Dlaczego Kulesza wygrał wybory? Kilka osób ugrało na tym coś dla siebie

Kacper Sosnowski
Kiedyś trzeba było jechać w Polskę z bagażnikiem pełnym alkoholu. Teraz butelki lepiej zamienić na obietnice i posady. W kampanii wyborczej bardziej niż program przekonuje dzielenie się władzą. Wie o tym Cezary Kulesza, która będzie rządził polską piłką przez co najmniej cztery lata.

"Kiedyś kandydat na prezesa PZPN na pewno musiał mieć mocną głowę i dobrego kierowcę" - mówił mi  człowiek, który sam pracował niegdyś w związku i dobrze pamięta stare czasy. Oczywiście na spotkaniach z baronami też trzeba było swoje naobiecywać, choć bardziej w skali lokalnej.

Zobacz wideo Raków gra dalej w Europie. "W starciu z Gent nie stawiam ich na straconej pozycji"

Tamte spotkania miały charakter towarzyski. Obecnie też jeździć i spotykać się trzeba, ale największą siłę mają konkretne obietnice, umowy, przyrzeczenia. Każdy pyta: Co ja z twojej prezesury będę miał? 

Zaczyna się coś, co przypomina wymianę przysług lub usług, coś, co powszechnie znane jest jako handel. Tworzą się frakcje, zaczyna się liczenie głosów, jak przewaga nie jest wyraźna, trzeba obiecywać i dawać jeszcze więcej. Czasem po cichu, czasem na zamkniętych spotkaniach.

Ludović ObraniakByła gwiazda chce zostać selekcjonerem. "Zamiast Sousy Polska powinna zatrudnić mnie"

Do tych kuluarowych posiadówek - na które nie zawsze był zapraszany - nawiązywał w wystąpieniu Marek Koźmiński. Nawiązywał też do towarzyskiego załatwiania sobie przychylności. Sam od działaczy słyszał: - Marek, przyjechałbyś do nas czasem, wódeczki się napił.

Jak mówią zakulisowe doniesienia, Cezary Kulesza w prywatnych rozmowach był skuteczniejszy - obietnic składał dużo, a funkcjami i fotelami dzielił się chętnie. Złośliwi mówili, że liczba wiceprezesów w PZPN za jego rządów powinna wynosić nie pięciu a dwudziestu. Foteli wiceprezesów więcej wynaleźć się nie da, ale nie tylko o te funkcje toczyła się gra. Rozmowy tyczyły się także posad w zarządzie - jesienią PZPN i jego wydziały będą wyglądały zupełnie inaczej, niż dziś. Zresztą część roszad na bardziej eksponowanych stanowiskach (sekretarz generalny, szef kolegium sędziów) zaczęła się, gdy stało się jasne, że Kulesza ma nad Koźmińskim znaczną przewagę. Świadkami kolejnych będziemy w najbliższym czasie.

Kto się jak podzieli?

Na czym stracił Marek Koźmiński, który w czerwcu mógł liczyć na podobne poparcie co Kulesza? Być może na tym, że łączony był z nieco autorytarnym sposobem funkcjonowania dotychczasowego prezesa Zbigniewa Bońka. Zresztą w pewnym momencie kampanii Koźmiński dawał wyraźne sygnały, że od jego rządów chce się odciąć. - Chcę, żeby zarząd był organem, który przez wszystkich członków zarządza polską piłką. Chodzi o podzielenie się władzą z ludźmi, którzy na swoje funkcje zostali wybrani. Mieliśmy dziewięć lat dobrych i silnych rządów prezesa Zbigniewa Bońka, a teraz jestem pewny, że środowisko potrzebuje tej współodpowiedzialności i poczucia sprawczości - mówił Sport.pl w lipcu.

Być może delegaci bardziej uwierzyli w swoją sprawczość z Cezarym Kuleszą na fotelu prezesa, niż jak miałby tam zasiąść Koźmiński. Skąd też spora, jak się ostatecznie okazało, różnica w liczbie zdobytych przez kandydatów na prezesa głosów? Kulesza dostał 92 głosy, Koźmiński 23. Część z osób dotychczas popierających Koźmińskiego, widząc, jak wygląda sytuacja, przeszła do obozu tego, który miał przewagę. Kilka osób ugrało na tym coś dla siebie. To dość naturalne, że wszyscy lubią być gdzieś blisko sukcesu. Zwycięzca bierze wszystko.

Nicola Zalewski, zawodnik AS RomyNicola Zalewski komentuje pierwsze powołanie do reprezentacji Polski. Po włosku

Program wyborczy

Akapit dotyczący programu wyborczego obu kandydatów jest tak długi, jak ważny ten punkt był podczas całych wyborów. Program był, bo być musiał. - Czym wygrał pan te wybory? - zapytałem Cezarego Kuleszy tuż po zakończeniu Walnego Zgromadzenia Wyborczego PZPN. - Dobre pytanie. Trzeba by zapytać delegatów - odpowiedział nowy prezes PZPN.

Więcej o: