Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekspert o Słowakach: To jest beton. Nasz piąty napastnik, byłby ich numerem jeden

- Nasz piąty napastnik, byłby ich numerem jeden. Hamsik jest liderem, ale daleko mu do formy z Neapolu - mówi Paweł Zimończyk, założyciel polsko-słowackiej agencji Fair Sport. Menedżer nie ma obaw o to, że Słowacy będą nękać Polskę przeciętną ofensywą, ale spodziewa się wysoko zawieszonej poprzeczki w ich defensywie i murowania bramki. Inauguracja Euro 2020 w polskiej grupie E w poniedziałek o 18.00. Relacja na żywo na Sport.pl.

Pół roku temu futbolowa analogia między Polską i Słowacją szybko rzucała się w oczy. Po tym jak Pavel Hapal awansował do finału baraży Euro 2020, został przez swoją federację zwolniony. Słowacja na imprezę się zakwalifikowała, ale kropkę nad i postawił jego asystent Stefan Tarković. Jerzy Brzęczek, który wprowadził Polskę na ME, zwolniony został trzy miesiące po Hapalu. Tu analogie obu sytuacji się kończą, a zaczynają spore różnice. Po Brzęczku kadrę objął bowiem Paulo Sousa, który biało-czerwoną drużynę musiał poznawać od podszewki. Można jeszcze odnieść wrażenie, że ten proces się nie zakończył.

Zobacz wideo

"To jest beton"

Tarković przy kadrze Słowacji z drobną przerwą działał natomiast od 2013 roku. Był asystentem Jana Kozaka, a gdy ten z reprezentacji zrezygnował, Tarković w październiku 2018 roku sam poprowadził nawet kadrę w meczu Ligi Narodów ze... Szwecją. Gdy Słowaków objął Pavel Hapal, Tarković, został dyrektorem technicznym reprezentacji i był nim do listopada 2020 roku, kiedy samodzielnie, ale tymczasowo objął kadrę. Pracę z nią zaczął obiecująco. Po dogrywce ograł Irlandię Płn. 2:1 i awansował na Euro 2020.

- Na pewno niezręcznie było go wymieniać po awansie do mistrzostw - mówi Sport.pl Paweł Zimończyk, współzałożyciel polsko-słowackiej agencji piłkarskiej Fair Sport, która współpracuje z kilkoma reprezentantami Słowacji. - Do tego mogły dojść kwestie oszczędnościowe. Nie trzeba było szukać nikogo z zewnątrz, a Tarković przez związek już był zatrudniony. Ważne było też, że on dobrze znał tę reprezentację - dodaje menadżer. Tarković do meczu decydującego o obecności Słowaków na Euro, podszedł zadaniowo. Ściągnął doświadczone posiłki, sięgając po piłkarzy, którzy z kadrą się już pożegnali. Reprezentacyjną koszulkę ostatecznie znów założył 35-letni obrońca Tomas Hubocan. Selekcjoner chciał też, by Słowaków wzmocnił Martin Skrtel, choć tu temat ostatecznie upadł prawdopodobnie przez jego poważną kontuzję. Hubocan stał się jednym z podstawowych zawodników Tarkovica i raczej będzie nim na mistrzostwach. Do łask wrócił też napastnik Michal Duris. Raczej trudno pokusić się o ocenę, że Tarković po Hapalu dokonał rewolucji, czy nawet modyfikacji kadry. Obecna drużyny od tej z 2020 roku specjalnie się nie różni. Zresztą podobnie wygląda jej gra. Słowacy nie błyszczą i grają bardzo nierówne mecze.

Zwolnili trenera, ściągnęli emerytowanych graczy, awansowali na Euro 2020. Zwolnili trenera, ściągnęli emerytowanych graczy, awansowali na Euro 2020. "Będą jeszcze groźniejsi"

- Nazywając rzeczy po imieniu, to jest beton. Charakteryzuje ich ustawienie 4-5-1, metoda radzenia sobie z przeciwnikiem przy użyciu prostych środków i liczenie na stałe fragmenty gry, które akurat Słowakom wychodzą bardzo dobrze – określa naszych rywali menadżer. - Z ofensywną grą Słowacy mają jednak problemy. Nasz piąty napastnik, byłby ich numerem jeden – ocenia to Zimończyk. Nie ma wątpliwości, że grę na stadionie w Sankt Petersburgu prowadzić będą właśnie biało-czerwoni, ale warto przy tym uważać. Gdy w meczu decydującym o awansie Słowacy byli mocno naciskami przez Irlandczyków, groźnie kontratakowali, a jedna z takich sytuacji przyniosła im upragnionego gola.

Lider bez formy i zdrowotny spokój

Nasi południowi sąsiedzi są w dużo lepszej sytuacji od ekipy Sousy jeśli chodzi o raport zdrowotny graczy i urazy.

- Z szerokiej kadry przez kontuzję wypadł tylko Dawid Strelec, który pewnie i tak nie grałby w podstawowym składzie - mówi nam Zimończyk. Trudno wyrokować, czy gdyby nie kontuzja do drużyny wróciłby Skrtel. Przy kontuzjach Krystiana Bielika, Jacka Góralskiego, Krzysztof Piątka i ostatnim wypadnięciu z gry Arkadiusza Milika Słowacy mają jednak problemiki, a biało-czerwoni problemy.

Tym bardziej że do pełnych obciążeń treningowych, cztery dni przed meczem z Polską wrócił Mark Hamsik. Gwiazda Słowacji opuściła ostatnie towarzyskie mecze z Austrią i Bułgarią, a w marcu obecny gracz IFK Goeteborg nie zagrał el. MŚ z Cyprem, Maltą i Rosją.

- Hamsik jest oczywiście liderem zespołu, choć sportowo jego ostatnie miesiące czy w Chinach, czy w Szwecji, pokazały, że daleko mu do formy z Neapolu. Dla scalenia zespołu i atmosfery w szatni to na pewno bardzo ważna postać. Zobaczymy czy będzie tak samo, jeśli chodzi o boisko – zastanawia się Zimończyk.

Bez Hamsika Słowacja nie przegrała żadnego z 5 ostatnich meczów, ale z drugiej strony wygrała tylko jeden (z Rosją 2:1), co przy zaskakująco zgubionych punktach z Maltą (2:2) czy Cyprem (0:0), raczej nie cieszyło. Zimończyk radzi, by wnioski wyciągać raczej ze spotkania z Rosją.

- To była wskazówka, by Słowaków nie lekceważyć. Wydaje mi się, że Rosjanie podeszli do tego starcia na zbyt dużym luzie. O wygranej ekipy Tarkovica zadecydowały stałe fragmenty gry. Z Bułgarią, Słowacja raczej się nie popisała, a z Austrią (0-0), selekcjonerowi chodziło o zabetonowanie własnej bramki, przez co z Wiednia jego zawodnicy przywieźli niezły rezultat. Media i eksperci narzekali jednak po tym spotkaniu na poziom gry narodowej reprezentacji - mówi nam Zimończyk. Narzekania były, ale nie takie jak przy Hapalu, który pod koniec swojej pracy ze Słowacją mierzył się z hasztagami #hapalvon, a portal sport.sk występy jego drużyny opisywał słowami: "wstyd, hańba, katastrofa". Tarkovic na razie ma względny spokój.

Jakie Euro? Słowaccy hokeiści doszli do ćwierćfinału MŚ

Euro 2020 wielkich oczekiwań na Słowacji nie niesie, ale taka sytuacja jest bezpieczna i pasuje piłkarzom, którzy w podczas ostatnich mistrzostw Europy rozgrywanych we Francji oraz na mundialu w RPA, dwukrotnie wychodzili ze swych grup.

Trener Tarković teraz zdejmuje z drużyny presję. Opisuje Słowacje jak grupowego outsidera, który jednak "odnosił porównywalne wyniki, co Polacy". O konieczności wygranej i zapewnieniu sobie trzech punktów przez Polskę w tym meczu informują też słowaccy gracze grający w Ekstraklasie. Przekazują, że kraj nad Wisłą liczy na błysk nowego trenera, a planem minimum biało-czerwonych jest wyjście z grupy. Presja przenoszona jest na ekipę, której lideruje Robert Lewandowski. W Słowackich mediach pojawiają się też informację przypominające dotychczasowy niekorzystny dla Polski bilans obu drużyn (8 meczów, 3 zwycięstwa Polski, 1 remis, 4 zwycięstwa Słowacji, bramki 13-12 dla Polski). Wraca też fakt, że na rozgrywanych 4 lata temu nad Wisłą ME U-21, młodzi reprezentanci Słowacji, pokonali biało-czerwonych i zajęli w grupie znakomite drugie miejsce. Kilku piłkarzy z tamtego składu gra dziś w seniorskiej drużynie naszych poniedziałkowych rywali.

- W ich kraju nie czuć atmosfery Euro, mam wrażenie, że Polacy bardziej żyją tą imprezą. Słowacy ostatnio mocniej emocjonowali się mistrzostwami świata w hokeju na lodzie, gdzie grali bardzo dobrze i doszli do ćwierćfinałów - uśmiecha się Zimończyk. Menadżer jest dobrej myśli, jeśli chodzi o końcowy wynik. - Boję się ich stałych fragmentów, ale mam wrażenie, że z gry będzie im trudno stworzyć jakąś sytuację. Powinniśmy wygrać 2:0 - kończy.

Pierwsze dla Polski spotkanie Euro 2021 odbędzie się w poniedziałek o godz. 18.00 w Sankt Petersburgu.

Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ