Reprezentacja Polski wypunktowana przed Anglią. Niepokojąca lista problemów

Dawid Szymczak
"Nawet jeśli strach ma więcej argumentów, wybierasz nadzieję" - pisał rzymski filozof Seneka Młodszy, tworząc właściwie definicję kibicowania. Dlatego, mimo obaw i wątpliwości, polscy kibice obejrzą środowy mecz z Anglią, wierząc w historyczne zwycięstwo. Ale powodów do zmartwień nie brakuje: o defensywę, o formę Grzegorza Krychowiaka, o wahadłowych, kadrowe ubytki i uzależnienie od Roberta Lewandowskiego.

Walka serca z rozumem potrwa do ostatniego gwizdka. Artykułów, których treść podyktuje serce, powstaną jeszcze dziesiątki. Telewizje odgrzebią bramki Jana Domarskiego i Jerzego Brzęczka, będą wywiady z Janem Tomaszewskim, pojawią się porównania do 2:0 z Niemcami za Adama Nawałki, spróbujemy dodać sobie wiary również remisem z Hiszpanią w Euro. W tym tekście odkładamy emocje na bok i oddajemy głos rozsądkowi. Piszemy o obawach i problemach kadry, których pomimo zdobycia sześciu punktów w dwóch ostatnich meczach, przybyło. Ale nadziei nie odbieramy, szanse na zdobycie punktów z Anglią - mimo wszystko - widzimy.

Zobacz wideo "Kontratak siedzi w naszych głowach, ustawienie Sousy nie przyniesie wyników"

Defensywa. Polsce strzela niemal każdy zespół

To pierwsza myśl - jak postawić się Anglikom z taką defensywą? Paulo Sousa prowadził reprezentację w dziesięciu meczach i stracił w nich 16 goli. Nie da się udzielić prostej odpowiedzi, co konkretnie nie działa, bo błędy popełniane przez obrońców są bardzo różnorodne: od złego ustawienia, przez brak zdecydowania, proste wpadki i złe indywidualne decyzje, po problemy z bronieniem się przed dośrodkowaniami. To cała kolekcja błędów. Niektóre trudno wytłumaczyć. - Człowiek patrzy i zastanawia się, jak to możliwe, jak to mogło wpaść - przyznał na konferencji prasowej Robert Lewandowski. Z kolei Paulo Sousa ucieka od odpowiedzi i proponuje spojrzeć na sprawę inaczej. - Tracenie goli? To część gry, część procesu rozwoju drużyny. Warto patrzeć na gole, które strzelamy - mówi Portugalczyk. Zaczyna to przypominać samo nakręcającą się spiralę. Kolejne tracone bramki i tylko jedno czyste konto - zachowane z Andorą, w drugim meczu Sousy - obniżają pewność siebie obrońców i prowadzą do niekiedy panicznych interwencji, gdy tylko rywal zbliża się do pola karnego. 

Paulo Sousa na konferencji prasowejŻadnej zasłony dymnej. Paulo Sousa podał nazwiska i pomysł na mecz z Anglią

W dodatku polska obrona - jeśli spojrzeć na nią z dystansu, bez sentymentów i przywiązania - nie rzuca na kolana. Kamil Glik przez lata mógł być liderem reprezentacji, ale obecnie gra w Serie B. Jan Bednarek w poprzednim sezonie był częścią drugiej najgorszej defensywy w Premier League, a na początku tego nie ma pewnego miejsca w składzie. Trzeci środkowy obrońca - Bartosz Bereszyński jest kontuzjowany, z Anglią nie zagra. I ktokolwiek go nie zastąpi, będzie niewiadomą. Zdecydować może selekcja negatywna: Kamil Piątkowski najpewniej skreślił się meczem z San Marino - nie tyle samym błędem, co reakcją na niego. Potrzebował bowiem kilku minut, by na nowo się skoncentrować, a przeciwko sobie miał przecież amatorów, a nie gwiazdy Premier League, na trybunach było kilkuset kibiców, a nie blisko 60 tys. Na mecz z Anglią może być dla niego za wcześnie. Z kolei Paweł Dawidowicz popełnił kilka błędów w meczu z Albanią (m.in. źle się ustawiał, łamiąc linię spalonego), a Michał Helik grał zazwyczaj na środku obrony, czyli w miejscu Glika, i w ostatnim meczu z Anglią sobie nie poradził - spowodował rzut karny. Selekcjoner może zatem postawić na Tomasza Kędziorę, którego jednak na pozycji półprawego stopera jeszcze nie sprawdzał i w ogóle wydaje się nie darzyć go szczególnym zaufaniem. 

Tyle o polskiej obronie. Jest jeszcze atak Anglików - z Harrym Kane’m, Raheemem Sterlingiem, Jackiem Grealishem i Masonem Mountem. Ostatnie dwa mecze - z Węgrami i Andorą - Anglia wygrała po 4:0. Punktem odniesienia przed meczem z Polską jest przede wszystkim spotkanie w Budapeszcie, bo grali w nim podstawowi piłkarze. Anglicy w drugiej połowie rozkręcili się tak, że mogli skończyć nie z czterema, a siedmioma golami. Najgroźniej atakowali skrzydłami (trzy z czterech goli strzelili po dośrodkowaniach), a akurat na bokach polska kadra jest bardzo awaryjna. Paulo Sousa preferuje system z wahadłowymi. Problem w tym, że w reprezentacji nie ma wielu piłkarzy, którzy dobrze czują się na tej pozycji. Widać to przede wszystkim po prawej stronie. Kamil Jóźwiak lepiej wypada jako skrzydłowy, gdy może w większym stopniu skupić się na atakowaniu. Mecze ze Słowacją, Szwecją i Albanią przypomniały, że wciąż ma spore braki w bronieniu. Alternatywy? Mizerne, bo Jakub Kamiński słabo wypadł w debiucie z San Marino, a Przemysław Frankowski coraz rzadziej gra na tej pozycji. W ostatnich meczach Sousa odszedł też od wystawiania tam nominalnego obrońcy. Wyjątkiem była pierwsza połowa na Wembley, gdy zagrał tam aktualnie kontuzjowany Bartosz Bereszyński. Problem jest więc tym trudniejszy do rozwiązania. Po lewej stronie tak źle nie jest, choć Tymoteusz Puchacz i Maciej Rybus lepiej atakują niż bronią, co bardziej przydaje się w meczach z San Marino i Andorą niż z Anglią.

Kontuzjowani. Za kilkoma piłkarzami możemy zatęsknić

Paulo Sousy nie opuszcza pech. Pracuje w Polsce od dziewięciu miesięcy, ale wciąż nie było zgrupowania, na które mógłby powołać wszystkich zawodników, których chce. Tym razem tracił piłkarzy wręcz hurtowo i musiał w ostatniej chwili dokonywać zmian na liście powołanych. Z nieobecnych piłkarzy właściwie dałoby się ułożyć drugą jedenastkę. W meczu z Anglią zabraknie Arkadiusza Recy, Krystiana Bielika, Jacka Góralskiego, Piotra Zielińskiego, Mateusza Klicha, Sebastiana Szymańskiego, Kacpra Kozłowskiego, Rafała Augustyniaka, Przemysława Płachety, Dawida Kownackiego, Arkadiusza Milika, Krzysztofa Piątka i wspomnianego Bartosza Bereszyńskiego.

- Co chciałbym zmienić po Euro 2020? Marzę, by wreszcie mieć w kadrze najlepszych piłkarzy. To frustrujące, że co chwilę ktoś wypada, a nie mam na to żadnego wpływu - mówił Paulo Sousa na początku zgrupowania i nadmieniał, że tym Polska różni się o czołowych reprezentacji, że na mało której pozycji ma dwóch równorzędnych piłkarzy. Już w meczu z Albanią poczuliśmy brak Klicha i Zielińskiego, gdy goście zdominowali środek pola, prowadzili grę na naszej połowie i swobodnie operowali piłką. Nam brakowało takich akcji, najgroźniejsi byliśmy po kontratakach i stałych fragmentach. Klasowych piłkarzy mamy tak niewielu, że strata każdego boli. W meczach z takimi rywalami, jak Anglia - tym bardziej. 

Świetna wiadomość dla Mateusza Klicha. Wyjaśniła się przyszłość Marcelo BielsyRzecznik PZPN-u poinformował o zmianach zasad. A Klich na to: "Trochę późno to załatwiłeś"

Skazani na Grzegorza Krychowiaka, który z Albanią czternaście razy stracił piłkę   

Większość nieobecnych piłkarzy to środkowi pomocnicy, co wydaje się kończyć gorącą dyskusję o odstawieniu Grzegorza Krychowiaka, który jest w słabej formie i ma za sobą nieudany mecz z Albanią. Być może w normalnych okolicznościach Paulo Sousa rozważałby posadzenie go na ławce rezerwowych, ale obecna sytuacja kadrowa każe jednak oswoić się z myślą, że Krychowiak wystąpi od początku. Karol Linetty i Jakub Moder mogli zagrać jako defensywni pomocnicy z San Marino, ale to żaden sprawdzian, bo z Anglią defensywny pomocnik będzie miał zupełnie inne zadania. Skala trudności też będzie zupełnie inna. Eksperyment w takim meczu? Sousa jest bardzo odważny, ale to byłaby brawura. Musiałby kompletnie stracić do Krychowiaka zaufanie, by zostawić go na ławce. A niewiele na to wskazuje - po coś dał mu wolne w spotkaniu z San Marino.

Na Anglików najprawdopodobniej wyjdziemy więc z zawodnikiem, który z przeciętną Albanią wygrał tylko dwa z dziesięciu pojedynków, czternaście razy stracił piłkę, często był spóźniony i podjął tyle złych decyzji, że czuliśmy niepokój niemal za każdym razem, gdy miał piłkę. Doceniamy, że pobiegł za Robertem Lewandowskim i wbił gola po jego indywidualnej akcji, ale nie zmienia to faktu, że Krychowiak ostatni dobry mecz w kadrze zagrał w marcu z Anglikami. Bardziej martwi, że było to pół roku temu niż cieszy, że w środę gramy akurat z tym samym rywalem.

Uzależnieni od Roberta Lewandowskiego. A plan "anty Lewy" już opracowany

Jan Tomaszewski przeszedł do historii jako ten, który zatrzymał Anglię. Według legendy - sam, mając naprzeciwko jedenastu rywali. Blisko pięćdziesiąt lat później może okazać się, że Anglicy zatrzymają jedynie Roberta Lewandowskiego i to im wystarczy. Nawet druga połowa meczu z San Marino pokazała, jak dużo reprezentacja Polski traci bez swojego kapitana. Oczywiście, Lewandowski tym razem będzie na boisku. Obawiamy się jednak, że trener Gareth Southgate zrobi wszystko, żeby odciąć go od podań i wyłączyć z gry. Nie jest to wyjątkowo oryginalny plan, bo każdy selekcjoner przygotowujący się do spotkania z Polakami, wpada na podobny. Ale Anglicy jako jedni z nielicznych mają piłkarzy, którzy wspólnymi siłami mogą ten plan zrealizować. Kalvin Phillips to pitbull, Declan Rice - twardziel, Harry Maguire najlepiej czuje się grając blisko napastnika. Od każdego z tych piłkarzy Lewandowski jest indywidualnie lepszy, ale gdy wszyscy razem skupią się na nim, może pojawić się problem. Lewandowski odcięty od podań, będzie miał niewielki wpływ na grę. Teoria mówi, że pozostali polscy piłkarze powinni mieć dzięki temu więcej miejsca. Praktyka pokazuje niestety, że nie do końca potrafią to wykorzystać. 

Robert LewandowskiBramkarz reprezentacji Anglii powiedział, co myśli o grze przeciwko Lewandowskiemu

Kibice gola nie strzelą. Jak to jest z tą magią stadionu?

Narodowy dodaje nam wiary. Pięknie brzmią te statystyki, że reprezentacja Polski nie przegrała na nim od 90 miesięcy i że w całej historii została pokonana tylko przez Ukrainę w meczu eliminacji mistrzostw świata w 2014 oraz przez Szkocję w sparingu w 2014 r. Z 28 meczów wygrała 18 (m.in. z Niemcami, Danią, Rumunią, Czarnogórą i Izraelem), a 8 zremisowała (m.in. z Portugalią, Rosją, Anglią, Urugwajem i Austrią). W środę wrócą zapewne wspomnienia ze zmitologizowanego spotkania z Niemcami. Kibice będą wypatrywać tej samej magii, co siedem lat temu. Tyle, że Anglicy nie przyjadą bez kilku kluczowych piłkarzy i nie zagrają pierwszego meczu po gigantycznym sukcesie. Już spotkania z Węgrami i Andorą pokazały, że nie ma co liczyć na ich rozkojarzenie. Słabsze dni też wypadają w ich kalendarzach bardzo rzadko: na mistrzostwach świata w Rosji odpadli w półfinale, w finale Euro 2020 przegrali dopiero po rzutach karnych, a w eliminacjach wielkich turniejów od lat są niemal bezbłędni.

- Liczymy na naszych kibiców. Mogą nam dodać nawet 20-30 proc. sił - szacował na konferencji prasowej Paulo Sousa. A nam przypomina się to zdanie trenerów, którzy przed meczami wyjazdowymi zwykli przypominać swoim piłkarzom, że doping dopingiem, atmosfera atmosferą, ale trybuny nikomu jeszcze gola nie strzeliły.

Więcej o: