Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Paulo Sousa wypunktowany. Jeden piłkarz zawalił 5 z 6 goli. Nie ze swojej winy

Porażka na Euro 2020 ma kilku ojców, ale sztab Paulo Sousy też nie jest bez winy. Przy pięciu z sześciu straconych bramek udział miał Bartosz Bereszyński, ale trzeba się zastanowić czy winić piłkarza za brak umiejętności gry na pozycji, na której nie gra. A grzechów Sousy jest więcej. Trener Polaków oblał taktyczny egzamin na Euro. Trudno jednak domagać się jego zwolnienia.

W ostatnich dniach powiedziano już właściwie wszystko o przyczynach odpadnięcia Polski z Euro 2020. W większości tekstów i analiz głównym zarzutem jest brak czasu dla Paulo Sousy, który pracę zaczął 144 dni przed turniejem. W tym czasie poprowadził kadrę tylko w pięciu meczach i większość głosów słusznie podkreśla, że nie miał wystarczających możliwości na wpojenie własnego stylu gry. Ale Sousa też nie jest bez winy i do jego wyborów można mieć dużo zastrzeżeń. Być może nawet kluczowych w kwestii walki o wyjście z grupy.

Zobacz wideo Kto najbardziej rozczarował w reprezentacji Polski na Euro 2020?

Sousa mówił o błędach indywidualnych, ale jest ich wspólny mianownik

Zaskakujące jest to, że na błędach naszej defensywy Sousa się nie uczył, bo patrząc szeroko: każda kolejna stracona bramka była efektem podobnych kłopotów. Sousa zwykł mówić, że gole traciliśmy nie przez system, tylko po indywidualnych błędach naszych zawodników. Przeanalizowaliśmy każdego straconego gola i widać niestety, że w utratę nawet pięciu z sześciu goli był w jakimś stopniu zamieszany Bartosz Bereszyński. 

- Myślę, że to nie jest zawodnik, który jest idealny do gry na tej pozycji. Widać było, że nie czuje się dobrze w tej roli. Moim zdaniem dużo lepiej wypadłby w roli bocznego obrońcy, która jest dla niego naturalną rolą. Nie jestem przeciwnikiem gry trójką obrońców, ale nie wiem co właściwie miała nam dać ta zmiana, bo nie czuliśmy się w niej najlepiej. Glik czy Bednarek to środkowi obrońcy, ale często musieli schodzić do boków, by zamykać te korytarze, a to też nie jest ich zadanie. Tam częściej powinien się pojawiać środkowy pomocnik, a tego nie było - mówi Kazimierz Węgrzyn, ekspert i komentator TVP Sport na Euro 2020. 

Nie jest to jednak winą jedynie Bereszyńskiego, a również tego, gdzie widział go na boisku Sousa. Każdy mecz na Euro Bereszyński zagrał na pozycji półprawego stopera w ustawieniu z trójką obrońców. Tylko że w Sampdorii w sezonie 2020/2021 na tej pozycji zagrał zaledwie jeden mecz i to awaryjnie! Ba, Bereszyński swoje pierwsze juniorskie kroki stawiał jako napastnik, później był skrzydłowym, a pozycji prawego obrońcy uczył się dopiero w seniorskiej piłce po transferze do Legii. Również wahadłowym stał się niedawno.

Z kolei półprawy stoper, pozycja na której Bereszyński grał w czasie Euro, to bardzo wymagające taktycznie miejsce na boisku. Większość pracy, to dobre ustawianie się. I w tym Bereszyński bywał akurat mocno zagubiony i to wielokrotnie. Trudniej mu było o tyle, że często na swojej stronie zostawał z dwoma rywalami, bo grający na wahadle Jóźwiak czy Płacheta mieli potężne braki w defensywie i często nawet nie wracali za akcjami.   

 Jak padały bramki dla rywali?

  • 0:1 ze Słowacją. Bereszyński z Jóźwiakiem przegrali walkę z Makiem na skrzydle. 
  • 0:2  ze Słowacją. Błąd w kryciu strefowym całej obrony.
  • 0:1 z Hiszpanią. Bereszyński złamał linię spalonego. Brak agresywności Puchacza, Modera i Zielińskiego.
  • 0:1 ze Szwecją. Błąd Bereszyńskiego i wyjście ze strefy zaczęło lawinę kuriozalnych zdarzeń.
  • 0:2 Bereszyński zagubiony w obronie, przez moment kontrolował pozycje Forsberga, ale potem stracił go z pola widzenia. Blokowanie nic nie dało, bo Szwed miał mnóstwo przestrzeni.
  • 2:3 ze Szwecją. Wydaje się, że Bereszyński powinien spróbować odebrać piłkę Bergowi, miał ja na "wyciągnięcie nogi" i to w dość powolnie rozgrywającej się sytuacji. Potem był zagubiony, łamał linie spalonego, na koniec wykonał wślizg rozpaczy. Trzeba tu też zauważyć jednak brak powrotu Płachety, który wracał truchtem za rywalem, którego powinien pilnować, a to skończyło się golem Claessona. 

Bramki stracone przez Polskę z udziałem BereszyńskiegoBramki stracone przez Polskę z udziałem Bereszyńskiego źródło TVP Sport

Na Brzęczka spadały gromy, ale Sousa zrobił coś jeszcze bardziej ryzykownego

To też dość duży paradoks, bo za kadencji Jerzego Brzęczka na trenera spadały gromy za wystawianie Bereszyńskiego na lewej obronie, ale jak Sousa zrobił z Bereszyńskiego stopera, to wszyscy przyjęli to z dobrodziejstwem inwentarza, choć przypominamy: przecież to też nie jest jego pozycja. Dyskusji jednak nie było, a powinna być. Szczególnie, że nie funkcjonowało to od pierwszego meczu. Ale funkcjonować nie mogło, bo Bereszyńskiemu ewidentnie brakowało odpowiednich automatyzmów do gry na tej pozycji. Już po meczu ze Słowacją było widać, że rywale to dobrze odczytali. Z Hiszpanią Bereszyński też zaliczył mnóstwo interwencji (większość udanych), bo rywale pchali się jego stroną. Szwedzi zresztą też. Oni też wiedzieli, że to może być słabszy punkt i w którymś momencie zawiedzie. 

Sousa jednak z uporem był przywiązany do tej koncepcji gry, choć wydaje się, że zdecydowanie lepszym rozwiązaniem dla polskiej kadry byłoby wystawienie na pozycji półprawego stopera - jeśli nie typowego obrońcy - to choćby Tomasza Kędziory. Piłkarz Dynama Kijów zagrał w tej roli spotkanie towarzyskie z Rosją i można powiedzieć, że zagrał je bardzo dobrze, bo sam kilka razy świetnym ustawianiem ratował Polaków. Oczywiście Kędziora też nie jest idealny do roli półprawego stopera - w poprzednim sezonie zagrał na tej pozycji tylko pięć meczów - ale zaczynał karierę od roli stopera. Ma wpojone pewne podstawy, właśnie te automatyzmy, których brakowało Bereszyńskiemu. Poza tym, jak grał w kadrze, to nie zawodził. - Mało grałem w systemie z trzema obrońcami, ale jeżeli miałbym wybierać, to mógłbym występować jako półprawy środkowy obrońca i wahadłowy. Myślę, że za kilka lat będę już stoperem, taki mam plan w głowie, żeby po 30-stce przenieść się na środek defensywy. Zobaczymy, jak te plany się zweryfikują, ale sam zaczynałem karierę na tej pozycji w juniorach i dopiero później przestawili mnie na bok - mówił w rozmowie z kanałem "Foot Truck" Tomasz Kędziora, którego współpraca z Sousą zaczęła się dziwnie, bo od niespodziewanego braku powołania na marcowe zgrupowanie. 

Polacy zdominowali Polacy zdominowali "11" rozczarowań fazy grupowej Euro

Zachwiany balans. Dlaczego Rybus zapadł się pod ziemię?

Kibice krytykują teraz reprezentację, ale z umiarem, bo argumentują, że na piłkarzy Sousy patrzyło się przyjemnie. Do końca walczyli o awans, byli bardzo ofensywnie usposobieni, a jedyne czego zabrakło to umiejętności. Ja jednak odbiję piłeczkę, bo twierdzę, że zabrakło lepszego planu. Każdą drużynę, która postawi tylko na atak, będzie oglądało się lepiej, ale jeśli zapomina się o obronie, to są tego bardzo przykre konsekwencje. U nas zabrało odrobiny pragmatyzmu. Być może lepszej znajomości potencjału polskich piłkarzy, a tego Sousa nie miał.

- Jeśli jesteś bocznym obrońcą, to wymaga się od ciebie bronienia. Jak jesteś wahadłowym to myślisz jednak zdecydowanie bardziej o grze ofensywnej, ale wtedy brakuje elementu zaskoczenia. Boczny obrońca może wejść w drugie tempo i zaskoczyć obronę, wahadłowy ma mniejsze możliwości, bo jest pod kontrolą. My mieliśmy bardzo ofensywne wahadła, bo przykładowy Jóźwiak gra do przodu i nie potrafi tak dobrze bronić. Moim zdaniem zachwialiśmy balans - dodaje Kazimierz Węgrzyn. 

Sousa ograniczył nasze atuty w ofensywie?

Wydaje się, że dużo lepszym rozwiązaniem dla kadry byłoby to, gdyby Bereszyński grał w roli wahadłowego. Atakować też przecież potrafi, a kadra dzięki temu też byłaby lepiej zbilansowana między atakiem i obroną. A gdyby trzeba było jeszcze podnieść siłę ofensywy, to w drugiej połowie można było skorzystać z Jóźwiaka, który w roli wchodzącego z ławki spisywał się w marcu idealnie. Tym bardziej że zarówno on, jak i Tymoteusz Puchacz to piłkarze, którzy do roli wahadłowych po prostu się w tym momencie nie nadają. A przynajmniej nie na tym poziomie. O ile ich gra do przodu ma swoje duże plusy, o tyle w obronie mają duże braki i widział to choćby Czesław Michniewicz w kadrze u-21, gdzie Jóźwiak był rezerwowym, który wchodził często na podkręcenie tempa, a Puchacz nawet długo nie grał. 

Z kolei wydaje się, że Sousa sam pozbawił nas atutów w ofensywie. Bo, co prawda jesteśmy najczęściej dośrodkowującą drużyną na Euro, ale ze Szwecją robiliśmy to z głębi pola. A całe clue polega na tym, by dojśc z piłka jak najbliżej pola karnego, na dużej szybkości, zaskoczyć rywala i dośrodkować, albo odegrać płasko piłkę. I właśnie tak strzeliliśmy gola ze Słowacją czy Hiszpanią. Ale było tego zdecydowanie za mało. 

Dziś też trudno zrozumieć, dlaczego poza meczem ze Słowacją, nie zagrał Maciej Rybus. Tym bardziej że Puchacz już przed meczem ze Szwecją wykazywał spore zmęczenie. W ostatnim meczu zagrał tylko 45 minut, a zmienił go na lewym wahadle... Przemysław Frankowski, który też przez Sousę był rzucany od prawego wahadła, przez skrzydło, po pozycję numer 10 i lewe wahadło. To też niezrozumiałe. Tym bardziej że według naszych informacji Rybus na pewno był zdrowy i gotowy do gry. Ze Słowacją wcale nie zawiódł, a na pewno nie bardziej niż inni. A jest przecież lepszym piłkarzem od Puchacza, a na pewno bardziej doświadczonym, więc samo nasuwa się pytanie - Paulo, dlaczego?

Zbigniew Boniek krytykowany przez kibicówZbigniew Boniek zadał pytanie no i się zaczęło. "To jest TWOJA WINA"

Sousa dwa mecze przegrał taktycznie

Do tego dochodziło też nastawienie rywali, bo zarówno Słowacja, jak i Szwecja kompletnie zaskoczyły Sousę planami na mecz. Ze Szwecją przez 10 minut nie potrafiliśmy wyjść z własnej połowy, a jak już wyszliśmy, to tylko dlatego, że Szwedzi specjalnie odsłonili nam skrzydła i zachęcili do bezowocnych wrzutek z 30 metrów, na które byli doskonale przygotowani. Dlatego trudno się oprzeć wrażeniu, że Sousa dwa z trzech meczów grupowych przegrał przede wszystkim taktycznie. Choć trzeba mu przyznać, że akurat w tej kwestii potrafił wyciągać wnioski, bo w obu meczach po 45 minutach zmienił plan gry w ofensywie. 

Dziś raczej nie ma mowy o zwolnieniu Sousy. Zresztą byłoby to kolejne kuriozum i przerwanie rewolucji mentalnej już na samym jej początku. Przegraliśmy jednak Euro 2020 w dość banalny sposób, bo wyjście z tej grupy wcale nie było zadaniem niewykonalnym. Ale fakty są niestety brutalne, bo na osiem meczów kadra Sousy wygrała tylko jeden, z półamatorami z Andory. Traciła średnio dwie bramki na mecz, a w ofensywie, gdzie próbowała grać z polotem, błyszczał praktycznie tylko Lewandowski. Trzeba wyciągać wnioski. I to szybciej niż w przerwie meczów, bo we wrześniu może okazać się, że eliminacje do mundialu - gdzie po trzech meczach zajmujemy czwarte miejsce w grupie, wyprzedzamy tylko Andorę i San Marino - będą dla nas stracone. Szczególnie gdy patrzyliśmy na tym Euro na Węgrów, którzy co prawda też pożegnali się po fazie grupowej, ale stawiali się dużo lepszym reprezentacjom: Niemcom (2:2), Francuzom (1:1) i Portugalczykom (0:3).

Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ