Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liderzy kadry po klęsce schowali głowy w piasek. "Nie, nikt mnie nie wypchnął"

Najpierw pojawił się Tymoteusz Puchacz, a zaraz po nim Maciej Rybus. To dwóch piłkarzy reprezentacji Polski, którzy w poniedziałek wieczorem w Petersburgu tłumaczyli się z porażki ze Słowacją (1:2).

Korespondencja z Sankt Petersburga

- Nie możemy w taki sposób przegrywać meczów - mówił Paulo Sousa na pomeczowej konferencji, która była inna niż pozostałe. Od Portugalczyka nie bił już ten entuzjazm, który bił na wszystkich poprzednich konferencjach. Ale trudno się dziwić, bo Polska w poniedziałek na stadionie w Petersburgu rozpoczęła Euro od porażki 1:2 ze Słowacją. Jeśli coś bardziej dziwiło, to właśnie ta wcześniejsza wiara Sousy w możliwości naszych piłkarzy. Niepoparta niczym konkretnym, bo przecież za jego kadencji wygraliśmy tylko jeden mecz. Jeden z sześciu - w marcu, 3:0 z Andorą.

Zobacz wideo "Podjęliśmy dobre decyzje". Konferencja Paulo Sousy po przegranej ze Słowacją

Paulo Sousa zniszczył ostatni atut kadry Brzęczka. Paulo Sousa zniszczył ostatni atut kadry Brzęczka. "Ta drużyna już nie istnieje"

Dziwło też jeszcze coś innego, bo w strefie wywiadów po meczu ze Słowacją pojawiło się tylko dwóch piłkarzy. Kiedy trzy lata temu Polska przegrywała 1:2 na inaugurację mundialu z Senegalem, odpowiedzialność brali wszyscy, na czele z liderami. Teraz tych liderów w strefie wywiadów zabrakło. Być może dlatego, że i czasy są inne. Już nie ma bezpośrednich spotkań z dziennikarzami, tłoku w okolicach szatni. Jest za to komputer i aplikacja Teams. To właśnie tak na Euro odbywają się pomeczowe rozmowy i wszystkie konferencje.

"To jeszcze nie koniec turnieju"

- Pierwsze minuty tego spotkania były dobre w naszym wykonaniu. Słowacy zostali zepchnięci do defensywy i próbowali szybkich kontr. Po jednej z takich akcji i potrójnym rykoszecie straciliśmy gola w nieszczęśliwych okolicznościach. Taki był ich plan na to spotkanie, zrealizowali go, a potem ustawili się z tylu i czekali. Niełatwo jest rozbijać tak skoncentrowaną obronę. Na szczęście zaraz po przerwie udało się wyrównać i pomyśleliśmy sobie wtedy, że ich mamy, że wygramy. Niestety, po stracie Grześka [Krychowiak w 69. minucie zobaczył drugą żółtą kartkę] trudno było nam grać, staraliśmy się odrobić straty. Nie udało się, ale przed nami mecz z Hiszpanią i to jeszcze nie koniec turnieju - zapewniał Tymoteusz Puchacz, a więc piłkarz, który dopiero zaczyna swoją przygodę z reprezentacją Polski - w środę zagrał w niej dopiero trzeci mecz, i to wchodząc ławki.

Po nim przed kamerą stanął już zdecydowanie bardziej doświadczony (64 występy), ale od dłuższego czasu niebędący już kluczowym graczem reprezentacji Maciej Rybus. - Zaraz po meczu porozmawiałem z Kamilem Glikiem i pierwsze, co mu powiedziałem to, że demony wróciły. Czuliśmy się tak samo, jak trzy lata temu na mundialu w Rosji, kiedy na inaugurację przegraliśmy z Senegalem i potem wszystko się posypało - przyznał Rybus.

Niemiecka media zawiedzione postawą Lewandowskiego. 'Wciąż wypada blado'Niemcy wskazują dwóch winnych porażki Polaków. "Bezproduktywny"

"Nie, nikt mnie nie wypchnął"

- Czujemy się bardzo zawiedzeni, że popełniliśmy tak proste błędy. I to w takim meczu. Mieliśmy sporo okazji, ale ich nie wykorzystaliśmy i znaleźliśmy się teraz pod ścianą. Poprzeczka wisi już znacznie wyżej, bo Hiszpanów i Szwedów uważam za lepsze zespoły od Słowacji. Musimy się wszyscy zjednoczyć jako zespół i w sobotę w Sewilli pokazać to, o czym mówiliśmy przez całe zgrupowanie - dodawał Rybus, który w meczu ze Słowacją zszedł z boiska w 74. minucie, został zmieniony właśnie przez Puchacza.

- Wchodząc na boisko przy stanie 1:2, starałem się kreować jak najwięcej sytuacji z przodu, ale nie mogłem oczywiście zaniedbywać obowiązków z tyłu. Fizycznie i kondycyjnie czułem się bardzo dobrze, nie ma co patrzeć, kto ile kilometrów przebiegł, bo w meczu bardziej chodzi o liczbę sprintów i szybki bieg - tłumaczył Puchacz, a kiedy dostał pytanie o to, czy bardziej doświadczeni piłkarze wypchnęli go do dziennikarzy, by tłumaczył się z porażki, odparł: - Nie, nikt mnie nie wypchnął. Rzecznik poprosił mnie, żebym wypowiedział się w imieniu drużyny, więc jestem.

I to był w zasadzie koniec. Nie licząc telewizji, gdzie do wywiadu stanął m.in. Robert Lewandowski, ale to była rozmowa na wyłączność. Inni dziennikarze nie mieli możliwości zapytać kapitana reprezentacji Polski o przyczyny porażki.

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ