Jednoznaczna opinia o grze reprezentacji Polski: To był dobry mecz

- Widziałem wymienność pozycji i pozytywne nastawienie. Nie graliśmy statycznie. W moim przekonaniu to był dobry mecz - mówi Andrzej Juskowiak po zwycięstwie Polski nad Andorą 3:0 w 2. kolejce eliminacji MŚ 2022. W środę w Londynie zagramy z Anglią.

Po remisie 3:3 w Budapeszcie z Węgrami reprezentacja Polski nie mogła nie wygrać w Warszawie z Andorą. Po dwóch golach Roberta Lewandowskiego i jednym Karola Świderskiego zespół prowadzony przez Paulo Sousę zwyciężył 3:0.

Zobacz wideo "Kadra Sousy jest w stanie dawać nam emocje. Są powody do optymizmu"

Łukasz Jachimiak: Mamy trzy punkty i zapominamy o tym meczu czy jednak zagraliśmy cokolwiek, co warto zapamiętać?

Andrzej Juskowiak: Na pewno można coś zapamiętać poza wynikiem. Zwycięstwo było przekonywujące. Wcześniej oglądałem mecz Albania - Anglia [0:2] i widziałem Anglików, którzy chcieli wygrać najmniejszym nakładem sił, co im się udało. Natomiast my swój mecz potraktowaliśmy inaczej i mocno zdominowaliśmy rywala. Widziałem wymienność pozycji i pozytywne nastawienie. W moim przekonaniu to był dobry mecz. Nie graliśmy statycznie przeciwko drużynie, która się praktycznie tylko broni. Prawa strona ze współpracą Jóźwiak - Bereszyński dobrze funkcjonowała, co też jest dobrym prognostykiem na przyszłość.

Nie uważa Pan, że chociaż przez bardzo długi czas byliśmy w posiadaniu piłki, to niewiele z tego wynikało? Mało mieliśmy konkretnych sytuacji do zdobycia gola i bramkarz Andory wcale nie miał dużo pracy?

- Oczywiście rozmiary zwycięstwa mogły być większe przy lepszym jednym czy drugim dośrodkowaniu, przy jakimś lepiej wykonanym stałym fragmencie gry. Aczkolwiek Andora dobrze broniła. Oni byli bardzo agresywni, blisko przy stałych fragmentach gry. Z takimi zespołami trudno stworzyć sytuację dla napastnika, żeby wyszedł sam na sam z bramkarzem, bo pod bramką rywali jest dużo i trudno jest piłkę dograć. Ale i tak trochę się działo. Nie graliśmy statycznie.

"Gdzie grał? Wszędzie". Są dwie piątki, ale i jedna dwójka. Reprezentanci Polski ocenieni

Nie niecierpliwił się Pan, kiedy była 30. minuta i było 0:0? Ja zaczynałem myśleć, że możemy na przerwę zejść z takim wynikiem i będziemy się męczyć. Ale na szczęście wtedy włączył się Robert Lewandowski.

- Patrzyłem na to spokojnie. Pewnie też ze względu na wcześniejszy mecz Anglików. Oni grali ospale, aż jedno dośrodkowanie na głowę Harry'ego Kane'a otworzyło wynik i sprawiło, że wszystko wskoczyło na właściwe tory. Widząc jak gra nasza reprezentacja, byłem spokojny, że w końcu zdobędzie bramkę. Sporo naszych zawodników było w polu karnym, zaangażowanie było na wysokim poziomie, było widać, że jesteśmy blisko. Choćby Krzysiek Piątek cały czas próbował.

Piątek, Lewandowski i Arkadiusz Milik zagrali od pierwszej minuty. Zdziwił się Pan, że wyszliśmy aż trzema napastnikami? Przecież na pewno na Wembley tak nie wyjdziemy.

- Mecz był oderwany od tego, co może nas czekać na Wembley. Paulo Sousa eksperymentuje i szuka najlepszego jego zdaniem ustawienia na dany mecz. Z Węgrami pomysł mu się od początku nie sprawdził, a z Andorą się sprawdził. Robert był schowany jak lewoskrzydłowy. Tam Rybus grał niżej, więc Robert wszedł w to miejsce. A i bez niego w polu karnym coś się działo. Było widać niezłe zrozumienie między zawodnikami ofensywnymi. Choć Milik był mało przy piłce. Jakby nie do końca wiedział gdzie i jak ma dojść do piłki - czy ma być przy niej częściej i brać udział w rozegraniu, czy w wykończeniu akcji.

Lewandowski czasami wyglądał jak środkowy pomocnik, Piątek jak "dziewiątka", a Milika wydawało się, że nie ma.

- No właśnie brakowało mi go. Nawet nie tyle w samym polu karnym, co przed. Wiemy, że on ma bardzo dobre uderzenie z dalszej odległości lewą nogą. A zupełnie nie próbował sobie wypracować trochę miejsca na taki strzał.

Żadnego piłkarza Sousa nie rugał tak często. To nam coś przypomniałoŻadnego piłkarza Sousa nie rugał tak często. To nam coś przypomniało

Po meczach z Węgrami i Andorą nastroje są takie, że boimy się środowego meczu z Anglią na Wembley. A Pan się boi?

- Trzeba podejść do tego meczu z optymizmem. Anglicy mieli w niedzielę włączony tryb ekonomiczny, ale jeżeli chcą, to potrafią grać zdecydowanie szybciej i dokładniej. Będzie to dla nas bardzo trudne spotkanie. Ale dobrze się stało, że ono jest ostatnim z trzech rozgrywanych na początek eliminacji. Dzięki temu mamy już trochę wiedzy o tym jak reprezentacja pod wodzą Paulo Sousy może funkcjonować. Oby nie tak jak w pierwszej połowie z Węgrami. Ale mamy swoje atuty. Coś się dzieje. Gdy rezerwowi wchodzą, to wnoszą jakość i jest ożywienie w ofensywie. Oczekuję spotkania, w którym podejmiemy rękawicę. Liczę, że nie będziemy czekać na to, co Anglia nam narzuci, tylko że będziemy mieć swoje możliwości.

Anglicy mecz z nami już zaczęli - Paul Merson stwierdził, że Kane jest lepszy od Lewandowskiego, bo Anglik strzela w Premier League, a Polak tylko w Bundeslidze.

- Między samymi zawodnikami jest dużo szacunku, między nimi to pójdzie raczej w drugą stronę. Natomiast wiadomo, że są media, które będą takie rzeczy nakręcały. Jednak górą będą wypowiedzi zawodników. A one już są na wysokim poziomie kurtuazji.

Robert Lewandowski na ławce rezerwowychRobert Lewandowski nagle podszedł do ławki rezerwowych. To dlatego nie dokończył meczu

To prawda, Kane już obsypał Lewandowskiego komplementami. A jak Pan widzi to porównanie naszego snajpera z asem Anglików?

- To, że ktoś gra w Budneslidze, a ktoś w lidze angielskiej, hiszpańskiej czy włoskiej, jest nie do porównania. Istotne jest to, co kto robi w tych samych rozgrywkach - w europejskich pucharach, w Lidze Mistrzów. Robert wygrał Ligę Mistrzów i nie ma o czym dyskutować. Pewnie są zawodnicy, którzy mają większy wpływ na grę i wyniki swoich zespołów niż Robert w Bayernie. Przykładem niech będzie Lionel Messi. Nie ma drugiego zawodnika, który by tak dryblował i był takim symbolem dla swojego klubu. Ale Robert wygrał Ligę Mistrzów, strzelił najwięcej goli, a zawsze się mówiło, że ktoś z takimi sukcesami zasługuje na tytuł najlepszego piłkarza świata w danym sezonie.

Wróćmy do meczu Anglia - Polska: remis na Wembley brałby Pan z pocałowaniem ręki?

- Kolejny zwycięski remis? Ha, ha! Paulo Sousa twierdzi, że zawsze trzeba grać z nastawieniem na zwycięstwo. Obojętnie z kim się gra. Widać, że jest możliwość reakcji bez względu na to, jaki jest wynik. To jest ważne, to może być nasz atut, że potrafimy dobrze zareagować. Pewnie patrząc na to, jak Anglicy potrafią grać, remis byłby dobrym wynikiem. Natomiast trzeba spróbować zagrać o więcej. A jeśli Anglicy narzucą nam bardzo mocne warunki i będziemy mieć trudność nawet w stworzeniu sobie sytuacji, to trochę inaczej będziemy oceniali.

Oby tylko nie było takiego meczu jak z Włochami w listopadzie ubiegłego roku [0:2 w Lidze Narodów], bo to byłby koszmar.

- No właśnie, oby takich spotkań nie było. Ale wiemy, że z najlepszymi w Europie nam się bardzo trudno gra. Oni nas duszą i nie pozwalają nam atutów wyeksponować. Oby tak nie było, obyśmy zrobili krok do przodu w potyczkach z najlepszymi reprezentacjami.

Więcej o: