Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Miał wyniki jak Messi, gratulował mu Lewandowski. "Za co ty go przepraszasz?!"

Dawid Szymczak
Karol Linetty miał szesnaście lat, gdy Robert Lewandowski, wręczając mu nagrodę po zwycięstwie w turnieju, powiedział: "Pracuj tak dalej i za parę lat widzimy się w reprezentacji". Minęły trzy i już podawali sobie piłkę przed bramką Litwy w towarzyskim meczu. Minęło dziesięć, a Linetty znalazł się w miejscu Lewandowskiego w polu karnym Słowacji i strzelił na 1:1 w pierwszym meczu Euro 2020.

"Ojcowie sukcesu" to cykl, w którym w związku z Euro 2020 na Sport.pl opisujemy gwiazdy reprezentacji Polski oczami ludzi, którzy towarzyszą im od lat: rodziców, żon, rodzeństwa, przyjaciół. Pokazujemy ich od codziennej strony, opowiadamy o drodze do sukcesu. O tym, czego w meczu nie widać, a jest dla nich najważniejsze. 

Karol w drugiej albo trzeciej klasie podstawówki ma napisać, kim będzie w przyszłości. Cała klasa od kilku tygodni spotykała się z policjantami, strażakami i lekarzami. Żaden piłkarz nie przyszedł opowiedzieć o swoim zawodzie, ale mimo to Linetty pisze: "Będę piłkarzem i będę grał w reprezentacji Polski". Mija kilkanaście lat, a on zaczyna już wierzyć, że reprezentacja po prostu nie jest mu pisana. Piłkarzem został, ale z reprezentacją nie po drodze. Pojechał na Euro 2016 i mundial, ale jako jedyny zawodnik z pola nie zagrał ani minuty. Adam Nawałka na jego pozycji miał innych ulubieńców, Jerzy Brzęczek dał niewiele szans. Gdy kadrę przejął Paulo Sousa, w Torino akurat też zmienił się trener. Linetty grał rzadziej, zespołowi nie szło. W marcu powołania nie było. Kontakt z asystentami Sousy w ostatnich tygodniach przed ogłoszeniem kadry na mistrzostwa Europy osłabł. Linetty kalkulował: jest mecz z Milanem, trzeba się pokazać, to ostatnia szansa. Skończyło się 7:0 dla Milanu i zdjęciem z boiska w 56. minucie. Karol czuł, jakby spóźnił się na pociąg.

Zobacz wideo "Hiszpanie szukają kozła ofiarnego. W Sewilli nie ma atmosfery piłkarskiego święta"

Pięć dni później - 17 maja - Karol Linetty oglądał w internecie konferencję prasową selekcjonera. Po siedmiu minutach usłyszał swoje nazwisko. Wymówione tak, jak Polacy wymawiać nie powinni - z "i" na końcu. Ale Sousa mógł je wymówić, jak tylko chciał. Byle powołał.

Linetty jechał na Euro 2020 z nadzieją, że wreszcie dostanie szansę. Na otwierające spotkanie ze Słowacją wyszedł w pierwszym składzie, zaraz po przerwie strzelił gola, kilka minut później miał szansę na jeszcze jednego. - Nie byłem zaskoczony wyjściem w pierwszym składzie, ciężko trenowałem, żeby dostać szansę. Strzelenie gola w kadrze to coś wspaniałego, choć wynik 1:2 sprawia, że jesteśmy na siebie bardzo źli - mówił na konferencji prasowej dwa dni po meczu.

Wojciech Szczęsny"Trzeba podzielić Wojtka na dwóch bramkarzy. Jest taka powtórka znad bramki" [OJCOWIE SUKCESU]

Robert Lewandowski wróżył wielką karierę. Linetty dorównywał młodemu Leo Messiemu

Inna sytuacja z tego spotkania. Pierwsza połowa, Linetty fauluje jednego ze Słowaków, ale ten sporo dokłada od siebie. Krzyczy, zwija się z bólu. Karol podaje mu rękę. Słychać jednego z Polaków: "Za co ty go przepraszasz?!". - Tak już ma. Kiedyś Rafał Murawski opowiadał nam o początkach Karola w pierwszej drużynie. Wchodził do szatni już od paru miesięcy, ale starszym piłkarzom wciąż mówił "dzień dobry". Inni młodzi piłkarze już po drugim czy trzecim treningu potrafili powiedzieć "siema". Starsi zawodnicy poprawiali Karola, on się uśmiechał, ale następnego dnia znów witał się tak samo. Z czasem zobaczyli, że on jest w tym autentyczny. Zawsze w domu miał powtarzane, że "proszę", "dziękuję", "przepraszam" i "dzień dobry" to słowa, które zawsze warto powiedzieć. Mówił tak do tych starszych piłkarzy w szatni, bo ich szanował. Później oni przez to szanowali też jego - opowiadają Elżbieta i Rafał Linetty, rodzice Karola. - Jak pierwszy raz przyjechał na zgrupowanie reprezentacji Polski, to do niektórych chłopaków mówił na "pan". Do Roberta Lewandowskiego bodajże też. Zdziwił się, zaśmiał, ale my właśnie tak Karola wychowaliśmy. Nie przedstawiłeś się, to mówisz na "pan".

Z Lewandowskim mijali się już wcześniej. Trenujący w akademii Lecha Poznań Linetty, podglądał treningi pierwszej drużyny, w której grał Lewandowski. Gdy obecny kapitan reprezentacji odszedł do Borussii Dortmund, spotkali się podczas turnieju Coca-Cola Cup. - Karol miał wtedy szesnaście lat i brał udział w takich specjalnych testach. Były trzy kategorie, które sprawdzały różne aspekty wyszkolenia technicznego. Nazywało się to bodaj "test piłkarza". Chłopcy przygotowywali się do tego po parę miesięcy. Pamiętam, że jeden mówił w reportażu "Cafe Futbol", że ćwiczył te konkurencje dwa lata. Karol zaczął tydzień przed testami. W dodatku miał pecha, bo gdy miał już wychodzić na boisko, odkleiła mu się podeszwa w bucie. Przykleił ją szybko tejpami fizjoterapeutycznymi i wykręcił niezwykłe wyniki. Sędziowie sprawdzali, czy stopery im się nie zepsuły. Miał wynik identyczny jak kiedyś Leo Messi. Dostał puchar i koszulkę od Lewandowskiego. Ale najważniejsze było to zdanie, że spotkają się kiedyś na boisku. To był niesamowity kop motywacji - wspominają rodzice. 

Na meczach reprezentacji Polski pojawiają się w specjalnych biało-czerwonych bluzach. Tata ma na plecach nazwisko Linetty, mama dłuższy napis: "Niektórzy ludzie muszą przeżyć całe swoje życie, żeby poznać swojego ulubionego piłkarza... Ja swojego urodziłam". Zawsze byli dla Karola największym wsparciem.

- Pamiętam taki turniej w Wągrowcu. Chłopacy mieli po 10 lat, koniecznie chcieli tam pojechać, ale ich trener tego dnia miał turniej w Żyninie ze starszymi chłopakami. Wybrał tamten, bo Wągrowcu ci nasi i tak mieli niewielkie szanse, bo przyjeżdżał m.in. Lech Poznań i akademia z Szamotuł. Wobec tego jako trener pojechałam ja, Sylwię - starszą siostrę Karola - wzięłam na kierownika drużyny, żeby trzymała wszystkie legitymacje i dokumenty - opowiada Elżbieta Linetty. - Na rozgrzewkę wyszedł Lech: dresiki, dwóch trenerów, piłeczki, pachołeczki. Nasi chłopacy siedzieli na ławce z rozdziawionymi buziami. Jak Lech zaczął rozgrzewkę, to nie szło się połapać, kto podaje, gdzie biegnie, co robi. Wyglądali bardzo profesjonalnie. Panowie piłkarze. Krzyknęłam wtedy do naszych: "Dalej, chłopaki! Rozgrzewka!". Nie chciałam, żeby na nich patrzyli i się dodatkowo stresowali.

- A później tak dobrze szło, że doszliśmy do finału. Wtedy już się zaczęły jakieś rozmowy, że ja papierów trenerskich nie mam. Zadzwoniłam szybko po ich trenera, że jesteśmy w finale i jak nie przyjedzie, to nas wyrzucą. Zdążył, ale przegraliśmy w karnych z Unią Swarzędz. Po tym turnieju Karol zaczął być powoływany do reprezentacji Wielkopolski.

- Dzisiaj już wszystkich meczów nie oglądam. Nerwy robią swoje. Emocje bywają za duże. Porażki Torino wpływają na nastrój w domu. Zawsze obserwuję Karola. Czasami koledzy go nie widzą, kilometrów narobi mnóstwo, a piłkę dostaje pięć razy. Ale reprezentacja to świętość. Czasami jechaliśmy na mecz do Warszawy, później na godzinę czy dwie pogadać z Karolem w hotelu i w drogę do domu. O piątej spać, o siódmej do pracy. Znajomi pytali: "Chce się wam? Nie lepiej w telewizji obejrzeć?". Ale tak zapyta tylko osoba, która nie była nigdy na meczu. To są zupełnie inne emocje. Jak się jest na miejscu, to dosłownie wchodzi się w ten mecz. Czuje się tę adrenalinę - mówi Elżbieta Linetty. 

Krzysztof Piątek podczas meczu Anglia - Polska"To, co się działo, przechodziło ludzkie pojęcie". Ale w Niemczy nie ma już wycieczek z Włoch [OJCOWIE SUKCESU]

Co powinno wiedzieć dziecko, które chce zostać piłkarzem? "Masz przywieźć medal, wtedy wybaczę"

Gdyby dziś to Karol Linetty miał pojawić się w jakiejś szkole i opowiadać dzieciom z czym wiąże się zawód piłkarza, musiałby wspomnieć również o negatywach. Zalety znają nawet najmłodsi. - Należałoby zacząć od początku, czyli przeniesienia do akademii Lecha Poznań. Ludzie mówili, że gdzie my go takiego małego wysyłamy do Poznania, 80 km od domu, że piłkarza chcemy z niego zrobić, że gwiazdę stworzyć. A tu po prostu chodziło o jego pasję. Gdy zaczynał grać w piłkę, od razu miał błysk w oku. Z kolegami zbudował siłownię w ogrodzie. Wzięli jakąś ławkę, łożyska i inne żelastwo ze starych kombajnów i zaczęli ćwiczyć. A trawę w ogrodzie zaczynamy mieć dopiero teraz, bo potrzebowała dobrych dziesięciu lat, żeby odżyć. Grali przecież od świtu do nocy, więc ją wykończyli - opowiadają rodzice.

- Internat ma w sobie coś z wojska. To szkoła życia. Była tęsknota, dzwonienie. Parę razy byliśmy już w drodze, żeby go stamtąd zabrać, ale zawsze przed nami pojawiał się trener Patryk Kniat. Autorytet Karola. Zawsze potrafił do niego dotrzeć, więc jak byliśmy w połowie drogi, Karol dzwonił, że już wszystko w porządku i zostaje. Nie zawracaliśmy, jechaliśmy sprawdzić, czy na pewno już wszystko dobrze. To chyba wspominam najgorzej - pani Elżbieta zawiesza głos. - Jechać tam, ucałować i wychodzić prawie bez słowa, żeby się przy nim nie rozkleić.

Linetty musiałby opowiedzieć też o zajętych weekendach. - Wtedy są wszystkie uroczystości rodzinne, a jego nigdy na nich nie ma. Bo turniej, bo mecz, bo zgrupowanie. Czasami bardzo chciałby być, jak na ślubie siostry. Ale akurat tego dnia grał pierwszy mecz na mistrzostwach Europy U-17, na których zajęli trzecie miejsce. Niezapomniana chwila. Mecz był tuż przed ślubem. Przyjechała już do nas pani fotograf. Zajrzała nieśmiało: "Dobrze trafiłam, tutaj ślubują?". Mogła zwątpić, bo my wszyscy - jeszcze nie do końca uszykowani - staliśmy przed telewizorem i oglądaliśmy mecz z Belgią. Z 20 osób w domu było. Sylwia powiedziała Karolowi: "Masz przywieźć medal, wtedy wybaczę".

Grzegorz Krychowiak"Nie wiedzieliśmy, jak się jeździ tramwajem. Teraz trzeba było wsiąść do samolotu" [OJCOWIE SUKCESU]

No i musiałby dzieciakom wspomnieć, że nie zawsze zdobywa się mistrzostwo albo wygrywa mecz. Zawodów jest sporo. - W klubach zawsze szło mu dobrze, gorzej bywało z reprezentacją. Na mistrzostwach Europy w 2016 r. był jeszcze młody, wchodził do drużyny, więc łatwiej było zrozumieć, że nie zagrał. Chociaż w eliminacjach występował już całkiem sporo, więc nadzieje na pewno były. Ale z tym Karol jeszcze się pogodził. Sam czuł, że Adam Nawałka może wpuszczać na podobną pozycję Filipa Starzyńskiego. Karol był zachwycony jak on wykonywał rzuty wolne. Co strzał to gol. Na treningach wpadało mu wszystko. Po okienkach uderzał. Karol myślał, że w którymś momencie turnieju to się przyda. Na taki mecz z Portugalią. Końcówka, zagrać pod faul i niech Starzyński uderza. Wtedy można zrozumieć, że zostaje się na ławce, bo liczy się przede wszystkim dobro drużyny, choć wewnątrz na pewno i tak się przeżywa - mówią Elżbieta i Rafał Linetty.

- Ale mistrzostwa świata zniósł gorzej. My też zresztą. Był taki mecz sparingowy w Arłamowie przed wylotem na turniej. Sędziował go Tomasz Musiał, który później został zapytany, kto grał najlepiej. Powiedział, że Linetty. A przecież trochę ten sędzia już w życiu widział i na piłce się zna. Karol był wtedy mocny, w dobrej formie, a jednak nie był pewien, czy selekcjoner go nie skreśli. Ostatecznie pojechał, ale czuł, że może nie zagrać. Wszyscy dostali szansę, chociaż pięciominutową, a on jako jedyny nie wszedł na boisko. W ostatnim meczu nie mieliśmy już przecież szans na wyjście z grupy… A poza tym był naprawdę w dobrej formie - wspominają rodzice. 

Mówiło się wówczas, że Karol Linetty był przemęczony. - Był nadgorliwy. Wchodził do kriokomory praktycznie codziennie. Przedobrzył. I to wpłynęło na poziom jakichś białek, które świadczą o zmęczeniu. Trudno to zniósł, fatalnie, podupadł mentalnie. U Jerzego Brzęczka też dostawał bardzo mało szans. Dopiero z Bośnią i Hercegowiną pod koniec 2020 r., a wcześniej z Włochami w bardzo eksperymentalnym składzie i nowym ustawieniu.

Dlatego szansa od Sousy była tak ważna. Dlatego gol ze Słowacją był dla Linettego tak ważny. Ale Karol, jak wszyscy, żałuje, że nie wystarczył do zdobycia punktów w tym meczu.

Jaki jest Karol Linetty?

W 2015 r. Lech Poznań świętował ostatnie mistrzostwo Polski. Karol Linetty miał 20 lat i grał w środku pola, Maciej Skorża był trenerem. I irytował się za każdym razem, gdy któryś z kolegów albo pracowników Kolejorza zwracał się do Linettego "Karolek". Skorża pouczał, że to już "pan Karol", że dojrzały i silny, a takim "Karolkowaniem" niepotrzebnie go hamują. Trener czuł, że ma piłkarza z wielkim potencjałem, którego coś blokuje. Czasem na niego krzyknął, czasem podszedł delikatniej. Szukał klucza. W kluczowym momencie, w przerwie meczu z Legią Warszawa, który mógł znacząco przybliżyć Lecha do mistrzostwa Polski, krzyczał w szatni, że w drugiej połowie chce zobaczyć tego Linettego, którym interesuje się Anderlecht i Borussia Dortmund. Ten talent, o którym tyle słyszał. Miał wrócić na boisko i stłamsić Ivicę Vrdoljaka. Przekaz Skorży dotarł. Linetty odebrał piłkę w środku pola, przebiegł z nią kilkanaście metrów i strzelił gola sprzed pola karnego. Lech wygrał kluczowy mecz.

- Karol ma mocny charakter. Jak się na coś uprze, to nie ma przebacz. Może nie każdy o tym wie, bo on więcej myśli niż mówi. Czasami woli przemilczeć. Siostra Karola, Sylwia, jest podobnie uparta, ja zresztą mam to samo - mówi Elżbieta Linetty. - Po Karolu od zawsze było widać takie zacięcie w rywalizacji. Zawsze musiał wygrywać we wszystkie gry. Jak był mniejszy, nigdy nie dostawał forów, musiał się postarać. A z czasem już się nie dało pograć dla zabawy, bo Karol musiał wygrać - uśmiecha się tata.

24.03.2019 Warszawa. Kamil Glik podczas meczu eliminacji Mistrzostw Europy Polska - Łotwa"Kamil w kółko mówił tylko, że tragedia. Oboje płakaliśmy do telefonu" [OJCOWIE SUKCESU]

- Jego wszyscy lubią. On wchodzi do pomieszczenia, mogą tam być sami obcy ludzie, a wzbudzi u nich sympatię. Dzieciaki do niego po prostu lgną, wszystkie go uwielbiają. Czują, że to dobry, ciepły człowiek - uważa pani Elżbieta. - A, no i kłamać nie umie. Zupełnie! Dlatego w internacie wystarczyło na niego spojrzeć i już się wiedziało, czy wszystko dobrze, czy jednak są jakieś problemy. Przypomina mi się historia sprzed paru lat. Karol przyjechał tutaj do Damasławka swoim audi A3. Obok boiska chciał zrobić drift i zahaczył o jakiś słupek. Przyjechał do domu i powiedział, że ktoś mu wyjechał z podporządkowanej. Mąż poszedł i poznał po zarysowaniach, że to musiało się stać inaczej, a ja od razu poznałam po twarzy Karola. Nie musiałam widzieć tego samochodu. Od razu powiedział: "Synek, mów prawdę" - śmieje się mama.

- Ale jeździli bardzo dobrze. Wtedy był młody i niepotrzebnie chciał się sprawdzić. Ja jestem instruktorem jazdy, przygotowywałem Karola do egzaminu. Zresztą, wielu jego kolegów też. Piłkarze dobrze jeżdżą. Po pierwsze, zazwyczaj się nie boją i to lubią, a po drugie ta koordynacja i czas reakcji jest u nich na dobrym poziomie - mówi Rafał Linetty. 

- Córeczka go zmieniła. Dojrzał, zmężniał, już się tak nie spieszy wszędzie. Kiedyś wszystko robił byle szybciej: buty wiązał w sekundę, takie te ruchy miał nerwowe. A teraz? Na wszystko ma czas. No i wpatrzony jest w nią niesamowicie. Zostaje z nią, kąpie, podczas koronawirusa stracił węch, więc śmiał się, że już wszystko przy niej będzie mógł robić - żartują rodzice.

Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ