Niespodziewany bohater meczu Polska - Anglia. Dziennikarze nie dowierzali i dopytywali

Czuł, że wchodzi na boisko w trudnym momencie, ale w doliczonym czasie gry spełnił marzenia. Nie tylko swoje. - Mieliśmy szansę wygrać. Trener powtarzał, że nie gramy o remis, a o zwycięstwo - mówił na pomeczowej konferencji Damian Szymański, strzelec gola w meczu z Anglią (1:1).

Damian Szymański to bohater absolutnie niespodziewany. Był beneficjentem początku kadencji Jerzego Brzęczka, bo selekcjoner dobrze znał go z czasów Wisły Płock, ale już po czterech występach przestał go powoływać. Nie było go w kadrze od listopada 2018 r. W tym czasie zmienił ligę - najpierw na rosyjską, później na grecką - i zniknął z radarów.

Paulo Sousa wcześniej nie zdradzał zainteresowania tym piłkarzem. Do powołania zmusiły go dopiero kontuzje najważniejszych środkowych pomocników. Szymańskiego zaprosił już po starcie zgrupowania. - Już wcześniej wiedziałem, że jestem obserwowany, a gdy kilku piłkarzy wypadło, dostałem telefon od trenera. To było w poniedziałek, w dniu rozpoczęcia zgrupowania. Paulo Sousa od razu powiedział, że na mnie liczy, przekazał mi, nad czym muszę pracować, o co chodzi w naszym systemie i co mam robić. Starałem się na treningach i myślę, że udało mi się odpłacić za zaufanie - wyjaśniał Szymański po meczu.

Zobacz wideo POLSKA - ANGLIA. Lewandowski i... długo, długo nic. Co z tą Polską?!

Damian Szymański: "Trener mówił mi, że jestem w tej strefie groźny i mam w nią wchodzić"

Dziennikarze dopytywali, jak to się stało, że on - defensywny pomocnik - w kluczowej akcji znalazł się w środku pola karnego Anglików i wbił piłkę do siatki. - Spełniło się moje marzenie - powiedział na początku 26-letni pomocnik AEK Ateny. - Trener mówił mi, że jestem w tej strefie groźny i mam w nią wchodzić. Robert Lewandowski dograł mi świetną piłkę, wykończyłem tę akcję i bardzo się cieszę. Mamy jednak nad czym pracować - zaznaczył. - Chcieliśmy wygrać, trener powtarzał nam w szatni, że po to wychodzimy na boisko. Mamy mocny skład, najlepszego piłkarza na świecie i szanse z każdym, bo piłka w Europie bardzo się wyrównała - zdradził Szymański. 

Po jego golu Stadion Narodowy eksplodował. Wszyscy członkowie reprezentacji Polski - piłkarze, rezerwowi, asystenci trenera, fizjoterapeuci biegli za Szymańskim. Dogonili go przy chorągiewce i cieszyli razem z kibicami. Nie dość, że Polacy zdołali odpowiedzieć na gola Anglików, to gol padł w doliczonym czasie gry. - Piękna chwila. Gdy obserwowałem pierwszą połowę z ławki rezerwowych, widziałem, że mecz dobrze nam się układa. Mieliśmy okazje do strzelenia gola. Nie wykorzystaliśmy ich i w drugiej połowie Anglicy zaczęli dominować, intensywność była bardzo duża. Wchodziłem w trudnym momencie - opisywał Szymański. - Trener na mnie postawił, bo dałem mu do myślenia w meczu z San Marino. Sądzę, że tam pojawiała się iskra.

Rzeczywiście, już po tamtym spotkaniu Szymański znalazł się w najlepszej jedenastce kolejki statystycznego portalu "WhoScored". Ale dopiero w kolejnym meczu - przeciwko Anglii - zapracował na miano bohatera. Dołączył do grona piłkarzy, którzy trafili przeciwko niepokonanemu rywalowi.

Najważniejsze jest jednak to, że jego gol zapewnił punkt. Polacy w trzech wrześniowych meczach zdobyli ich siedem i są na trzecim miejscu w grupie eliminacyjnej mundialu.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.