Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Hiszpania była zszokowana Polską. Słowa Sousy sprawdziły się!

W Sewilli wydarzył się cud. Gdy wszyscy straciliśmy wiarę w reprezentację Polski, ta w nieprawdopodobnych okolicznościach zremisowała z Hiszpanią (1:1). Zagraliśmy najlepszy mecz za kadencji Paulo Sousy, do którego wreszcie uśmiechnęło się szczęście, i udowodniliśmy, że z Hiszpanami da się grać inaczej, niż tylko głęboko się broniąc.

Korespondencja z Sewilli

Do odważnych świat należy, prawda? Paulo Sousie ta fraza musi się podobać. Zbigniewowi Bońkowi też. – Tylko atakując możemy coś zdziałać w starciu z Hiszpanią. Niedawno zagraliśmy przeciwko nim defensywnie. Nie skończyło się to dobrze – powiedział prezes PZPN w rozmowie z TVP Sport, odnosząc się do przegranego 0:5 meczu na młodzieżowych mistrzostwach Europy. I wygląda na to, że miał rację. Sobotni mecz był kompletnie inny. Hiszpanie zagrali słabiej, ale słabość rywala też trzeba umieć wykorzystać. Nam się to udało. Choć naszą kadrę skreślali wszyscy, rozegraliśmy najlepszy mecz w erze Paulo Sousy i byliśmy równorzędnym rywalem dla La Rojy. Sensacyjnie zremisowaliśmy i do Sankt Petersburga na mecz ze Szwecją pojedziemy z nadziejami na awans do 1/8 finału mistrzostw Europy.

Zobacz wideo Arboleda i Smuda królują w hiszpańskich mediach

Hiszpania – Polska. Remisujemy, ale zmierzamy w dobrą stronę

Gdy na piątkowej konferencji prasowej Paulo Sousa został zapytany o konkretne, merytoryczne powody, by wierzyć w sukces, nie podał ani jednego. Zamiast tego, wygłosił przemowę o konieczności odmiany mentalności. – Nie jest tak, że robisz "pstryk" i wszystko działa. To proces, na który potrzeba czasu – przekonywał selekcjoner, który zaznaczał, że Hiszpanie nie są przyzwyczajeni do gry przeciwko zespołom długo utrzymującym się przy piłce. Mówił, że to dla nas szansa, także właśnie pod względem mentalnym, bo każdy selekcjoner potrzebuje meczu założycielskiego, który buduje zespół; dla Adama Nawałki czymś takim było słynne starcie z Niemcami (2:0). 

Reakcja Paulo Sousy na strzał Roberta LewandowskiegoTak Sousa zareagował na pudło Lewandowskiego. Kamery wszystko nagrały

– Wierzę, że w trudnych momentach dochodzi do transformacji – deklarował Sousa, który dodał piłkarzom odwagi. Bo też co mieliśmy do stracenia? Porażka eliminowała nas z turnieju. A by zremisować grając defensywnie potrzeba i świetnej obrony, i fury szczęścia, które mieli Szwedzi i na które ostatnio my liczyć nie możemy. Dlatego też Sousa mógł powiedzieć piłkarzom: "Idźcie i spróbujcie". A oni naprawdę dali radę. I być może rozegrali swój "mecz z Niemcami". Romantyczna wizja Sousy mogła przekonywać, ale dopóki liczby były złe (jedna wygrana w sześciu meczach), dopóty trudno było ją traktować poważnie. Po sobotnim meczu to się zmieni i nikt już nie będzie mówić o demagogii, bo też trudno kwestionować to, że zmierzamy w dobrą stronę i to, że - jak podkreślał prezes Boniek - "im więcej osób podobnych do Sousy będzie w polskiej piłce, tym lepiej dla niej".

Hiszpania – Polska. Szczęście po raz pierwszy uśmiechnęło się do Paulo Sousy

W sobotę na La Cartuje Hiszpanie przez pierwszych kilka minut sprawiali wrażenie zszokowanych, jak zresztą wszyscy oglądający ten mecz. Polacy, zgodnie z zapowiedziami Sousy, grali do przodu. Agresywnie, ofensywnie, szukali wysokiego pressingu i szybko przedostawali się pod bramkę rywala. Przez dwie minuty gospodarze nie opuścili własnej połowy! Potem się otrząsnęli, zaczęli grać swoje, strzelili nawet gola po serii indywidualnych błędów (Tymoteusz Puchacz odpuścił Gerarda Moreno, Bartosz Bereszyński dał się wyprzedzić Alvaro Moracie), ale to naszych piłkarzy nie podłamało. Dalej graliśmy do przodu, dalej wyglądaliśmy naprawdę dobrze i konsekwentnie szliśmy po swoje, realizując plan Paulo Sousy, który imponował odwagą (dał 30 minut siedemnastoletniemu Kacprowi Kozłowskiemu, najmłodszemu graczowi w historii Euro!) i do którego wreszcie uśmiechnęło się szczęście.

Piotr Zieliński faulowany?Eksperci ocenili: czy Polska powinna dostać rzut karny? Czy Hiszpanii należała się jedenastka?

Kadencja Portugalczyka była do tej pory jednoznaczna z pechem. Nie dość, że nieustannie traciliśmy kolejnych piłkarzy z powodu kontuzji, to jeszcze w kluczowych momentach zawsze czegoś brakowało. A to pojawiał się indywidualny błąd, a to arbiter podejmował złą decyzję, a to piłka niekorzystnie odbijała się od słupka. Tym razem to do nas los się uśmiechnął. Tuż po wyrównującym golu, którego głową strzelił Robert Lewandowski, Hiszpanie mieli rzut karny po niepotrzebnym faulu Jakuba Modera. Wydawało się, że to kolejny dowód na to, że my po prostu nie możemy mieć pozytywnych rzeczy: nawet nie skończyliśmy się cieszyć z gola, a już sędzia stał przy monitorze, analizując sytuację na powtórce. Ale najpierw Gerard Moreno trafił w słupek, później Morata fatalnie spudłował i na dobre wróciliśmy do gry, walcząc niekiedy ostatkiem sił. Ale, co najważniejsze, skutecznie!

Hiszpania – Polska. Śmialiśmy się z husarii, ale ta dała radę

Choć po meczu ze Słowacją atmosfera wśród kibiców była grobowa, piłkarze nie mieli zamiaru wracać do domów. Z kadry docierały głosy, że atmosfera w zespole jest kompletnie inna, niż np. po przegranym 1:2 meczu z Senegalem na mundialu w Rosji. Że mimo słabszego rezultatu, nikt nie ma zamiaru rezygnować z walki. I było to widać. Zaczął Jan Bednarek, którego słowa o "husarii" mogły śmieszyć, ale też dobitnie pokazywały pewność siebie i wiarę we własne umiejętności.

 

Obrazkiem spotkania może być którakolwiek z min Kamila Glika. Doświadczony stoper na przedmeczowej konferencji prasowej deklarował, że atmosfera w drużynie jest bojowa. Po nim bardzo to było widać. Glik , grał w sobotę jak byk. I to taki, który wypił cztery cztery red bulle. Kłócił się ze wszystkimi. Darł się na kolegów, wyrzucał coś sędziemu, debatował z rywalami. Żądza sukcesu aż od niego biła. – W takich meczach potrzeba determinacji, ale i odrobiny szczęścia, którą posiadali też Szwedzi – powiedział Glik. I my też ją mieliśmy. Sam Morata miał przynajmniej cztery stuprocentowe okazje do zdobycia bramki. Ale seryjnie je marnował. Wojciech Szczęsny i nasi defensorzy popełniali błędy, ale reagowali na tle szybko, by móc je poprawić.

– Chciałbym, by to był dla nas mecz, który da nam tlen do tego, by trzeci mecz ze Szwecją zagrali jako finał – mówił w piątek Glik. Tak też się stanie. Dzięki niespodziewanemu, acz zasłużonemu remisowi Polacy pojadą do Rosji, by grać o być albo nie być na Euro. Konia z rzędem temu, kto po porażce ze Słowacją (1:2) spodziewałby się takiego rozwiązania. Ale się udało. Po remisie z Hiszpanią bez wątpienia powróci wiara w reprezentację i tylko od piłkarzy będzie zależało, czy balonik, który w sobotę udało się błyskawicznie napompować, równie szybko nie pęknie.

Mural na żywo

Emocje start! Chcesz podzielić się swoimi piłkarskimi emocjami? Nic prostszego. Specjalnie na Euro przygotowaliśmy Mural na żywo! Pokaż nam, jak kibicujesz polskiej reprezentacji, a my spośród przesłanych haseł wybierzemy najlepsze i umieścimy je na żywym muralu (jest do obejrzenia w Warszawie pod adresem Waryńskiego 3) oraz największym ekranie LED w Warszawie na placu Unii Lubelskiej.

Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ