Tłumaczenie Paulo Sousy jest absurdalne! "Żaden trzeźwo myślący człowiek tak nie uważał"

Dominik Senkowski
- Patrzyliście na tę drużynę przez pryzmat umiejętności Roberta Lewandowskiego, sądziliście, że reprezentacja jest na jego poziomie - twierdzi Paulo Sousa. To fałszywe przekonanie, że my - kibice i dziennikarze - mieliśmy wygórowane oczekiwania wobec piłkarzy. Tymczasem planem minimum i maksimum jednocześnie było wyjście z grupy - pisze Dominik Senkowski ze Sport.pl.

Kilka dni przed rozpoczęciem Euro 2020 pisaliśmy: "Brak wielkich oczekiwań ze strony kibiców - to może być największy atut reprezentacji Polski przed zbliżającymi się mistrzostwami Europy. Mało kto wierzy w drużynę Paulo Sousy, a mecz z Islandią przyniósł kolejne wątpliwości".

Zobacz wideo Łukasz Fabiański żegna się z reprezentacją Polski. "Ten mecz może oprawić w ramkę"

W przeciwieństwie do Euro 2012 czy mundialu 2018, tym razem niewielu wierzyło w sukces reprezentacji na Euro 2020. Spora grupa obawiała się odpadnięcia w grupie, celem minimum i maksimum wydawało się zajęcie trzeciego miejsca, które dałoby awans do 1/8 finału. Zupełnie inaczej postrzega to Paulo Sousa.

Sousa: reprezentacja nie jest na poziomie Lewandowskiego

Portugalczyk podzielił się swoimi przemyśleniami z "Przeglądem Sportowym". Spytany o zachowanie Przemysława Płachety przy trzeciej bramce dla Szwecji (2:3), gdy skrzydłowy odpuścił krycie, zdecydował się generalną uwagę. - Myślę, że to nie kwestia zachowania, ale braku doświadczenia. Nie możemy tego wymagać od zawodników, którzy mało grali. Musimy dać im możliwość zdobywać to doświadczenie w meczach. Dziennikarze i kibice muszą to zrozumieć. A wy widzieliście i patrzyliście na tę drużynę przez pryzmat umiejętności Roberta Lewandowskiego, sądziliście, że reprezentacja jest na jego poziomie. Niestety nie jest. Dookoła niego, na innych pozycjach nie mamy zawodników tej klasy - powiedział Sousa. 

Kwiatkowski walczył do samego końca 4. etapu. Polak tuż za podium klasyfikacji TdPKwiatkowski walczył do samego końca 4. etapu. Polak tuż za podium klasyfikacji TdP

Kilka pytań dalej raz jeszcze to powtórzył.

  • Sousa: "Podkreślam jeszcze raz, poziom naszej drużyny to nie jest poziom Roberta Lewandowskiego."
  • Dziennikarz: "A jaki?"
  • Sousa: "Niższy. Mamy doświadczonych piłkarzy, kilku kluczowych ma wysokie umiejętności techniczne i taktyczne, ale mentalnie musimy pójść do przodu jako grupa."

Żaden trzeźwo myślący obserwator polskiej piłki nożnej nie uważał i dalej nie uważa, że mamy "reprezentację na poziomie Roberta Lewandowskiego". Zarzut selekcjonera w stronę kibiców i dziennikarzy jest więc w mojej opinii absurdalny.

Kto oczekiwał więcej?

Polska drużyna ma giganta w osobie Roberta Lewandowskiego i kilku piłkarzy średniej klasy europejskiej jak Grzegorz Krychowiak, Piotr Zieliński czy Wojciech Szczęsny. Żaden z 25 piłkarzy powołanych na Euro nie zbliża się poziomem do Lewandowskiego.

Skąd więc sugestia Sousy, że w zbiorowej opinii drużyna powinna grać tak, jak kapitan?

Takie założenie buduje fałszywe przekonanie, że kibice i dziennikarze mieli wobec reprezentacji nad wyraz duże oczekiwania, zupełnie nieproporcjonalne do poziomu piłkarzy. I że trudno było zawodnikom udźwignąć nienaturalnie dużą presję. Tylko że to podejście nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Poza Janem Tomaszewskim, który mówił, że "mamy drużynę na półfinał Euro", prawie nikt w Polsce nie wyrażał podobnych opinii. Tomaszewski z kolei przyzwyczaił już jego wypowiedzi w roli eksperta są co najmniej mocno dyskusyjne.

Przy odpowiedzi na inne pytanie "Przeglądu Sportowego" Paulo Sousa przyznaje: - Niestety nasz koniec nastąpił za szybko, czym rozczarowaliśmy wszystkich dookoła, a najbardziej siebie. Ja i piłkarze oczekiwaliśmy, że wyjdziemy z grupy. Dokładnie tego samego oczekiwano w Polsce. Nie tytułu mistrza Europy, a jedynie zajęcia trzeciego miejsca w grupie, które prawdopodobnie dałoby awans do 1/8 finału. Decydujący okazał się pierwszy mecz ze Słowacją, który powinniśmy wygrać nawet z jednym Lewandowskim i 10 piłkarzami o niższym poziomie od naszego kapitana.

Przyznanie się do błędów

Doceniam, że w pierwszym wywiadzie po zakończeniu Euro Paulo Sousa potrafił przyznać się do błędu. A nawet dwóch błędów. - Dziś, po analizach, wiem, że w pierwszym meczu powinienem zdjąć Krychowiaka - to o meczu ze Słowacją. - W trakcie meczu ze Szwecją podjęliśmy decyzję, by na ostatnie 20 minut wszedł Kacper Kozłowski. Drużynie bardziej przydałby się Karol Linetty - to o ostatnim spotkaniu grupowym. Umiejętność przyznania się do błędu nie jest powszechna w polskim sporcie.

- Nie widzę zbyt wielu rzeczy, które można by było zrobić inaczej albo lepiej, poza tymi, które wymieniłem - dodał Portugalczyk. Z tym można już dyskutować. Czy wprowadzenie tylu zmian (nowe ustawienie, nowi piłkarze) na trzy miesiące przed rozpoczęciem mistrzostw Europy nie było szaleństwem? Albo brak powołania na Euro dla Sebastiana Szymańskiego, który w środku pola w Rosji zanotował najlepszy sezon w karierze?

France Soccer League OneReal Madryt przyszykował kosmiczną ofertę za Mbappe. PSG może się skusić

Nie ma wątpliwości, że Paulo Sousa miał za mało czasu na przygotowania przed mistrzostwami Europy. Za późno został wybrany przez prezesa PZPN Zbigniewa Bońka na następcę Jerzego Brzęczka. Portugalczyk po raz kolejny o tym wspomniał, mówiąc o błędach obrony: - W kilka tygodni nie da się zmienić mentalności piłkarzy, do której są przyzwyczajeni całe życie - tłumaczył. - Niestety nasi zawodnicy zbyt często grają tak, żeby przenieść odpowiedzialność na innych, są bierni w obronie. A muszą być aktywni, nie mogą wpuszczać kolegów w kłopoty i sprawiać im dodatkowej trudności. To jest jedna z podstawowych rzeczy, nad którą pracuję z kadrą mentalnie, jeśli chodzi o świadomość gry - dodawał.

Pytanie, ile czasu pozostało jeszcze Portugalczykowi w Polsce. Już 2 września prowadzona przez niego reprezentacja zagra w eliminacjach mistrzostw świata z Albanią. Ewentualna wpadka może nas znacznie oddalić od wyjazdu na przyszłoroczny mundial. To zaś może doprowadzić do przedwczesnego rozstania się z Paulo Sousą. Jego kontrakt z PZPN obowiązuje do końca eliminacji do MŚ. 

Więcej o: