Reprezentacja Polski zagra w piekle. Lokalni mieszkańcy uciekają, turyści też

Jakub Kręcidło
Sobota, 21. "Pogoda, jak pan widzi, cudowna. Słońce, 34 stopnie. Jest pięknie. Witamy w Sewilli!" - mówi taksówkarz w podróży z lotniska do hotelu w centrum miasta. Na własnej skórze przekonuję się, że Polacy zagrają w piekle. Na szczęście zapowiadają ochłodzenie. Z 40 do 33 stopni.

Korespondencja z Sewilli

Zwykle w czerwcu Sewilla świeci pustkami. Lokalni mieszkańcy uciekają w góry lub na plaże. Turyści są, ale na krótko. Wpadają, oglądają najważniejsze atrakcje i też uciekają. Latem życie w stolicy Andaluzji jest trudne do zniesienia. Żeby przetrwać w upale, trzeba chodzić od baru do baru, od cienia do cienia i od zimnego drinka do zimnego drinka. Wtedy jest znośnie. Tegoroczne okoliczności nie są jednak normalne. 

Zobacz wideo Robert Lewandowski nie dostał piłki od Szczęsnego, następnie został zaatakowany przez zraszacz

"Jedziesz do Sewilli? W czerwcu? Gdyby nie Euro, powiedziałbym: współczuję!"

Jesteśmy w trakcie wyjątkowych, najdziwniejszych w historii mistrzostw Europy, rozgrywanych w jedenastu krajach - od Glasgow po Rzym, od Baku po Sewillę. Stolica Andaluzji do grona miast-gospodarzy dołączyła ledwie kilka tygodni temu. W UEFA mówią, że to cud, iż udało się jej tak szybko przygotować do tej roli, szczególnie w trakcie pandemii. Prawa do organizacji odebrano Bilbao, gdzie polityczny koszt organizacji turnieju przewyższał potencjalne zyski. Przekazano je miastu leżącemu po drugiej stronie kraju. – Tak naprawdę to jak podróż do innego świata – twierdzi ochroniarz, którego zagadujemy pod La Cartują.

Z cudownego Kraju Basków i miasta leżącego tuż nad wybrzeżem Zatoki Baskijskiej o przyjemnym klimacie (średnie temperatury w czerwcu to ok. 20 stopni) przeniesiono turniej do Sewilli, która leży pośrodku niczego. Nad morze i w góry jest blisko (godzina drogi samochodem), ale i na tyle daleko, by nie czuć ich wpływu na klimat. Krajobrazowi wokół miasta, który można było podziwiać z pokładu samolotu, daleko do zielonych okolic Barcelony. Roślinność nie jest tak bogata, jest znacznie więcej piachu i żółci. I pól z elektrowniami słonecznymi.

Mateusz KlichMówił o sportowym samobójstwie, ale po 10 latach trafił na idealnego trenera. "Nawet nie wiesz, jaki jesteś szybki"

– Jedziesz do Sewilli? W czerwcu? Gdyby nie Euro, powiedziałbym: współczuję! – uśmiecha się Wojciech Kowalczyk, wicemistrz olimpijski z 1992 roku. Wie, co mówi. Przez trzy lata grał w tamtejszym Realu Betis. – Gdy przygotowywaliśmy się do sezonu, potrafiliśmy pracować o siódmej rano i o dwudziestej. Nigdy nie trenowałem o tak dziwnych porach, ale też nigdy nie grałem w podobnej temperaturze. Kiedyś, gdy jechałem na trening, jeden z termometrów pokazywał 56 stopni! – mówi Kowalczyk, którego rodziny latem w Sewilli praktycznie nie było. Betis do sezonu szykował się w Holandii ("Tam dało się żyć" – argumentuje), a jego partnerka wraz z córką wyjeżdżały nad morze. Podobne wnioski można wyciągnąć po dniu spędzonym w Andaluzji. W centrum atmosfery Euro za bardzo nie czuć. Mignął tylko samochód z logiem mistrzostw. Ludzi też było niewiele. Z kibiców spotkaliśmy dwóch bawiących się w najlepsze Szwedów. Kto wie, ilu ich rodaków przyjedzie do Sewilli i ilu Hiszpanów rzeczywiście pojawi się na La Cartuje, bo ostatnio wiele osób sugerowało chęć zwrócenia wejściówek po zamieszaniu związanym z testami na koronawirusa

I Hiszpanie, i Szwedzi trenują w upale. Wszystko po to, by przygotować się na mecz w piekle

Dziś wyboru nie ma – reprezentacje mają grać w Sewilli. Ale to nie załatwia tematu temperatury. Pytania o klimat dostają wszyscy. Hiszpanie dyplomatycznie odpowiadają, że jakoś sobie poradzą, Luis Enrique zaznacza, że "myślał, iż będzie gorzej", ale nie zostawia nic przypadkowi. Jego zespół w sobotę wrócił do grupowych treningów. Zajęcia rozpoczął o 18, bo Lucho chciał pracować w upale. Selekcjoner pragnął uniknąć powtórki z Brazylii, gdy kadra Vicente del Bosque trenowała w Kurytybie, a grała w Salvadorze i Rio de Janeiro, gdzie temperatura była o około 20 stopni wyższa. Teraz różnica była niewielka. W Las Rozas było ok. 30-33 stopni. W Sewilli w porze meczu będzie podobnie.

To może być szokiem dla Szwedów, którzy do Euro szykowali się w ojczyźnie, gdzie temperatura była niższa o 10-15 stopni. Dlatego Szwedzi w niedzielę na La Cartuje trenowali o 14.30, gdy w Andaluzji było grubo ponad 30 stopni, ale trudno powiedzieć, czy to wystarczy. Tym bardziej że – jak czytamy w "El Mundo" – Hiszpanie, zdając sobie sprawę z problemów klimatycznych, planują rzucić się na rywali od pierwszych sekund gry. Temat bagatelizował Janne Andersson. – Że w Hiszpanii jest gorąco, wiemy od kilkudziesięciu lat. W końcu z jakiegoś powodu latamy tu na wakacje – rzucił selekcjoner Szwedów na konferencji prasowej.

"Przerywamy program". Gadulstwo, szukanie winnych i o jedno zdanie za dużo. Ale to był dzień zwycięstwa

W takich warunkach trudno żyć. W mieszkaniu mam okna na przestrzał. Otworzyłem oba, by wywietrzyć. Ale powietrze stało. W niedzielny poranek nie było śladu po przyjemnych podmuchach z soboty. O 9 na termometrach były 23 stopnie. Ale to była temperatura w cieniu, która i tak szybko rosła. W słońcu było zdecydowanie więcej. Na niebie nie ma choćby chmury. Podróże po Sewilli to podróże od cienia do cienia. Od klimatyzacji do klimatyzacji (uwaga, łatwo o przeziębienie). Innymi słowy: uciekasz przed upałem, ale uciec się nie da, bo gorąc trwa od rana do wieczora. I nie może dziwić, że lokalne władze na każdym kroku podkreślają, że poza pandemią trwa "ola de calor" – fala upałów. "Odpoczywaj. Chroń się przed słońcem. Regularnie się odświeżaj. Pij dużo płynów" – czytamy w komunikatach. 

Komunikaty w autobusach w SewilliKomunikaty w autobusach w Sewilli Jakub Kręcidło

W takich warunkach piekielnie trudno jest grać w piłkę. Jest to możliwe, co udowodniono w lipcu 2020, gdy dokańczano sezon LaLiga, ale sporym kosztem. Lekarze zwracali uwagę na niebezpieczeństwa, jakie wiąże się z graniem w takich warunkach. Jeśli kibiców nazywamy dwunastym zawodnikiem, to pogoda może być trzynastym. "W takich warunkach trzeba brać pod uwagę konieczność aklimatyzacji. Organizm musi się przyzwyczaić do wysiłku w tak wysokiej temperaturze" – zwracał uwagę felietonista "AS-a" dr Jose Gonzalez. "Wysiłek generuje ciepło, a organizm wykorzystuje zdolność do termoregulacji, by się schłodzić. Ale gdy wilgotność jest na wysokim poziomie, pot nie jest dobrze odprowadzany. To prowadzi do wzrostu temperatury ciała, większego zmęczenia i skurczów. (...) Wiedząc, że będzie się rywalizować w wysokiej temperaturze, trzeba przygotowywać się w podobnych warunkach" – zaznaczał lekarz.

Synoptycy zapowiadają ochłodzenie aż o siedem stopni. Ale dalej będzie tu skwar

Kluczowe, zarówno dla piłkarzy jak i kibiców, jest odpowiednie nawadnianie. Wielu śmieje się, że w Sewilli latem da się wytrzymać tylko chodząc od baru do baru, ale upał czuć tu nawet wieczorami. W sobotę, jeden z chłodniejszych dni od dłuższego czasu, przed godziną 23 termometr wskazywał 27 stopni. Kelnerzy, z którymi rozmawialiśmy, sugerowali, by się nie cieszyć. Wiatr, dzięki któremu było przyjemnie, nie pojawia się codziennie. Na szczęście, w najbliższych dniach ma nadejść ochłodzenie. Niby znaczące, bo o 5-7 stopni, ale w praktyce oznacza zejście z 38-40 do 33 stopni... 

– Sewilla to cudowne miasto. Szkoda tylko, że wielu Polaków odwiedzi je w tak niekorzystnym do  zwiedzania okresie – mówi Kowalczyk, który na koniec daje rady odnośnie pakowania się: "Długie spodnie i kurtki rekomenduję zostawić w domu, a proponuję zabrać jak najwięcej bawełnianych maseczek. Noszenie masek jest w Hiszpanii obowiązkowe, obecna wszędzie policja intensywnie to kontroluje, a w tych zrobionych z tworzyw sztucznych po prostu nie da się wytrzymać".

Więcej o: