Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Kamil Glik wytłumaczył problemy w obronie. "Dlatego w niektórych momentach nie wyglądamy jak monolit"

Dawid Szymczak
- Trener szuka nowych rozwiązań, dlatego w niektórych momentach zdarza się, że nie wyglądamy jak monolit - tłumaczy problemy w defensywie Kamil Glik. Reprezentacja Polski tylko w jednym z pięciu meczów za Paulo Sousy - z Andorą - nie straciła gola.

Ostatni mecz przed Euro z Islandią zamiast odpowiedzieć na długą listę pytań, dołożył kolejnych. Choćby o zestawienie składu defensywy. We wtorek Polska tradycyjnie zagrała z trójką środkowych obrońców - Kamilem Glikiem, Pawłem Dawidowiczem i Tomaszem Kędziorą. Względem rozegranego tydzień wcześniej meczu z Rosją miejsce zachował tylko Kędziora. Ten, który jeszcze w marcu w ogóle nie został powołany. Nawet Glik, który od blisko dziesięciu lat utrzymuje miejsce w składzie reprezentacji, nie może czuć się pewniakiem.

Zobacz wideo

- Nigdy do tak nie podchodziłem, ale prawdą jest, że przez większość kariery byłem zawodnikiem pierwszego składu. Niełatwo przychodzi mi siedzenie na ławce rezerwowych. To niezbyt przyjemna rzecz. Przyzwyczaiłem się do tego, że spędzam czas na boisku, a nie na ławce - powiedział piłkarze Benevento.

24.03.2019 Warszawa. Kamil Glik podczas meczu eliminacji Mistrzostw Europy Polska - Łotwa"Kamil w kółko mówił tylko, że tragedia. Oboje płakaliśmy do telefonu" [OJCOWIE SUKCESU]

Tylko Andora nie strzeliła gola reprezentacji Paulo Sousy

Niestety, chociaż zmieniają się nazwiska, problemy pozostają: najczęściej zawodzi koncentracja przy stałych fragmentach gry, ale polscy obrońcy popełniają też błędy w ustawieniu. Reprezentacja Polski straciła trzy bramki w meczu z Węgrami, dwie z Anglikami, jedną z Rosjanami i dwie z Islandczykami. Tylko Andorczycy nie strzelili gola przeciwko drużynie Paulo Sousy. - W eliminacjach mistrzostw Europy traciliśmy bardzo mało bramek, ale od tego czasu zmienił się trener, szuka nowych rozwiązań, chciał nas poznać i sprawdzić w meczach, dlatego w niektórych momentach zdarza się, że nie wyglądamy jak monolit. Musimy popracować nad stałymi fragmentami gry. Przytrafiły nam się mniejsze i większe problemy zdrowotne, które też mają na to wpływ. Pokrzyżowały nam pewne plany. Być może drużyna w meczu z Islandią wyglądałaby trochę inaczej. Wiadomo, że zawsze chciałoby się grać zbliżoną drużyną w każdym meczu, ale powtarzam: trener chciał nas zobaczyć w meczach i to zupełnie zrozumiałe - tłumaczył Kamil Glik.

Jakub Kwiatkowski, rzecznik prasowy PZPN, powiedział też, co ze zdrowiem wspomnianych przez Glika kontuzjowanych piłkarzy. Z Islandią nie mogli zagrać Jan Bednarek, Bartosz Bereszyński i Mateusz Klich. - To nic poważnego: stłuczenia i tego typu urazy. Za piłkarzami długi sezon, ciężki obóz, niektórzy mają małe urazy już od dłuższego czasu, dlatego woleliśmy nie ryzykować. Chcieliśmy dać im możliwość zregenerowania się, by byli w pełni gotowi na mecz ze Słowacją. 

Niebezpiecznie pod polską bramką robi się przede wszystkim po dośrodkowaniach. Aż sześć z ośmiu goli wpadło w ten sposób. - To akurat da się naprawić w kilka dni. Mówimy o stałych fragmentach gry. Czasami tracimy po nich gole przez brak koncentracji. We wtorkowym meczu z Islandią tak właśnie było. Dwa stałe fragmenty, dwa stracone gole. W dzisiejszej piłce, tym bardziej na turnieju, kosztuje bardzo wiele. Musimy też popracować nad rozwiązaniami ofensywnymi, bo mamy piłkarzy, którzy mogą w ten sposób stwarzać zagrożenie - mówił Kamil Glik.

Kibice obejrzą treningi w Gdańsku. Kamil Glik: "Tęskniłem za tym"

Gdy wicekapitan reprezentacji podsumował grę w obronie, naturalnie przeszedł do odpowiedzi na pytania o atmosferę. Piłkarze chwalili ją w Opalenicy. Ale czy po remisie i kiepskim meczu z Islandią nastroje nadal są tak dobre? - Atmosfera jest dobra, spędziliśmy dobre dwa tygodnie w Opalenicy, był czas na pracę i chwilę relaksu. Zgadzam się z Wojciechem Szczęsnym, że to było bardzo dobre zgrupowanie. Oczywiście, zawsze chce wygrywać i pewnie lepiej byłoby skończyć te sparingowe mecze zwycięstwem, ale te remisy nie wpłyną na nasze nastawienie - twierdzi Glik. Jego zdaniem nie ma też sensu wracać do poprzednich zgrupowań przed wielkimi turniejami i szukać podobieństw lub różnic. - Nie grzebmy w trupach, bo od ostatnich turniejów minął szmat czasu - powiedział.

- Za mną trudny sezon, przede wszystkim mentalnie, bo cały czas walczyliśmy o utrzymanie. Nie było czasu na odpoczynek, zaraz po zakończeniu sezonu przyjechałem tutaj. Ale poukładałem już sprawy w głowie, odpocząłem, popracowałem na treningach i jestem gotowy. Co ważne jestem w stu procentach zdrowy - zapewniał Glik, który w pierwszej połowie meczu z Islandią długo nie podnosił się z boiska. Obawy miał wówczas nawet Paulo Sousa, który na konferencji prasowej po meczu wspomniał: - Dostał w mięsień, noga zaczęła puchnąć, ale Glik to Glik. Prawdziwy twardziel. Został na boisku do końca meczu i wszystko z nim w porządku - uśmiechał się Portugalczyk. 

 - Nie chcę mówić przed tym turniejem o oczekiwaniach. Jeden z moich kolegów [Lewandowski - red.] powiedział, że chciałby, żeby Polacy - dziennikarze, kibice, sztab, piłkarze - byli dumni. Podpisuję się pod tym. Bardzo chciałbym wrócić z tego turnieju ze świadomością, że zrobiłem wszystko, co mogłem i dałem ludziom trochę radości. Cieszę się, że wracają na trybuny. Tęskniłem za tym - powiedział Glik.

W Gdańsku reprezentacja odbędzie dwa treningi z udziałem publiczności. Pierwszy już w czwartek o godz. 17. Na stadion będzie mogło wejść pięć tysięcy osób. Pierwszy mecz Euro już w poniedziałek o godz. 18. Rywalem - Słowacja.

  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ