Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Zapamiętają nas jako lekko postrzeloną drużynę. Miło się ją oglądało, jeszcze milej jej strzelało

Paweł Wilkowicz
Polska - czyli reprezentacja, dla której wielki turniej zawsze wypada nie w porę. Można gdybać o poprzeczkach i spalonych, można dziękować za walkę, i za to, że nam tym razem oszczędzono meczu-parodii a la Wołgograd. Ale za to po dziewięciu latach znów wylądowaliśmy we Wrocławiu.

To była pierwsza wielka trauma pokolenia Roberta Lewandowskiego: Wrocław 2012, Euro u siebie, mecz z Czechami. Po roztrwonionym lekką ręką prowadzeniu z Grecją na otwarcie, gdy remis smakował jak porażka, po horrorze z Rosją, gdy remis smakował jak zwycięstwo, trzeba było w ostatnim meczu grupowym pokonać Czechów. Wtedy, tuż po meczu z Rosją, wydawało się, że to "tylko" pokonać Czechów. A skończyło się 0:1. Też można było wtedy gdybać po meczu, też były szanse, również Roberta Lewandowskiego. Ale po latach to wspominamy jako kronikę zapowiedzianej klęski. Niegotowa drużyna, w której między najlepszym a najsłabszym piłkarzem była przepaść, powalczyła i odpadła.

Zobacz wideo Polish Esport Cup

Trójka z Borussii wtedy ledwie kilka tygodni wcześniej rozbijała Bayern Monachium w finale Pucharu Niemiec i tańczyła na podium w Berlinie, a teraz trzeba było wyjść na scenę w strefie kibica pod Pałacem Kultury i czekać: wygwiżdże nas tłum, czy nie? Nie wygwizdał. Nawet było "dziękujemy". A piłkarze się w duchu zastanawiali: za co? Przegrali wtedy marzenia.

A gdyby ktoś im powiedział, że przez następne 9 lat trzy razy zagrają w wielkim turnieju i dwa razy przegrają marzenia, że w 2021 powalczą i odpadną jako niegotowa na wielki turniej drużyna, z przepaścią między najlepszym a najgorszym zawodnikiem, mogłoby ich ściąć z nóg. Dziewięć lat, cztery turnieje reprezentacji z Robertem Lewandowskim. I trzy razy nie w porę. Polska w budowie 2012, Polska w stanie rozpadu 2018, Polska w budowie 2021. Sporo tego.

Gary Lineker rozlicza mecz Polska - Szwecja. Boleśnie dla PolakówGary Lineker rozlicza mecz Polska - Szwecja. Boleśnie dla Polaków

Była walka do końca. Ale kto to będzie pamiętać 11 lipca?

Można szukać tanich pocieszeń: do końca była walka, emocje, marzenia. Oszczędzono tym razem nam i drużynie Wołgogradu. Ale powiedzmy sobie szczerze: kto 11 lipca, w dniu finału, będzie jeszcze pamiętać, że Polska miała szanse do końca? Faza grupowa w 24-zespołowym Euro jest po to, żeby z niej wychodzić.

Rywal pewny awansu przed ostatnim meczem jest po to, żeby go sobie odpowiednio ustawić od początku spotkania. Jeśli znów się potykasz już o próg drzwi, w meczu o wszystko, to nie ma co gdybać: nie byłeś gotowy. Kto na świecie będzie pamiętać 11 lipca, że Robert Lewandowski kończy właśnie swój najlepszy wielki turniej, strzelił w nim więcej goli niż w trzech poprzednich razem wziętych. W przegranych drużynach nawet nagrody piłkarza meczu za to nie dają, nie mówiąc o jedenastce turnieju.

Najgorszy na boisku. A wystarczyło tę piłkę trafić i wybić [OCENY POLAKÓW]Najgorszy na boisku. A wystarczyło tę piłkę trafić i wybić [OCENY POLAKÓW]

Kto będzie pamiętać, że Piotr Zieliński w każdym meczu udźwignął rolę, którą mu wyznaczono? Przez długie minuty tylko on – Zieliński, piłkarz, którego tak lubimy kwestionować – potrafił polskie akcje przyspieszyć, zamiast spowolnić.

Polska dawała całkiem niezłe przedstawienia, to też prawda. Ale wielkie turnieje nadal polegają na tym, że na tę chwilę próby przywozi się drużynę, która ma dobrze ukryte najsłabsze punkty. I dziękujemy za spektakl, ale nasze najsłabsze punkty w tym turnieju krzyczały do rywali, żeby je wykorzystać. Od pierwszego meczu po ostatni: miękka obrona, brak pewności siebie. Zapamiętają nas jako lekko postrzeloną drużynę, którą się momentami całkiem miło oglądało, i której się jeszcze milej strzelało. Presja nie pętała nóg Polakom tylko wtedy, gdy już nie mieli nic do stracenia. Przy 0:1 z Hiszpanią, przy 0:2 ze Szwecją. Trudno sobie wyobrazić turniej, w którym presja będzie mniejsza niż przed Euro 2021. A jednak tę drużynę sparaliżowała.

 

Jedno wielkie szaleństwo, wiele "być może". I tylko marzenia przegrane na pewno

Węgry. Anglia. Słowacja. Hiszpania. Szwecja. Seria błędów. Miękki karny. Seria błędów. Drzemka w szesnastce. Seria błędów. To pięć z sześciu meczów Paulo Sousy o punkty, z wyłączeniem Andory. Pięć meczów, w których Polska pierwsza traciła gola. Traciła, mało powiedziane: podawała go rywalowi na tacy.

Russia Sweden Poland Euro 2020 SoccerKrychowiak największym przegranym? Nawet nie zastosował się do wskazówek Sousy

Sama sobie wiązała nogi już na starcie. Nie sposób nie docenić, że się z tych kłopotów próbowała dźwigać, że nie jest drużyną przezroczystą, że mimo odpadnięcia zostawia nas z poczuciem, że coś się tu próbowało rodzić, że Paulo Sousa mając tak mało czasu, sporo zdołał w tej drużynie zmienić. Ale to jednak nadal było jedno wielkie szaleństwo. Szalony moment na zmianę trenera, szalony rozmach trenera w zmienianiu drużyny. Może to przyniesie efekt z opóźnieniem, może jesienią, może Robert Lewandowski doczeka się jeszcze jednej szansy w wielkim turnieju. Wszystko – być może. Wszystko - oby. Tylko marzenia przegrane na pewno.

Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ