Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Dlaczego Paulo Sousa nie powołał nikogo za Milika? Ważniejsze od liczby piłkarzy

Dawid Szymczak
Arkadiusz Milik nie pojedzie na Euro 2020, a Paulo Sousa nie powołał w jego miejsce nowego zawodnika, choć wcześniej stworzył listę rezerwowych. Woli jednak zabrać na turniej 25 zawodników niż wprowadzać do zespołu kogoś nowego. Dlaczego?

Może wydawać się to nielogiczne, bo selekcjoner sam zawęża sobie pole działania. A czasy przecież trudne, bo i sezon wymagający, i koronawirus paru piłkarzy przed tymi mistrzostwami już wyeliminował. Wydaje się, że Paulo Sousa patrzy na sprawę innymi kategoriami. Ważniejsza od liczby piłkarzy jest dla niego atmosfera w grupie i zbudowane w niej więzi.

- Wcześniej widziałem kolegów, teraz widzę przyjaciół - mówił selekcjoner o tym, jak dwutygodniowe zgrupowanie wpłynęło na wybraną przez niego grupę piłkarzy. Inni mu wtórowali: Łukasz Fabiański wspominał o żarze wewnątrz zespołu, Wojciech Szczęsny o silniejszych więziach, Piotr Zieliński o świetnej atmosferze, Mateusz Klich o luzie poza boiskiem i ciężkiej pracy na boisku. Kogo nie zapytać o atmosferę, ten chwali. Sousa może widzieć zagrożenie we wprowadzeniu do tak scalonej grupy nowego zawodnika. W przypadku zastąpienia Arkadiusza Milika ewentualne korzyści nie rekompensują ewentualnych strat.

Zobacz wideo "Świerczok przeskoczył w hierarchii napastników Świderskiego i Kownackiego"

Chodzi o atmosferę. Paulo Sousa chciał zbudować silne więzi między piłkarzami. "To było fantastyczne, nie zapomnę tego"

Trudno zarzucić selekcjonerowi niekonsekwencję. Od początku zgrupowania w Opalenicy starał się połączyć szlifowanie formy z budowaniem więzi w drużynie. Już w marcu wiedział, że będzie to priorytetem przed Euro, dlatego wizytując hotel Remes częściej niż o boiska dopytywał o place zabaw i miejsca do wspólnej integracji. Bo nawet nie o atmosferę w zespole tutaj chodzi. A przynajmniej nie rozumianą, jako wspólne żarty, głośne słuchanie muzyki i wygibasy na środku szatni. To wszystko przyjdzie naturalnie, jeśli tylko będą zwycięstwa. Bo czy ktoś widział drużynę, która kłóci się po wygranym meczu i nie ma ochoty na wspólne się bawić? Jeden z drugim może się mniej lubić, słabiej dogadywać, ale po wygranym meczu i tak będą równo klaskać w dłonie. Sousa chciał głębszych relacji między piłkarzami: mieli się lepiej poznać, lepiej zrozumieć, ich rodziny miały się zaprzyjaźnić, ich dzieci miały wspólnie bawić się na placu zabaw, ich rodzice mieli stanąć grupkami przy treningowym boisku i zobaczyć jak ich synowie trenują. - To było fantastyczne, nie zapomnę tego, mam nadzieję, że piłkarze też - mówił Portugalczyk na konferencji prasowej.

Arkadiusz Milik trafi do Juventus. OM wyceniło piłkarzaOficjalnie! Arkadiusz Milik nie zagra na Euro 2020!

- Chcemy zbudować grupę. Rodzinę, w ramach której będziemy wchodzić w interakcję i kreować empatię. Możemy kreować nawet coś więcej: silne więzi, które będą potrzebne w trakcie mistrzostw Europy - mówił Paulo Sousa w pierwszym vlogu zamieszczonym na kanale "Łączy nas piłka". Wydawało się to tym bardziej uzasadnione, że od ostatniego wielkiego turnieju w 2018 r. ta kadra znacząco się zmieniła. Od tamtej pory nie miała dłuższego zgrupowania, na którym byłby czas lepiej się poznać, a przez rok nie widziała się w ogóle. Zmienił się selekcjoner i cały sztab trenerów, inni piłkarze są dziś liderami grupy, inne są podgrupki.

- Jest tutaj firma eventowa, która wszystko przygotowała: gry, zabawy na powietrzu, takie zadania wymagające współpracy kilku osób. Dostarczyła też dmuchany zamek dla dzieci. Były zawody na powietrzu, więc połączenie zabawy, rywalizacji i integracji. Nie można było samemu dobrać się w grupy i podgrupy, tylko o wszystkim decydowało losowanie. Chodziło o to, żeby się wymieszać. Brali w tym udział ludzie ze sztabu trenerskiego, z obsługi, piłkarze i ich rodziny - opowiadał Sport.pl Bartosz Remplewicz, właściciel hotelu w Opalenicy.

PZPN zorganizował piłkarzom mnóstwo atrakcji: obejrzeli film, bawili się na koncercie Golców, śmiali się na występie stand-up'era Piotra Szumowskiego, zagrali turniej w FIFA 21, byli w bazie wojskowej, by wspólnie ugasić płonący samolot, a NAVAL, czyli weteran Jednostki Wojskowej GROM opowiadał im o znaczeniu współpracy, walce i poświęceniu na misjach wojskowych. 

24.03.2019 Warszawa. Kamil Glik podczas meczu eliminacji Mistrzostw Europy Polska - Łotwa"Kamil w kółko mówił tylko, że tragedia. Oboje płakaliśmy do telefonu" [OJCOWIE SUKCESU]

Wypadł akurat Arkadiusz Milik, dla którego na liście rezerwowej nie ma alternatywy 

Jeśli wierzyć Paulo Sousie (a nie ma powodów, by tego nie robić, bo w nieoficjalnych rozmowach potwierdzają to też piłkarze i ich rodziny) plan wypalił. Więzi między zawodnikami są mocniejsze. Ta grupa jest zjednoczona, scalona, coś już ze sobą przeżyła, ma wspólne doświadczenia i wspomnienia. Dlatego wprowadzenie teraz nowego zawodnika w tak zgraną bandę mogłoby być pewnym ryzykiem. Nie jest to oczywiście taka skala, że przez dowołania Sebastiana Szymańskiego czy Kamila Grosickiego ta grupa się rozpadnie i przez to nie pójdzie jej na Euro, ale dodatkowe zamieszanie nie jest selekcjonerowi potrzebne. To jak z uczniem, który na jakiś czas musiał zmienić szkołę. Wraca do starej klasy, niby wszystkich zna, wszyscy znają jego, ale chwilami i tak może poczuć się obco. Nie chodził na te same lekcje, więc ma nieco inną wiedzę niż reszta, nie było go na wycieczkach, więc nie ma tych wspomnień co koledzy. Gdy go nie było, oni pogłębili swoją przyjaźń.

Sebastian Szymański fizycznie może być gotowy, by zastąpić Milika, skoro od kilkunastu dni trenuje według rozpiski trenerów Dynama Moskwa. Nie zna jednak taktyki, nie zna schematów. A co najważniejsze - nie pomoże wypełnić dziury po Miliku, nie ten styl gry i nie ta pozycja. Nie wypełni jej zresztą żaden z piłkarzy wpisanych na rezerwową listę: ani Robert Gumny, ani Rafał Augustyniak, ani Kamil Grosicki. Wszystkich napastników, jakich Paulo Sousa widział w tej reprezentacji, powołał od razu. Pewnie, gdyby przykładowy Jakub Świerczok był wpisany jako piąty rezerwowy, teraz zostałby dowołany. Selekcjoner trafił jednak z tą decyzją, by od razu powołać aż pięciu napastników. Wprawdzie po kontuzjach Krzysztofa Piątka i Arkadiusza Milika i tak zrobiło się w ataku ubogo, ale przynajmniej zmiennicy - Karol Świderski, Jakub Świerczok, Dawid Kownacki (też ma problemy zdrowotne, zmaga się z rwą kulszową) - byli na wszystkich treningach i znają pomysł Paulo Sousy. 

Robert LewandowskiCo wyprawia Lewandowski?! Zabawił się na treningu kadry [WIDEO]

Widziałem pytania: "To po co w ogóle była ta lista rezerwowych?". Podejrzewam, że gdyby z kadry wypadł nie Arkadiusz Milik, a któryś z pomocników lub obrońców, to w jego miejsce selekcjoner kogoś by dowołał, bo na te pozycje wśród rezerwowych ma alternatywy. Gumnego na bok obrony, Grosickiego na skrzydło, Augustyniaka do środka i Szymańskiego na bok lub do środka pomocy. Obawy dotyczące atmosfery i wprowadzenia zamieszania byłyby podobne, braki taktyczne również, ale byłyby też realne korzyści. A tych przy zastępowaniu Milika innym piłkarzem jest niewiele.

Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ