrzymy na bramki tracone w meczach z Rosją, Słowacją, Hiszpanią oraz Albanią, wszystkie chociaż w pośredni sposób rozpoczęły się od zmiany strony przez drużynę atakującą. 

Co jest zatem kluczem by zapobiec takiej sytuacji? Moment pressingowy w bocznym sektorze, gdzie sprzymierzeńcem jest linia boczna lub - jeśli jest to niemożliwe - maksymalne spowolnienie ruchu piłki, zmuszające przeciwnika do zmienienia strony krótkimi podaniami między obrońcami. Jeżeli zmiana strony będzie szybka, to utrzymanie struktury będzie trudnym zadaniem. Wtedy w grę wchodzą zasady taktyki grupowej oraz indywidualnej, która odnosi się w głównej mierze do asekuracji: kiedy zawodnik odpowiada za strefę, a kiedy za przeciwnika, kiedy środkowy obrońca ma zawężać, a kiedy zostać w świetle bramki? Te zależności może rozwikłać wyłącznie selekcjoner, znając własne założenia gry w fazie defensywnej. 

Nicola Zalewski, zawodnik AS Romy"To Zibi go wypatrzył. Był pod wielkim wrażeniem jego talentu". Debiut dzięki prezesowi

Stałe fragmenty gry. Polska straciła po nich aż siedem goli

Poniekąd jest to gra w grze. Moment, gdy piłka jest zatrzymana, zmienia całą specyfikę rywalizacji. Większość rzutów rożnych oraz rzutów wolnych, to sytuacje, które - w przeciwieństwie do innych momentów w grze - zazwyczaj kończą się obecnością piłki w polu karnym. To zaś wpływa na tworzenie sytuacji i zdobywanie bramek, co ostatecznie buduje całość narracji dotyczącej występu drużyny. Reprezentacja Sousy straciła aż siedem goli po stałych fragmentach gry. Cztery po rzutach rożnych (spotkania przeciwko Węgrom, Anglii na Wembley, Islandii i Słowacji) oraz po jednym z rzutu wolnego (z Islandią), rzutu karnego (Anglia) i pośrednio w konsekwencji braku organizacji, podczas rzutu z autu (Szwecja).

Zatrzymując się tylko na rzutach rożnych, wspólnych elementów należy upatrywać w nieskutecznym ataku na piłkę po dośrodkowaniu. W efekcie strącona piłka spadała w polu karnym, co wymagało ponownej próby jej wybicia. Uderzenia Harry’ego Maguire i Milana Skriniara padły ze strefy drugiej linii obrony. W obu sytuacjach strzelcy mieli swobodę przygotowania się do strzału.

Kompletnie innym przykładem jest bramka stracona w debiucie selekcjonera. Wtedy Węgrzy zaskoczyli Polaków podczas tzw. „drugiej akcji", kiedy to zespół musiał zaadaptować się z ustawienia podczas stałego fragmentu do otwartej gry. To przejście może generować komplikacje w zachowaniu odpowiedniej struktury, bo część zawodników może mieć zbyt daleko, by wrócić na swoją pozycję. W efekcie braku koordynacji podczas dośrodkowania, które poprzedziło stratę bramki z czterech naszych defensorów tylko jeden zabezpieczał światło bramki, co z pewnością nie było sytuacją preferowaną przez Sousę.

Uderzenie ze strefy drugiej linii po nieskutecznym ataku na piłkę - mecz z AngliąUderzenie ze strefy drugiej linii po nieskutecznym ataku na piłkę - mecz z Anglią TVP Sport

Uderzenie ze strefy drugiej linii po nieskutecznym ataku na piłkę - mecz ze SłowacjąUderzenie ze strefy drugiej linii po nieskutecznym ataku na piłkę - mecz ze Słowacją TVP Sport

W momencie dośrodkowania jeden z czwórki naszych obrońców chroni światło bramkiW momencie dośrodkowania jeden z czwórki naszych obrońców chroni światło bramki TVP Sport

Patrząc na pozostały bilans bramek straconych ze stałych fragmentów gry, mamy do czynienia tylko z pojedynczymi przypadkami, dlatego trudno dopatrywać się problemów systemowych. Rzut karny sprokurowany przez Michała Helika na Wembley oraz kuriozalne sytuacje z udziałem Grzegorza Krychowiaka (rzut wolny z Islandią) i Kamila Jóźwiaka (akcja po rzucie z autu ze Szwecją) zdarzają się w futbolu, natomiast trzeba przyznać, że nie zawsze muszą się one zakończyć utratą bramki. W analizie tych sytuacji znów musielibyśmy się cofnąć kilka kroków wstecz, kiedy to Islandia zaskoczyła nas krótkim rozegraniem rzutu wolnego, a Szwedzi stosunkowo łatwo wykreowali sytuację 2 na 1 względem Tymoteusza Puchacza, bezpośrednio w momencie wznowienia gry z autu. 

Kamil GlikBurza po meczu! Anglicy oskarżają Polaków o rasizm. Natychmiastowa reakcja PZPN

Przejście do obrony (strata na własnej połowie). Wyjątkiem mecz z San Marino

Na potrzeby klasyfikacji przyjęliśmy podział na straty piłki na własnej połowie oraz na połowie przeciwnika. Straty na własnej połowie wynikają często z podjęcia ryzyka utrzymania się przy piłce mimo naporu przeciwnika. Są zespoły, które unikają tego typu sytuacji wykorzystując grę bezpośrednią - tym samym uniemożliwiają przeciwnikowi przechwyty podczas wysokiego pressingu. Śledząc jednak uważnie wypowiedzi selekcjonera, wiemy, że patrzy na futbol w dużej mierze z perspektywy gry ofensywnej, a dla tego typu trenerów podjęcie ryzyka pod presją jest naturalnym krokiem w rozwoju zawodników oraz drużyny.

Jedyną bramkę po stracie piłki na własnej połowie Polacy stracili z San Marino, gdy nieporozumienie podczas budowania ataku skończyło się celnym uderzeniem Nicoli Nanniego. Akcje poprzedzające utratę bramek w meczach z Węgrami oraz Anglią (zarówno w meczu wyjazdowym i domowym) zaczęły się w momencie agresywnego podejścia rywali tuż po odzyskaniu piłki przez polski zespół. Agresja wymierzona w Roberta Lewandowskiego oraz Piotra Zielińskiego poskutkowała stratą i koniecznością ponownego skupienia się na działaniach w defensywie. Generalną obserwacją dotyczącą tego typu sytuacji jest potrzeba świadomości najlepszych zawodników, że będą poddawani presji z podwójną siłą. Sama świadomość jednak nie wystarczy, jeśli partnerzy z drużyny natychmiastowo nie zapewnią im wsparcie poprzez odważne wyjście na pozycję.

Lewandowski otoczony przez trzech rywaliLewandowski otoczony przez trzech rywali TVP Sport

Zieliński otoczony przez czterech rywaliZieliński otoczony przez czterech rywali TVP Sport

Bezpośrednio po odzyskaniu piłki Moder zalicza niecelne podanieBezpośrednio po odzyskaniu piłki Moder zalicza niecelne podanie TVP Sport

Przejście do obrony (strata na połowie przeciwnika). Rywale trafiają po kontratakach

Ostatnia z analizowanych kategorii dotyczy momentów, w których zespół broniący musi zorganizować się wobec kontrataku rywali. Najlepiej by wcale do takiego nie dopuścić, wykorzystując pressing w taki sposób, w jaki Węgrzy oraz Anglicy stopowali Polaków podczas powyższych przykładów z Lewandowskim oraz Zielińskim. I to właśnie na zatrzymywaniu zagrożenia w zarodku w głównej mierze się skupimy.

Gdy oczy kibica zwrócone są na zawodnika z piłką, który w okolicach pola karnego drybluje lub szuka możliwości do podania albo strzału, za jego plecami i za linią piłki odbywa się organizacja asekuracji ataku. Czym ona jest? Bezpośrednim przygotowaniem do ewentualnej straty piłki. W głównej mierze odpowiadają za nią środkowi obrońcy, którzy przed sobą mają wszystkich piłkarzy i z tej pozycji podpowiadają partnerom, w które przestrzenie powinni się poruszać. Dobrze zorganizowana asekuracja ataku może spowodować, że tuż po stracie nastąpi szybki odbiór piłki - już na połowie przeciwnika. Dzięki temu nie tylko kolejny raz wchodzimy w posiadanie piłki, ale cały zespół nie musi biec kilkadziesiąt metrów, by w okolicach własnej bramki zatrzymać kontratak przeciwnika. Dlaczego skupiliśmy uwagę na asekuracji ataku? Ponieważ dwie z trzech straconych w tej kategorii bramek jest związanych z tym właśnie aspektem.

Wiele zespołów w ramach organizacji fazy przejścia z obrony do ataku ma zawodników określanych mianem "referencji", czyli pierwszej stacji, do której po odbiorze chcemy skierować piłkę. Tacy zawodnicy mogą być mniej zaangażowani w pomoc w destrukcji i swoją uwagę skupić na obserwacji przestrzeni wokół zawodników drużyny przeciwnej. Upraszczając: zazwyczaj szukają miejsca dla siebie przed lub za linią obrony - w zależności od struktury asekuracji ataku. Zabezpieczenie tych stref ma pozwolić uniknąć sytuacji, w której jedno podanie otwiera zespołowi atakującemu drogę do kontrataku.

Gdy spojrzymy na pierwszą bramkę straconą podczas wyjazdowego meczu z Węgrami, możemy zobaczyć jak dużą przestrzeń zostawiliśmy przeciwnikom za plecami naszej linii obrony, bez wystarczającej presji na zawodnika z piłką. Dzięki temu mógł on jednym podaniem minąć wszystkich naszych obrońców. W meczu ze Szwecją, podczas którego z każdą minutą ryzykowaliśmy coraz bardziej, obie stracone w drugiej połowie bramki były konsekwencją kontrataków przeciwnika. Szczególnie podczas akcji na 2:0 ponownie uwidoczniony został temat asekuracji. Tym razem Dejan Kulusevski, który napędził kontratak, został sam przed linią obrony, co w momencie przyjęcia piłki pozwoliło mu wygrać pozycję.

Brak kontroli przestrzeni za linią obronyBrak kontroli przestrzeni za linią obrony TVP Sport

Brak kontroli przestrzeni przed linią obrony - między formacjamiBrak kontroli przestrzeni przed linią obrony - między formacjami TVP Sport

Tendencja. Paulo Sousa ma rację - jego zespół broni coraz lepiej

Budowanie głównej narracji w oparciu wyłącznie o akcje bramkowe ma w piłce nożnej niewielki sens. W futbolu na każdą sytuację "punktową" przypada dużo innych zdarzeń. By pokusić się o szczegółowe wnioski dotyczące organizacji gry w obronie, należy oglądać całe mecze, nie wystarczą kilkuminutowe migawki z najciekawszymi akcjami. Jak możemy wywnioskować po opisanych wyżej przykładach do wielu sytuacji mogłoby nie dojść, gdyby na wcześniejszych etapach nastąpiła korekta w ustawieniu zespołu. By ocenić generalną skuteczność poczynań w defensywie, warto posilić się statystykami opisującymi "gole oczekiwane" (expected goals).

Statystyka 'goli oczekiwanych', która pokazuje realne zagrożenie, jakie stworzył zespółStatystyka 'goli oczekiwanych', która pokazuje realne zagrożenie, jakie stworzył zespół InStat

Nie można odmówić Sousie, że tylko zdecydowanie mocniejsi rywale (Anglia podczas meczu wyjazdowego oraz Hiszpania podczas Euro 2020) górowali nad nami w jakości stworzonych sytuacji. Warto też odnotować progres w meczach z Anglią. W perspektywie 11 spotkań rozegranych za kadencji Portugalczyka, w ośmiu nasza reprezentacja była statystycznie bliżej zwycięstwa, nie zawsze jednak była w stanie to udokumentować (mecze ze Słowacją oraz Szwecją).

"Żeby wygrywać, potrzebujemy strzelić więcej bramek niż przeciwnik" - to stwierdzenia padło z ust selekcjonera bezpośrednio przed pojedynkiem z Anglią - jeżeli tendencje wynikające z goli oczekiwanych przekujemy w zdobyte bramki, kwestia tych straconych zejdzie zapewne na dalszy plan, a kibice oraz eksperci zaakceptują je jako część gry, jednocześnie swoją uwagę skupiając na atrakcyjności kolejnych widowisk z udziałem reprezentacji Polski. Bo pomimo całej dyskusji na temat straconych bramek, czy ktokolwiek z wielkim sentymentem wraca do tych spotkań, w których notowaliśmy czyste konta (3:0 z Andorą)? Trzeba oddać Portugalczykowi, że jego drużyna strzelała bramki w każdym ze spotkań. Na końcu najważniejsze są regularne zwycięstwa, a czy zostaną osiągnięte dzięki żelaznej defensywy, czy ofensywnych fajerwerków, to już rozterka selekcjonera i jego sztabu.

Więcej o: