Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Kluczowy problem kadry Sousy. Na Euro 2020 może się skończyć bolesną porażką

Paulo Sousa po meczu z Rosją dostał do rąk opasły tom danych do analizy. Portugalczyka cieszyć może intensywność gry Polaków, ale zmartwi dziurawa obrona i jej odsłonięta lewa strona. Po wrzutkach na dalszy słupek biało-czerwoni stracili połowę bramek za jego kadencji, a rywale ewidentnie znaleźli sposób na polską defensywę.

Mecz Polski z Rosją był ważny dla Paulo Sousy na kilku płaszczyznach. Polacy zagrali kilka udanych akcji w ofensywie, do tego prezentowali dużą kontrolę nad tym, co dzieje się na murawie (choć dopiero w drugiej połowie, gdy na boisko weszli zawodnicy podstawowego składu). Cieszyć może fakt, że pierwsze 20 minut było naprawdę intensywne, a polscy piłkarze chcieli grać piłką i wyprowadzać ją prostopadłymi podaniami. Ale pozytywów było więcej.

Zobacz wideo Jak Polacy spisali się w meczu z Andorą? Oceniamy biało-czerwonych

Największe pozytywy meczu z Rosją

Najbardziej cieszyć można się z tego, że Mateusz Klich zagrał tak, jak sam wymaga od siebie. Na boisku był praktycznie wszędzie. Gracz Leeds był bardzo konkretny w pressingu i jeszcze lepszy w ofensywie. To od niego zaczęła się akcja bramkowa, to on wrzucał piłkę przy strzale Świderskiego. Uspokajać może również to, że Kamil Jóźwiak w reprezentacji ostatnio zawsze wygląda bardzo dobrze. Sam wielokrotnie przyznawał, że jego idolem jest Kuba Błaszczykowski. I właśnie do niego porównuje Jóźwiaka wielu ekspertów, co samo w sobie jest dla młodego gracza nobilitujące. Pozytywem jest również to, że gdy na boisko weszli bardziej doświadczeni kadrowicze, to szybko udało im się uspokoić grę, a Rosja przestała stwarzać większe zagrożenie. A przecież na murawie nie było Roberta Lewandowskiego. 

Mimo że po pierwszym kontrolnym meczu Polaków nie można wysnuwać daleko idących wniosków, to widać, że selekcjoner odcisnął już na drużynie piętno. Kadra miała konkretny pomysł na grę, choć z drugiej strony wystarczyło go tylko na pierwsze 20 minut. Kilkanaście minut po strzeleniu gola kadra zapomniała, jaki ma plan. Dostrzegł to również Paulo Sousa. - Od momentu, gdy strzeliliśmy gola staliśmy się bardziej bliscy przeszłości: oddaliśmy inicjatywę, nie broniliśmy aktywnie, ale bardzo nisko. Daliśmy przeciwnikom okazję do dośrodkowań, do dryblingu. Nie możemy na to pozwalać, musimy pressować, wygrywać piłkę i przeszkadzać rywalom - mówił na konferencji.

Niepokojący sposób straty bramek. Zastanawiająca powtarzalność 

Niestety, niepokoić może gra defensywna, bo polscy piłkarze kolejni raz stracili dość prostego gola. Tym bardziej zastanawiające jest też to, że od jakiegoś czasu pozwalają sobie wbijać gole w podobnym stylu.

Gol Rosjan wziął się z trzech błędów. Najpierw w strefie bocznej Przemysław Frankowski pozwolił Aleksandrowi Gołowinowi na dośrodkowanie, a ten posłał kapitalne podanie na kilkadziesiąt metrów. W polu karnym Wieczesław Karawajew uciekł spod krycia Tymoteusza Puchacza i wpakował piłkę do bramki. Niestety, piłka wpadła między nogami Łukasza Fabiańskiego i to był trzeci błąd Polaków w tej akcji. 

Gol dla Rosji (1 faza)Gol dla Rosji (1 faza) screen TVP Sport

Gol dla Rosji (2 faza)Gol dla Rosji (2 faza) screen TVP Sport

Rywale znaleźli sposób na zaskoczenie kadry Sousy! Straciliśmy tak połowę goli

Trener Polaków ma o czym myśleć przed Euro 2020. Za kadencji Portugalczyka kadra straciła aż sześć bramek w czterech meczach, ale jeszcze bardziej zastanawiające jest to, że aż trzy z nich padły po akcjach z dośrodkowaniami z bocznych rejonów boiska na długi słupek. Dokładnie tak straciliśmy gola na 2:3 z Węgrami, na 1:2 z Anglią i na 1:1 z Rosją. Dwa razy krycie zgubili lewi obrońcy (Reca z Węgrami i Puchacz z Rosją). Z kolei z Anglią walkę na długim słupku przegrał Grzegorz Krychowiak, a zgranie piłki doskonale wykorzystał Harry Maguire. Rywale Polaków znaleźli więc sposób na przełamywanie ich obrony. Słowacy również będą to chcieli wykorzystać. Dla porządku, pozostałe trzy stracone bramki to: szybki kontratak Węgrów na 0:1, kolejne dośrodkowanie z bocznej strefy,  ale na środek pola karnego z Węgrami na 0:2 i rzut karny z Anglią na 0:1.

- W każdym meczu grała inna defensywa i trudno było o zgranie. W obronie kluczowa jest koncentracja i unikanie indywidualnych błędów - mówi Sport.pl ekspert Canal+ i były reprezentant Polski Maciej Murawski. - Reakcja w defensywie nie jest mocną stroną Tymoteusza Puchacza. Wiadomo, że na wahadle jest mniej zadań defensywnych, ale czasem trzeba wbiec w pole karne. Wahadłowi to tacy piłkarze, od których więcej oczekuje się w ofensywie, na tej pozycji trzeba więcej biegać. A jak biegasz więcej, to tracisz siły i przez to trudniej o koncentrację. Wiem po sobie, że najczęściej traciłem koncentrację, jak nie miałem już siły na bieganie - dodaje.

Lewa strona defensywy do poprawy

Być może tego typu akcje są pokłosiem próby gry z trzema stoperami, choć to byłoby raczej zbyt duże uproszczenie, bo każda z trzech straconych bramek była efektem indywidualnych błędów, ale wynikających z czego innego. - Widać było, że początkowe ustawienie Puchacza było dobre, ale stracił on na moment koncentrację, rywal ruszył i było już za późno na zatrzymanie Rosjanina. Nie szukałbym tu problemu w ustawieniu, czy jest to trójka stoperów, czy czwórka obrońców w linii. Jakby Tymek grał na lewej obronie, to też mógłby zrobić ten błąd - dodaje Murawski. 

Gol Rosjan wynikał z zagrania przekątnej piłki na drugi skraj pola karnego. To zmusiło wahadłowego do szybkiego powrotu za napastnikiem, a wówczas dużo łatwiej jest atakować niż bronić. I atakujący może sobie łatwo wyrobić przewagę, bo obrońca musi kontrolować nie tylko piłkę, ale też pozycję rywala. I tak tez było w przypadku Puchacza. - Błędy są częścią procesu, braku doświadczenia, ale nie możemy stracić takiego gola. Przy długim podaniu zawodnik musi wiedzieć, co dzieje się za jego plecami, kontrolować przeciwnika. Nie mogę ich oskarżać o to, bo to są nowe rzeczy dla nich i to część procesu: popełniali błędy, dzięki którym się uczą - mówił na konferencji prasowej Paulo Sousa. 

Rywale jednak zauważyli, że nasza lewa strona defensywy nie należy do najbardziej pewnych. Bo i  Tymoteusz Puchacz, i Maciej Rybus to piłkarze, którzy lepiej czują się w grze do przodu. Na mistrzostwach trzeba będzie jednak pomyśleć o lepszym zabezpieczeniu tego rejonu boiska, bo o ile na Euro 2016 tę stronę kapitalnie zamknął Artur Jędrzejczyk, tak już na mundialu w 2018 r. Rybus nie był tak solidny w obronie i to również przełożyło się na bramki dla rywali. 

Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ