Frustracja Paulo Sousy. Ekstremalne okoliczności selekcjonera reprezentacji Polski

Dawid Szymczak
Zamieszanie na liście powołanych, kolejni kontuzjowani piłkarze i trening w ulewnym deszczu. Pierwszy dzień zgrupowania reprezentacji Polski mógł być zdecydowanie lepszy. Paulo Sousa musiał skreślić pięciu kontuzjowanych piłkarzy, a później łatał dziury w kadrze: najpierw powołał dwóch młodych piłkarzy, po paru godzinach dwóch kolejnych - środkowych pomocników. A to i tak nie rozwiązało podstawowego problemu.

Od odpadnięcia z Euro minęły dwa miesiące. W tym czasie zmienił się prezes PZPN, Łukasz Fabiański zdążył zrezygnować z gry w reprezentacji Polski, a do kadry dołączyli nowi piłkarze. Ale jedno się nie zmieniło: Paulo Sousy nie opuszcza pech. Nie było jeszcze zgrupowania, na którym miałby do dyspozycji wszystkich piłkarzy, których chciał. Tracił już zawodników absolutnie kluczowych przed najważniejszymi meczami - Roberta Lewandowskiego przed spotkaniem z Anglią. Tracił piłkarzy, na których opierał się jego pomysł na grę kadry - Krzysztofa Piątka i Arkadiusza Milika przed Euro. Tracił piłkarzy, którzy dobrze spisywali się u poprzedniego selekcjonera - Krystiana Bielika i Jacka Góralskiego, którzy miesiąc po jego zatrudnieniu zerwali więzadła krzyżowe. Tracił też lewych obrońców - Arkadiusza Recę i Macieja Rybusa - więc nie udało mu się rozwiązać problemu od lat trapiącego kolejnych selekcjonerów z obsadą tej pozycji. A teraz traci piłkarzy hurtowo. Gdy Sousa zaczął tłumaczyć na konferencji prasowej, dlaczego kogo nie powołał, zeszło kilka minut.

Zobacz wideo

Na treningu zabrakło m.in. Piotra Zielińskiego i Grzegorza Krychowiaka 

- Co bym zmienił po Euro? Chciałbym wreszcie mieć w kadrze najlepszych piłkarzy. To frustrujące, bo nie mam na to żadnego wpływu - mówił. Z listy powołanych na pierwsze zgrupowanie po mistrzostwach Europy trzeba było wykreślić Dawida Kownackiego, Kacpra Kozłowskiego, Krzysztofa Piątka, Sebastiana Szymańskiego i Mateusza Klicha, który już drugi raz miał pozytywny wynik testu na koronawirusa. Za pierwszy razem - w marcu - zdążył przylecieć do Warszawy i całe zgrupowanie przesiedział w hotelu odizolowany od kolegów. A to nie koniec zdrowotnych problemów w kadrze. Poważny uraz mięśniowy dokucza też Piotrowi Zielińskiemu. W jego przypadku selekcjoner nie traci jednak nadziei, że fizjoterapeutom uda się postawić go na nogi do 8 września - wtedy Polska zagra z Anglią najważniejszy mecz tego zgrupowania. Nie wiadomo też, co będzie z Grzegorzem Krychowiakiem, który nie wziął udziału w pierwszym treningu. Narzeka na bolący mięsień i wieczorem przejdzie badania. 

Pierwszy szerszy wywiad Paulo Sousy po Euro 2020. 'Zmnieniłbym kilka decyzji'Alarm w reprezentacji Polski! Pięciu piłkarzy opuszcza zgrupowanie. Dwa dodatkowe powołania

- Na naszej pierwszej liście powołanych nie było Przemysława Płachety, ale wiadomo, że mamy go na oku. Ma jednak problemy zdrowotne. Podobnie jest z Rafałem Augustyniakiem. Chciałem go powołać, ale ma kontuzję. Jacek Góralski i Krystian Bielik również nie są jeszcze dostępni. Jakuba Świerczoka nie powołaliśmy, bo były problemy z jego przylotem z Japonii, a Michał Karbownik zmienia klub, więc chcieliśmy, żeby skupił się na tym - wymieniał Sousa, który szczególnie żałował, że do zdrowia nie wrócili jeszcze Milik i Piątek. - Od początku mówiłem, że atak to najsilniejsza formacja naszej kadry. Mamy bardzo dobrych napastników, znamy ich jakość, wiemy, jak bardzo mogliby nam pomóc. Cóż, musimy sobie radzić bez nich. Być może Piątek będzie gotowy, by zagrać w meczach po 5-10 minut. Dla nas to ważne, to już byłby krok naprzód - stwierdził selekcjoner

Zamieszanie na liście powołanych

W związku z tymi wszystkimi problemami Paulo Sousa zdecydował się dowołać czterech piłkarzy. Dziury w kadrze łatał stopniowo. Najpierw powołanie dostali Kamil Piątkowski, obrońca Salzburga, i Jakub Kamiński, skrzydłowy Lecha Poznań. Ale to nie rozwiązało największego problemu - ze środkowymi pomocnikami. Jeszcze w południe, podczas konferencji prasowej, gdy dziennikarze martwili się, że w kadrze zostało ich tylko trzech - Karol Linetty, Jakub Moder i Krychowiak (wtedy jeszcze nie było wiadomo o jego problemach mięśniowych) - selekcjoner zapewniał, że poradzi sobie z tym problemem i nie planuje nikogo awaryjnie dowoływać. Trzy godziny później zmienił zdanie i powołanie niespodziewanie dostali Bartosz Slisz z Legii Warszawa i Damian Szymański z AEK Ateny. 

Paulo Sousa w przeszłości przeżył koszmar. Pierwsza żona okrutnie złamałaPaulo Sousa znów wybrał bramkarza numer jeden w kadrze! Jasna deklaracja

Ale to też nie rozwiązuje problemu z zestawieniem środka pola. Polacy w ciągu tygodnia zagrają trzy mecze, a na ten moment zdolnych do gry na tej pozycji jest raptem czterech zawodników: sprawdzeni podczas Euro Moder i Linetty oraz debiutujący u Sousy Slisz i Szymański. Trudno uznać ich za gotowych do zastąpienia kontuzjowanych kolegów. Zasugerował to zresztą na konferencji prasowej sam selekcjoner. - Chciałbym wreszcie powołać najsilniejszą kadrę, a nie znów wprowadzać nowych zawodników i zapoznawać ich od początku z naszymi pomysłami. W dodatku nie jesteśmy Włochami, Niemcami, Hiszpanią czy Portugalią, że w miejsce kontuzjowanego zawodnika możemy powołać kogoś innego na podobnym poziomie.

I zamieszanie w hotelu

- Panie Robercie, panie Robercie! Mogę zdjęcie? Przecież nikt mi nie uwierzy, że pana widziałam - krzyczała fanka Lewandowskiego w hotelu, w którym rozpoczęło się zgrupowanie reprezentacji Polski. Miała szczęście, kapitan kadry przystanął. Gdy za nią wbiegła cała grupa fanów, drzwi windy już się za Lewandowskim zamknęły. Kibice humory mieli nie najlepsze, ale w hotelu była osoba, która martwiła się znacznie bardziej. Był to właśnie Paulo Sousa.

Grzegorz Krychowiak jako kolejny! Koszmaru Paulo Sousy ciąg dalszyGrzegorz Krychowiak jako kolejny! Koszmaru Paulo Sousy ciąg dalszy

Portugalczyk nie traci jednak czasu. Początkowy plan zgrupowania zakładał, że poniedziałkowy trening będzie w całości otwarty dla dziennikarzy, ale selekcjoner zmienił tę decyzję i już po kwadransie chciał zostać na boisku tylko z piłkarzami. Jeszcze większą prywatność zapewniła im pogoda. Ciekawskich, którzy kręcili się przed treningiem wokół boisk i próbowali coś podejrzeć, odstraszył rzęsisty deszcz. Na zasłoniętym boisku reprezentacja prawdopodobnie ćwiczyła taktykę na najbliższe spotkania. To pewna nowość, bo najczęściej podczas pierwszego treningu zgrupowania część piłkarzy regenerowała się po ligowych meczach, a ci mniej zmęczeni wykonywali proste ćwiczenia, których nie trzeba było ukrywać przed światem. Ale okoliczności są ekstremalne. Sousa nie ma wiele czasu, a do zrobienia całkiem sporo. Mecz eliminacji mistrzostw świata z Albanią już w czwartek (2.09) na Stadionie Narodowym. Następnie Polacy zagrają z San Marino (5.09) i Anglią (8.09).

Więcej o: