Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Kandydat na prezesa PZPN odpowiada na zachowanie rywala. "To absurd, kabaret"

- Szwedzi odpuszczą. Słowacy słabi, Hiszpanie słabi. Wszyscy słabi. Właśnie tego w nas nie lubię. Takiego gadania. Malkontenctwa - mówi Marek Koźmiński, wiceprezes PZPN, który w sierpniu wraz z Cezarym Kuleszą walczyć będzie o stanowisko prezesa. - Mój kontrkandydat chyba boi się z wami rozmawiać. Ja się nie boję, dlatego właśnie rozmawiamy - dodaje Koźmiński.

Bartłomiej Kubiak: Szwecja nie musi z nami wygrać za wszelką cenę - jest już pewna awansu do 1/8. Czy to w środę będzie miało znaczenie?

Marek Koźmiński: To są tylko takie układanki, które powstają w naszych głowach. Naszych, czyli w głowach kibiców, obserwatorów, dziennikarzy, ale nie w głowach piłkarzy. Bo to tylko my sobie teraz myślimy, że Szwedzi nie muszą, a my musimy, więc może będzie nam lepiej, łatwiej. No nie. Nie będzie nam ani lepiej, ani łatwiej. Szwedzi to nie jest nacja, która odpuści i przejdzie obok meczu.

Zobacz wideo

Reprezentacja RosjiTotalna ignorancja Czerczesowa. "Wystarczył mu tylko uścisk dłoni Putina"

Osiem zwycięstw, cztery remisy i aż 14 porażek - nigdy nie grało nam się łatwo ze Szwecją.

- Zgadzam się, ale jeśli mamy myśleć takimi kategoriami, to zacznijmy od tego, że drużyną, z którą nigdy nam się łatwo nie grało, była Hiszpania. Wygraliśmy z nią tylko raz. Ponad 40 lat temu [w 1980 r., 2:0 w towarzyskim spotkaniu po golach Andrzeja Iwana]. W sobotę w Sewilli to też był trudny mecz. Można w pewien sposób uznać ten remis za zwycięstwo, bo ten jeden punkt sprawił, że ten ostatni mecz ze Szwecją nie jest o honor - jak to zwykle bywa - a o wszystko, czyli o pozostanie w turnieju.

To, że Szwedzi mają 30 godzin więcej na odpoczynek, będzie miało jakieś znaczenie?

- Tak, to może mieć znaczenie. Nie mówię, że kluczowe, ale w jakimś stopniu na pewno może mieć wpływ. Tym bardziej że nasi piłkarze w Sewilli zostawili sporo zdrowia, a teraz wracają do Petersburga, gdzie pogoda - o dziwo - będzie bardziej ekstremalna niż w Hiszpanii, bo w Rosji - zresztą podobnie, jak w Polsce - najbliższe dni zapowiadają się bardzo upalnie. Warunki jednak będą takie same dla obu drużyn, dlatego też nie przesadzajmy. Nie szukajmy sobie usprawiedliwień ani wymówek, tylko zróbmy wszystko, by dobrze przygotować się do tego meczu. Taktycznie, ale też fizycznie. Tak, by starczyło nam sił do ostatniej minuty.

Robert Lewandowski po meczu z Hiszpanią dwukrotnie powtórzył w TVP, że to nie my, a Szwecja będzie faworytem. Zgadza się pan z nim?

- Nie do końca, bo szanse mimo wszystko oceniałbym 50 na 50. Szwedzi może mają bardziej wyrównany skład, ale my mamy większe gwiazdy, dlatego uważam, że startować będziemy z podobnego poziomu.

Lewandowski lepiej w tej kadrze funkcjonuje, kiedy gramy na dwóch napastników?

- Statystycznie tak by wychodziło, że Robert czuje się lepiej, kiedy ma kogoś obok siebie. W meczu z Hiszpanią to zadziałało: Robert strzelił gola, ale Karol Świderski też zagrał bardzo dobre spotkanie. To na pewno jest duży pozytyw z tego meczu, że dwójka naszych napastników dobrze ze sobą współpracowała. I to na tle przeciwnika takiej klasy.

Mecz z Hiszpanią pokazał, że istnieje w tej kadrze życie bez Grzegorza Krychowiaka?

- Krychowiak w meczu ze Słowacją zagrał bardzo słabo, wyrzucenie go z boiska wpłynęło ewidentnie na przebieg tego spotkania. Doradzałbym jednak spokój, niepopadanie w skrajności, bo trzy miesiące wcześniej na Wembley w spotkaniu z Anglią ten sam Krychowiak był najlepszym zawodnikiem na boisku. To wciąż bardzo ważny piłkarz w tej kadrze.

Kapitalne wieści dla Polski przed meczem ze Szwecją! Kapitalne wieści dla Polski przed meczem ze Szwecją! "Występ nie jest zagrożony"

Wie pan, ile goli w siedmiu ostatnich meczach straciła Szwecja?

- Nie wiem, ale pewnie mało.

Jednego, w wygranym 3:1 meczu z Armenią.

- Szwedzi nie mają wielkich gwiazd, ale tworzą zgrany i silny kolektyw. Dysproporcje między pierwszym a 11 zawodnikiem nie są u nich aż tak duże, jak u nas. Czeka nas trudny mecz, ale to oczywiste, bo na takich turniejach łatwych nie ma. I wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę. Na czele z trenerem Paulo Sousą i piłkarzami, którzy wiedzą, co muszą zrobić. Wiedzą, że muszą wygrać. I ja wierzę, że wygrają.

Przed meczem z Hiszpanią też pan wierzył, że nie przegramy?

- Oczywiście, że tak.

No to był pan w zdecydowanej mniejszości.

- Domyślam się, że większość była sceptycznie nastawiona po słabym meczu ze Słowacją. Fakty są jednak takie, że w kolejnym spotkaniu udało nam się zdobyć punkt z bardzo dobrą reprezentacją i na bardzo trudnym terenie [Polska z Hiszpanią grała na stadionie La Cartuja w Sewilli]. Tylko że teraz ten ostatni mecz w Petersburgu wcale nie będzie łatwiejszy.

Dużo zdrowia kosztował pana mecz z Hiszpanią?

- Zdrowia to on kosztował piłkarzy. Mnie on kosztował sporo nerwów. Był niewykorzystany karny przez Hiszpanów, był słupek Świderskiego. To było takie spotkanie, gdzie wszystko ważyło się do ostatniej minuty.

Ale zasłużyliśmy na ten remis.

- Tak, absolutnie. To nie był mecz do jednej bramki, bo my też mieliśmy sytuacje. Zresztą Hiszpanie po meczu sami przyznali, że 1:1 to sprawiedliwy wynik.

Z drugiej strony pojawiają się głosy, że to najsłabsza Hiszpania od lat.

- Szwedzi odpuszczą. Słowacy słabi, Hiszpanie słabi. Wszyscy słabi. Właśnie tego w nas nie lubię. Takiego gadania. Malkontenctwa.

Na reprezentację Polski po meczu ze Słowacją spadło dużo krytyki. Przesadzonej?

- Jeśli spojrzymy na to globalnie, całościowo, to myślę, że tak - krytyka była przesadzona. Ale z drugiej strony nie graliśmy dobrego spotkania, więc też nie można powiedzieć, że była zupełnie bezzasadna. My, jako naród, mamy tę cechę, że lubimy chodzić od ściany do ściany, popadać w skrajności. Dziś też widzę, że po 1:1 z Hiszpanią z jednej strony nastała euforia, a z drugiej sam pan mówi, że pojawiają się głosy, że to najsłabsza Hiszpania od lat. Postarajmy się to wszystko wypośrodkować.

Czy ten mecz z Hiszpanią to może być początek założycielskiego mitu, po którym Sousa pociągnie za sobą piłkarzy?

- Bardzo chciałbym, żeby tak było, ale na to pytanie będzie można odpowiedzieć dopiero w środę wieczorem. Po meczu ze Szwecją. Jeśli go wygramy i awansujemy do 1/8, wtedy będzie można mówić o tym, że narodziła się drużyna Sousy.

screen YouTubeSzatnia Polaków zapłonęła! Glik wstrząsnął kolegami. "Trzeba zapier***ć!"

Zbigniew Boniek powiedział, że bez względu na wynik na Euro na pewno nie zwolni Paulo Sousy. A pan? Co pan zrobi, jeśli w sierpniu zostanie nowym prezesem PZPN?

- Jeśli nim zostanę, wtedy będę się nad tym zastanawiał. Dziś takie dywagacje w ogóle nie mają sensu. Po pierwsze wciąż jesteśmy w grze, po drugie uważam, że widać w tej drużynie rękę dobrego, a przy tym odważnego trenera. Dlatego dajmy mu spokojnie pracować, a nie zastanawiajmy się teraz, czy Koźmiński zwolni Sousę. Bo może to wcale nie Koźmiński będzie go zwalniał, tylko ktoś inny? Albo może sam trener z kimś innym nie będzie chciał pracować, bo przecież takiej okoliczności - jak już się tak teraz zastanawiamy - też nie można wykluczyć.

Ma pan w ogóle teraz czas, by myśleć o wyborach?

- W życiu jest czas na wszystko. Najistotniejszy jest zdrowy balans. Dlatego nie powiem, że jestem teraz na Euro i nic innego się dla mnie nie liczy, bo jeśli bym tak powiedział, to po prostu bym skłamał.

Pański kontrkandydat Cezary Kulesza - który w przeciwieństwie do pana oficjalnie ujawnił się stosunkowo niedawno - napisał w oświadczeniu, że na czas Euro zawiesza kampanię wyborczą.

- Nie będę komentował śmiesznych rzeczy. Przecież ja też mógłbym teraz, rozmawiając z panem, odmawiać odpowiedzi na każde pytanie albo trzasnąć słuchawką i w ogóle nie gadać. Tylko że to byłby kabaret. Nie żyjemy w odrealnionym świecie. Nie da się uciec od takich spraw.

Czyli rozumiem, że pan kampanii na czas Euro nie zawiesił?

- Ja po prostu staram się żyć normalnie. Wiadomo, że dzień meczu reprezentacji to jest dzień meczu reprezentacji. Ale po takim dniu przychodzi kolejny, a potem jeszcze kolejny i trzeba jakoś funkcjonować. Czy wyobraża pan sobie, że miałbym z nikim przez ten czas nie rozmawiać: nie wykonywać czy nie odbierać żadnych telefonów albo z nikim się nie spotykać? Przecież to absurd. I proszę mi wierzyć, że z drugiej strony wygląda to podobnie. Też wykonywany jest jeden, drugi czy piąty telefon. No i teraz pytanie: czy to nie jest robienie kampanii? No według mnie jest. Może z tą różnicą, że mój kontrkandydat chyba boi się z wami rozmawiać. Ja się nie boję, dlatego właśnie rozmawiamy.

Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ